Obchodzony 3 października Dzień Jedności Niemiec, upamiętniający włączenie NRD do RFN w 1990 roku, był dla prasy okazją do bilansu stanu społeczeństwa. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”) ocenia, że nie zanosi się na to, by Niemcy w najbliższym czasie odnaleźli jedność. „Rzekome przeciwieństwo wschodu i zachodu jest podsycane zarówno przez lewicę jak i prawicę” – podkreśla. Według dziennika, inne społeczeństwa mimo polaryzacji potrafią wywiesić flagę i zgromadzić się wokół niej. Niemcy natomiast zawsze podchodzili ostrożnie do tego, co narodowe, i słusznie dawali pierwszeństwo Europie. „Od zjednoczenia sprzed 36 lat idea narodowości błąka się po kraju bezdomna, a ponieważ Europa straciła siłę przyciągania, lukę wypełniają skrajności” – zaznacza „FAZ”.
36 lat jedności Niemiec
Jak wyjaśnia dziennik z Frankfurtu, prawicowym nacjonalistom z AfD odpowiadają liderzy lewicy, którzy hasło „nigdy więcej” rozumieją tak, że poza stadionami dla uczuć narodowych nie ma już w Niemczech miejsca.
„FAZ” uważa, że świat niemieckiej demokracji znowu dzieli mur. „Niemcy nadal stanowią jeden naród, ale to, kim i czym on jest, nie jest już tak oczywiste, jak jeszcze pokolenie temu. Naród stał się światopoglądem” – ocenia gazeta. Jak dodaje, przyczyniło się do tego powstanie nowego społeczeństwa, o pochodzeniu migracyjnym. „Masowa migracja zaskoczyła naród niemiecki, całkowicie nieprzygotowany, ponieważ nie rozwinął on nawet poczucia narodowości bez imigracji” – wskazuje dziennik.
„FAZ” konkluduje, że jedności narodu nie zapewnią wskaźniki wzrostu, lecz miłość do ojczyzny, której w demokracji nie da się narzucić odgórnie. „Potrzebne byłyby decyzje sięgające korzeni niezgody. Nowego społeczeństwa, jakim ma być społeczeństwo imigracyjne, nie organizuje się w ramach niekontrolowanego, przyspieszonego procesu, jak to miało miejsce w Europie w ostatnich dziesięcioleciach. Konieczna byłaby przerwa. To ona buduje akceptację” – podsumowuje.
Siła Afd na wschodzie i zachodzie
Tygodnik „Der Spiegel” dwa komentarze poświęca sile skrajnej prawicy. W pierwszym apeluje, by nie bagatelizować AfD. Zarzuca też niemieckim komentatorom, że po wrześniowych wyborach w Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim diagnozowali wschód, zamiast spojrzeć na zachodnie landy, takie jak Nadrenia Północna-Westfalia. W tym najludniejszym kraju związkowym, gdzie w kwietniu 2027 roku odbędą się wybory do landtagu, poparcie dla CDU spadło do 29 proc., a AfD wzrosło do 22 proc. Z kolei w ogólnokrajowych sondażach prawicowi populiści zdecydowanie prowadzą przed chadekami. „Ile jeszcze sygnałów ostrzegawczych potrzeba?” – pyta tygodnik.
„Der Spiegel” wylicza źródła wzrostu siły nowej prawicy: liczne kryzysy ukazujące rzekomą porażkę elit, nowe sojusze z konserwatywnymi wyborcami i robotnikami, postulaty odzyskania kontroli nad imigracją i cyfrowa mobilizacja w internecie. Nie wystarczy – jak wyjaśnia tygodnik – przejąć pojedyncze postulaty AfD, bo nie przejmuje się wraz z nimi więzi, jaką partia zbudowała ze swoimi wyborcami. „Partie centrowe potrzebują własnej energii politycznej” – zaznacza.
W drugim komentarzu „Der Spiegel” proponuje potraktować wschód jako polityczne laboratorium. „Wschodnie Niemcy dają wgląd w przyszłość. Można tu zaobserwować, jak partie i politycy centrum radzą sobie z nową rzeczywistością. Które strategie kończą się porażką, a które pozwalają im się przebić” – uważa tygodnik.
Z tegorocznych kampanii wyborczych „Der Spiegel” wyciąga wnioski dla partii głównego nurtu. „Partie centrowe muszą w bardziej systematyczny sposób budować i promować przekonujące osobowości, aby przetrwać w nowych czasach. (…) Media społecznościowe nie mogą być traktowane jako dodatek, a z kampanii trzeba zrobić ruch, ponieważ niezadowoleni wybierają zmianę, a nie stabilność” – pisze „Der Spiegel”. Zwraca uwagę, że najważniejszym przekazem polityków dla obywateli powinno być zdanie: „Widzę cię”.
Wizyta kanclerza Merza w Kijowie
Szeroko komentowanym tematem tygodnia jest wizyta kanclerza Friedricha Merza w Kijowie. Dziennik „Süddeutsche Zeitung” („SZ”) określił ją mianem „pilnie potrzebnego gestu solidarności”. „Po wyborach landowych, w których sukces odniosła przyjazna Rosji partia AfD, wizyta kanclerza w Kijowie ma duże znaczenie. Nie jest ona jednak w stanie odwrócić uwagi od niezwykle niestabilnego rządu w Berlinie, a jeśli, to co najwyżej na krótką chwilę” – ocenia „SZ”.
Jednak – jak wskazuje gazeta – wizyta Merza w Kijowie jest czymś więcej niż polityką symboli. „Kanclerz obiecał nową pomoc wojskową o wartości miliarda euro, której Ukraina pilnie potrzebuje przed piątą zimą wojny” – zaznacza.
Zdaniem dziennika z Monachium, wizyta w Kijowie jest jednocześnie próbą wyjścia z politycznej defensywy, bo przyszłość niemieckiej koalicji rządowej jest niepewna jak nigdy. „Kanclerz zagraniczny ma nieco przyćmić potykającego się kanclerza wewnętrznego” – uważa „SZ” dodając, że dla Wołodymyra Zełenskiego i Ukrainy upadek rządu w Berlinie byłby katastrofą.
Nagroda dla NATO i pozycja Niemiecw sojuszu
Dziennik ekonomiczny „Handelsblatt” stawia natomiast tezę, że Merz zaprzepaścił swoją wiarygodność, ale uratował NATO. Punktem wyjścia jest czwartkowa laudacja kanclerza na cześć Sojuszu Transatlantyckiego, który został uhonorowany tegoroczną Międzynarodową Nagrodą Pokoju Westfalskiego. Gazeta ocenia, że bez niemieckiego przywództwa NATO istniałoby dziś najwyżej na papierze, ponieważ decyzja Merza o wyłączeniu wydatków zbrojeniowych z mechanizmu zadłużenia powstrzymała prezydenta USA Donalda Trumpa przed wypowiedzeniem partnerstwa z Europą w dziedzinie bezpieczeństwa. Cena polityczna była wysoka, ale „ta historyczna zasługa pozostanie” – uważa „Handelsblatt”.
Dziennik przypomina, że w „nowym NATO”, w którym o swoje bezpieczeństwo muszą zadbać przede wszystkim Europejczycy, decydującą rolę odgrywają Niemcy. „Im bliżej rosyjskiej granicy, tym trwożliwiej pada pytanie, czy można na Niemczech polegać, skoro najsilniejszą siłą polityczną staje się AfD z nacjonalistyczną retoryką i prorosyjską agendą” – podkreśla gazeta. Dlatego – w jej opinii – kanclerz stoi przed podwójnym wyzwaniem. „Musi pozyskać w Niemczech poparcie dla swojej polityki siły oraz pełnić wiodącą rolę w Europie, nie budząc jednocześnie obaw przed niemiecką potęgą militarną. Im dłużej trwa rosyjska wojna przeciwko Ukrainie i im bardziej rośnie poparcie dla AfD w sondażach, tym trudniejsze staje się zadanie kanclerza, i tym ważniejsze” – podsumowuje „Handelsblatt”.
Również dziennik „Die Welt” staje w obronie Friedricha Merza, który jest najbardziej niepopularnym kanclerzem wszechczasów. Zdaniem gazety, mimo ostatnich porażek (słabe wyniki CDU w wyborach landowych i brak postępów w zapowiedzianych reformach) Merz musi pozostać na stanowisku. „Nikt w Europie nie broni Zachodu tak jak on. Niemcy i Europa są bezpośrednio zagrożone przez Rosję Władimira Putina, incydenty hybrydowe od Lipska po Bałtyk mnożą się w wielkim tempie” – pisze „Die Welt”.
„Gdyby niemiecki rząd upadł i doszłoby do nowych wyborów, presja na zmianę stanowiska wobec Ukrainy byłaby ogromna. (..) W Europie nastąpiłby efekt domina, ponieważ jeśli najsilniejszy sojusznik Kijowa zakwestionuje swoje zaangażowanie, pójdą za nim inni. Również we Francji i w Polsce w nadchodzącym roku grożą wyniki wyborów mogące ten trend wzmocnić” – konkluduje dziennik.