„NZZ” o napięciach w relacjach: Polska i Ukraina walczą na niewłaściwym froncie
Polska i Ukraina walczą na niewłaściwym froncie – tak szwajcarski dziennik „Neue Zürcher Zeitung” ocenia spór historyczny między Warszawą a Kijowem. Konflikt szkodzi obu stronom, a prezydent Karol Nawrocki wykorzystuje go w rozgrywce z premierem Tuskiem.
„NZZ” stawia tezę, że eskalujący spór historyczny między Polską a Ukrainą odciąga oba państwa od walki z ich rzeczywistym przeciwnikiem, czyli Rosją. Jak przypomina, zarzewiem konfliktu była decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”.
„Prezydent Karol Nawrocki wyczuł szansę na podsycenie powszechnej wśród jego elektoratu niechęci do »niewdzięcznych Ukraińców«” – pisze dziennik. Jak podkreślono, jednocześnie kontrowersje te dostarczają mu argumentów w walce z rywalem, liberalnym premierem Donaldem Tuskiem, który opowiada się za ścisłym sojuszem z Ukrainą.
Według „NZZ” ostatecznie na konflikcie polsko-ukraińskim korzysta tylko Rosja. „Polska i Ukraina potrzebują się nawzajem. Ukraińskie siły zbrojne stanowią najsilniejszą tarczę Europy przed Rosją i chronią również Polskę. Jednocześnie Polska udziela cennej pomocy wojskowej, przyjmuje prawie milion ukraińskich uchodźców i może pełnić rolę orędownika przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej” – zaznacza dziennik z Zurychu.
„NZZ” podkreśla równocześnie, że byłoby pożądane, aby Ukraina zmierzyła się z mrocznymi stronami swojej historii. Jednak – jak zaznaczono – domaganie się takiego rozliczenia w samym środku walki o przetrwanie jest nierealne.
Szwajcarska gazeta ocenia, że dla polskich i ukraińskich polityków kuszące może być zdobywanie punktów dzięki emocjonalnym debatom historycznym. „Jednak obecnie korzysta na tym tylko jedno państwo: nie jest to ani Polska, ani Ukraina, lecz Rosja” – podsumowuje „NZZ”.
„WirtschaftsWoche”: skoro reforma emerytalna boli wszystkich, to jest słuszna
Tygodnik ekonomiczny „WirtschaftsWoche” uważa, że pakiet 33 rekomendacji ekspertów dotyczących reformy niemieckiego systemu emerytalnego jest słuszny właśnie dlatego, że czegoś wymaga od wszystkich. Komentatorka apeluje, by rząd Niemiec nie dał rozmydlić poszczególnych propozycji.
Zdaniem gazety niezadowolenie części Niemców z planowanych reform może świadczyć o tym, że komisja ekspercka wykonała swoją pracę dobrze. „WirtschaftsWoche” wskazuje, że zmiany dotkną emerytów i osoby przed emeryturą. A oprócz nich także młodszych, ponieważ wiek emerytalny, w przyszłości powiązany z długością życia, z dużym prawdopodobieństwem wzrośnie.
Jak zauważa „WirtschaftsWoche”, reformy dotyczą też pracowników i pracodawców, którzy mają stopniowo obowiązkowo wpłacać niewielki procent wynagrodzenia na ustawową emeryturę kapitałową, a wreszcie – samozatrudnionych i urzędników.
W opinii tygodnika pakiet 33 rekomendacji pomyślano jako całość i rząd Niemiec nie powinien wybierać z nich pojedynczych punktów. Nadchodzące tygodnie pokażą, czy faktycznie tak się stanie – zaznaczono.
W opinii „WirtschaftsWoche” żadna z propozycji reformy emerytalnej rządu pod przewodnictwem Merza nie jest ani zaskakująca ani rewolucyjna. „To, że przez 20 lat żaden rząd nie odważył się na taki krok, wynika z tego, że taką reformą zyskuje się pochwały ekspertów, ale nie sympatię publiczności, a być może i nie wygrywa wyborów” – uważa tygodnik.
Dlatego – jak konkluduje gazeta – najwięcej zależy teraz od kanclerza, jego ludzi i współrządzącej SPD, która dotychczas odrzucała wiek emerytalny zbliżający się do granicy 70 lat. „WirtschaftsWoche” radzi zatem, by rząd jasno komunikował, że również bezczynność w tym obszarze oznacza rychły wzrost składek. „Lepiej zatem zaakceptować nieco wyższe składki, ale wyższą emeryturę, i ogólnie bardziej stabilny system” – podsumowuje.
„Süddeutsche Zeitung”: nonszalancja Merza i Wadephula w polityce zagranicznej jest zdumiewająca
Dziennik „Süddeutsche Zeitung” zarzuca kanclerzowi Friedrichowi Merzowi i szefowi MSZ Johannowi Wadephulowi, że jako wykształceni prawnicy i członkowie rządu lekceważą konstytucyjną rangę prawa międzynarodowego. Mówią o nim tak, jakby było ono do dyspozycji polityki – ocenia.
Jak zaznacza w komentarzu Heribert Prantl, Merz i Wadephul nie są co prawda tak „radykalnie bezczelni” jak rząd USA, który w ogóle nie przejmuje się prawem międzynarodowym i dla którego władza zastępuje prawo. „Kanclerz i jego minister są jednak dalecy od przestrzegania i dbałości o prawo międzynarodowe, które określa Ustawa Zasadnicza” – dodaje.
Prantl wytyka Merzowi jego wypowiedź o tym, że Netanjahu wykonuje podczas bombardowania Iranu „brudną robotę również za nas”, a wobec działań prezydenta USA jest „niezwykle wyrozumiały”. Przypomina też, że atak USA na Wenezuelę i uprowadzenie jej prezydenta Merz nazwał „złożonym”, a w sprawie izraelsko-amerykańskiej wojny z Iranem i egzekucji irańskiego kierownictwa unikał jednoznacznego potępienia w kategoriach prawa międzynarodowego. Reguły się zmieniają, gdy ich łamanie jest akceptowane – ostrzega „SZ”.
Dziennik z Monachium zwraca uwagę na wywiad Wadephula dla „Neue Osnabrücker Zeitung”, w którym minister zdystansował się od czysto prawnomiędzynarodowej orientacji polityki zagranicznej i zażądał silniejszego uwzględniania interesów narodowych oraz trzeźwego spojrzenia na to, co służy Niemcom i Europie. Komentator odczytuje to jako sugestię, że prawo międzynarodowe niekoniecznie się do tego zalicza.
„SZ” pokazuje historyczną analogię. Za podobną kalkulację użyteczności, słowa o wojskowym zabezpieczaniu interesów handlowych, szesnaście lat temu tak mocno skrytykowano prezydenta Horsta Köhlera, że ustąpił. Prantl przypomina, że artykuł 87a Ustawy Zasadniczej dopuszcza użycie sił zbrojnych poza obroną tylko wtedy, gdy konstytucja wyraźnie na to zezwala. Zdaniem komentatora oznacza to, że operacje wyłącznie dla korzyści ekonomicznych są konstytucyjnie wykluczone.