Nagły napływ 60 tys. migrantów z Maroka do Ceuty, hiszpańskiej eksklawy w Afryce Północnej, wywołał debatę publiczną w Niemczech.
„Handelsblatt” ostrzega w komentarzu, że obrazy z Ceuty są niebezpieczne, bo karmią narrację prawicowych ekstremistów. „Temat migracji ma ogromną siłę oddziaływania, ponieważ doskonale nadaje się do podsycania strachu. Strachu przed tym, co obce, przed inwazją osób pozbawionych środków do życia, które napływają do systemów opieki społecznej i odbierają pracę miejscowym” – pisze dziennik.
Dlatego – jak kontynuuje gazeta – wielu politycznych przywódców ostro skrytykowało hiszpańskiego premiera Pedra Sancheza. „Jedni, jak Donald Trump, chcieli w ten sposób uzasadnić swoją bezkompromisową politykę migracyjną. Inni, jak Giorgia Meloni, aby wyprzedzić konkurencję ze skrajnej prawicy. Premierka Włoch, podobnie jak jej sojusznicy z Finlandii, Czech, Danii czy Austrii, opowiedziała się nawet za zawieszeniem umowy z Schengen w relacjach z Hiszpanią” – zauważa „Handelsblatt”.
Gazeta obala szerzącą się tezę, jakoby napływ marokańskich migrantów wywołała polityka premiera Sancheza. „Nikt nie otrzymuje przy tym hiszpańskiego obywatelstwa. I nikt nie może mieszkać ani pracować w innym kraju UE na podstawie hiszpańskiego zezwolenia na pracę i pobyt” – zaznacza. Jak dodaje, osoby, które dopłynęły do Ceuty i tak nie spełniają warunków legalizacji.
Według „Handelsblatt” ostatecznie na obrazach z Ceuty skorzystała skrajna prawica, a Maroko – na demonstracji swojej siły. „Tymczasem Sanchez, jedyny szef rządu w Europie, który wciąż ma odwagę otwarcie opowiadać się za migracją, pozostaje osamotniony” – konkluduje dziennik.
Z kolei dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wydarzenia z Ceuty są „znakiem ostrzegawczym”. „Kto dotrze nielegalnie, utknie w eksklawie i musi wrócić. To jedyny właściwy sposób na opanowanie kryzysu” – oceniono.
„Jeśli Unia Europejska nie chce doświadczyć drugiego kryzysu migracyjnego z 2015 roku, musi mieć pewność, że jej granice zewnętrzne są skutecznie kontrolowane” – pisze „FAZ”.
W opinii dziennika z Frankfurtu, wydarzenia podobne jak w Ceucie nie mogą przypominać sytuacji w Niemczech, gdzie po latach powtarzających się „ofensyw deportacyjnych” za wielkie osiągnięcie uważa się już samo wydalenie przestępców spośród osób, którym odmówiono azylu.
„FAZ” uważa, że obrazy z Ceuty uwidaczniają, na jak kruchych podstawach opiera się polityka azylowa i dokąd prowadzi, gdy wymyka się spod kontroli.
Podczas gdy napływ migrantów do Ceuty obnaża kruchość granic zewnętrznych, to zamach na berliński Christopher Street Day, w którym zginęła obywatelka Polski i 31 osób zostało rannych, kieruje uwagę w kierunku polityki wewnętrznej. „Süddeutsche Zeitung” zwraca się w komentarzu do muzułmańskich stowarzyszeń i gmin. Zdaniem dziennika, po każdym akcie terroru o podłożu islamistycznym Niemcy wpadają w „tryb działania”, a od organizacji muzułmańskich oczekuje się szybkiego i jednoznacznego odcięcia od sprawcy.
Jednak – jak podkreśla – samo dystansowanie się muzułmańskich wspólnot nie wystarcza. „Skrajne poglądy lepiej rosną tam, gdzie także pobożni, pokojowo nastawieni muzułmanie nie sprzeciwiają się głośno homofobii i nienawiści do innowierców. Dopóki część stowarzyszeń będzie tolerować nurty islamistyczne, przygotowujące grunt pod przyszłych zamachowców, dopóty będą one odstraszać liberalnych muzułmanów” – zaznacza „SZ”.
Zdaniem dziennika z Monachium, wspólnoty muzułmańskie mogłyby – dzięki religijnemu autorytetowi, jakiego nie mają pracownicy socjalni – pomagać w deradykalizacji skuteczniej niż państwo.
Niemiecka prasa relacjonuje też kryzys przywództwa współrządzącej CDU. Tygodnik „Der Spiegel” nie zostawia na kanclerzu Friedrichu Merzu suchej nitki. „Merz przedstawiał się jako zdecydowany człowiek czynu, a teraz popełnia seryjne błędy warsztatowe” – ocenia, wskazując m.in. na nieudaną dymisję ministra transportu Patricka Schniedera oraz odwołanie sekretarza stanu Tino Sorgego z Saksonii-Anhalt, na sześć tygodni przed wyborami w kraju związkowym.
Jak ocenia tygodnik, „chaotyczna” rekonstrukcja rządu może wynikać z braku doświadczenia Merza w kierowaniu partią, która przypomina też administrację dużego przedsiębiorstwa. Albo – jak dodaje – „być może mamy tu po prostu do czynienia z brakiem kompetencji połączonym z pychą, przy czym obie opcje byłyby równie złe”.
„Der Spiegel” oddaje też kanclerzowi sprawiedliwość, ponieważ działa on w wyjątkowo trudnym czasie. Tygodnik wskazuje na wojnę Rosji przeciwko Ukrainie, konflikt USA z Iranem, prezydenturę Trumpa, słabą niemiecką gospodarkę, rosnące poparcie dla populistycznej AfD i niedawny zamach na CSD w Berlinie.
Ale właśnie dlatego – podkreśla „Der Spiegel” – Niemcy nie mogą sobie pozwolić na słabego kanclerza. „Albo kanclerz zamyka się w sobie, staje się coraz bardziej uparty i nieczuły na krytykę, albo szuka wyjścia. Przebija się przez trudności, uczy się na własnych błędach, wyciąga wnioski z porażek i szuka silnych sojuszników”.
Zdaniem „Der Spiegel”, Merz nie ma już prawa do kolejnych nieudanych prób. „W przeciwnym razie będzie musiał odejść lub zostanie usunięty przez własnych ludzi” – zaznacza. „Od powodzenia tego rządu zależy, czy uda się powstrzymać zagrożenie populizmu z lewa i z prawa” – konkluduje tygodnik.