Dron na lotnisku w Lipsku
Najgłośniejszym tematem minionego tygodnia było wykrycie drona z przymocowanym materiałem wybuchowym na lotnisku w Lipsku, obok ukraińskiego samolotu.
Według szwajcarskiego dziennika „Neue Zürcher Zeitung” („NZZ”) incydent był przewidywalny, a Europa musi wreszcie dostrzec sygnały ostrzegawcze. „Rosja od pewnego czasu doprowadza do eskalacji konfliktu z Zachodem. Powszechnie wiadomo, że drony odgrywają w tym procesie pewną rolę” – pisze gazeta. Jej zdaniem, ignorowanie rosyjskiego zagrożenia jest niebezpieczne.
Dziennik z Zurychu zwraca uwagę, że niepewność co do sprawcy incydentu w Lipsku wpisuje się w ataki hybrydowe. „Zaciera się granica między prawdziwym zagrożeniem a histerią. Zarzuty wobec Rosji można łatwo zbyć jako bezpodstawne” – zaznacza.
„NZZ” wskazuje, że pytanie o sprawcę ataku jest wtórne. „Kto w szarej strefie między pokojem a wojną czeka na jednoznaczne dowody i niebudzące wątpliwości przypisanie odpowiedzialności, ten reaguje zbyt późno”. Jak podkreśla, operacje tajne są tak zaprojektowane, by nie dało się ich jasno przypisać konkretnym podmiotom.
Gazeta z Zurychu przypomina, że lotnisko w Lipsku już przed dwoma laty padło ofiarą prawdopodobnie rosyjskiego podpalenia magazynu DHL, a seria incydentów – od podpaleń w Polsce i krajach bałtyckich, po atak na polską sieć kolejową – układa się w jeden wzór.
Według „NZZ”, kraje takie jak Niemcy czy Szwajcaria chętnie pomijają przejawy konfliktu z Rosją. „Z jednej strony, wiele aktów sabotażu ma miejsce na północy i wschodzie Europy. Brakuje poczucia, że problem dotyczy nas bezpośrednio. Z drugiej strony, zagrożenie rozkłada się na wiele pojedynczych zdarzeń rozproszonych geograficznie. Dlatego wydaje się mniejsze niż jest w rzeczywistości” – wyjaśnia szwajcarska gazeta.
W opinii dziennika, ignorancja ta ma katastrofalne skutki. „Bez całościowego spojrzenia na ukryte działania Moskwy w Europie Zachodniej brakuje świadomości zagrożenia. Ułatwia to pracę rosyjskim służbom specjalnym” – pisze „NZZ”. Jak konkluduje, politycy muszą wykazać się dalekowzrocznością, ponieważ pokojowe czasy w Europie sprzed pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku nie powrócą tak szybko.
Rok prezydentury Karola Nawrockiego
Niemieckojęzycznej prasie nie umyka temat pierwszej rocznicy zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta Polski. Magazyn polityczny „Cicero” stawia tezę już w tytule, że Nawrocki „raczej dzieli niż godzi”.
Komentator Thomas Urban ocenia, że zwycięstwo Nawrockiego w wyborach pokrzyżowało plany premiera Donalda Tuska dotyczące przywrócenia w kraju zasad państwa prawa. W trakcie prezydentury – kontynuuje – Nawrocki zawetował ponad 40 projektów ustaw. Wśród nich znalazła się ustawa o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu, która miała przyznać parom homoseksualnym prawo do informacji medycznej, renty rodzinnej oraz ulg podatkowych.
Zdaniem „Cicero”, cieniem na prezydenturze Nawrockiego kładzie się konflikt polsko-ukraiński. Unię Europejską zirytowało bowiem to, że Nawrocki zaostrzył spór, odbierając Zełenskiemu Order Orła Białego w reakcji na nadanie przez ukraińskiego prezydenta jednej z jednostek specjalnych imienia „Bohaterów UPA”.
„Konflikt ten z pewnością można było łatwo rozwiązać na drodze dyplomatycznej. Jednak w Polsce głosy przypominające, że pojednanie między Polakami a Ukraińcami było jednym z głównych celów Jana Pawła II, spotkały się z niewielkim oddźwiękiem” –uważa magazyn.
W opinii „Cicero”, Nawrocki tym samym przyczynił się do podziałów społecznych, napięć z sąsiadami i Brukselą. „Optymiści przewidują jednak, że złagodzi on swój kurs właśnie w ramach UE, ponieważ będzie musiał to zrobić” – podsumowuje Urban.
Jak się bronić przed AfD?
Trzeci głos, tygodnika „Der Spiegel”, dotyczy Niemiec i pyta, jak demokratyczne partie powinny bronić się przed wzrostem poparcia dla prawicowo-populistycznej AfD. Według magazynu, strategia zwalczania partii nie wystarcza. Zamiast tego proponuje zmianę perspektywy: „zamiast wyłącznie pytać, jak osłabić AfD, warto pytać, jak wpłynąć na jej rozwój”.
Komentator „Der Spiegel” jest sceptyczny wobec delegalizacji AfD, która, jego zdaniem, groziłaby raczej wyścigiem radykalizacji i powstaniem jeszcze skrajniejszej formacji. W kontrze do tego wskazuje on narzędzia, które mogłyby skłonić AfD do umiaru, m.in. odebranie finansowania z budżetu oraz pozbawienie prawa do kandydowania jawnie antykonstytucyjnych, radykalnych polityków. „Gdyby siły ekstremistyczne nie mogły już zajmować obiecujących miejsc na listach wyborczych ani stanowisk kierowniczych, osłabłby jednocześnie ich wpływ na strategiczny kierunek partii. W ten sposób mogłaby nastąpić zmiana stosunków sił wewnątrz partii” – przewiduje „Der Spiegel”.
Tygodnik podkreśla zarazem, że mądra demokracja nie pyta tylko, jak może ograniczyć i osłabić swoich przeciwników. „Pyta również, jak sama, poprzez swoje reguły, wpływa na to, jacy politycy się w tej partii liczą. Zamiast tylko zakazywać odgórnie, demokracja mogłaby delikatnie skłaniać ją do umiaru” – uważa gazeta.
„Der Spiegel” konkluduje, że klasyczna „demokracja broniąca się” pozostaje niezbędna, ale ona sama już nie wystarcza.