Polska i Niemcy

Poza Traktatem – nowe wyzwania dla Polski i Niemiec

Traktat o dobrym sąsiedztwie pomógł Polsce i Niemcom przejść przez początkowy etap nowych relacji. Obecnie oba kraje potrzebują jednak nowej metody współpracy – uważa politolog Kai-Olaf Lang.
Tusk und Merz stehen nebeneinander
Finden Tusk und Merz eine neue Methode der Zusammenarbeit? © Imago/dts

Kiedy z perspektywy czasu dyskutuje się, analizuje lub ocenia polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie, słusznie wskazuje się na jego wielorakie funkcje w relacjach między obydwoma krajami. W licznych pochwałach docenia się znaczenie traktatu jako punktu zwrotnego, nowego fundamentu, ram współpracy lub po prostu podstawy dla wielu konkretnych form wymiany i współdziałania.

Nie bez powodu wielokrotnie podkreślano i nadal podkreśla się wczesne osadzenie relacji polsko-niemieckich w szerokim kontekście europejskim. Równie słuszne i ważne jest stwierdzenie, że traktat dobrosąsiedzki należy zasadniczo postrzegać jako „pakiet” wraz z traktatem o potwierdzeniu granic, które dopiero w połączeniu umożliwiły wyeliminowanie ostatnich niejasności w kwestii granicznej i skierowanie wzroku ku wspólnej przyszłości.

Z perspektywy czasu można dojść do wniosku, że takie postępowanie – czyli sformalizowanie intencji współpracy, wykluczenie „drażliwych tematów”, takich jak kwestie majątkowe, ustanowienie instytucji dialogu lub szczegółowe określenie szerokiego spektrum obszarów współpracy w ówczesnej erze niepewności – dobrze się sprawdziło. Ta „metoda traktatowa” zapewniła delikatnej roślince nowych relacji polsko-niemieckich ochronę, nawóz i ekosystem, w którym mogła się rozwijać.

Traktaty są również wzajemnymi zobowiązaniami

Niezależnie od tego należy jednak stwierdzić, że „metoda traktatowa” nie była w stanie przynieść porównywalnych korzyści w późniejszym okresie, w latach zbliżania się Polski do struktur Zachodu, a tym bardziej po wejściu Polski do Unii Europejskiej i NATO. W tym świetle należy postrzegać również merytorycznie uzasadnione debaty na temat aktualizacji i modernizacji traktatów, ale także znaczenia kolejnych, takich jak nowe porozumienie o współpracy wojskowej między Polską a Niemcami.

Traktaty są bowiem wzajemnymi zobowiązaniami, które wynikają z wątpliwości stron co do własnej wierności zasadom i gotowości do współpracy. Ich siła oddziaływania zależy od determinacji obu stron oraz od poczucia wspólnoty celów. Stosunki polsko-niemieckie i wieloletnie zaniedbania w zakresie dwustronnej koordynacji w ramach struktury europejskiej są tu wymownym przykładem.

Spojrzenie wstecz – nie dodawajmy traktatowi znaczeń

Należy uważać, aby nie „przeładować” polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie. Sukcesy „założycielskiego okresu” stosunków polsko-niemieckich po 1989 roku były z pewnością również owocem tego porozumienia. Wypracowanie gospodarczych, społecznych, regionalnych i politycznych powiązań wymagało ram strukturalnych i infrastruktury komunikacyjnej. W tym zakresie traktat dostarczył praktycznych regulacji, stwarzając również instrumenty czy instytucje – od wymiany młodzieży, przez kontakty transgraniczne, aż po konsultacje na szczeblu rządowym. Tymczasem kwestie, które w kolejnych latach przynajmniej w sferze politycznej sprzyjały lub komplikowały stosunki polsko-niemieckie, wykraczały poza logikę traktatu. Należy tu szczególnie podkreślić trzy grupy czynników.

Po pierwsze, nadrzędnym czynnikiem dla współpracy obu państw było wkrótce przyłączenie, a następnie włączenie Polski do systemu integracji europejskiej i sojuszu transatlantyckiego. O rosnącej europeizacji obu krajów i związanych z nią nowych obszarów współpracy – ale i też nowych punktów spornych – traktat mógł zaledwie wspomnieć.

Także adwersarz

Już same negocjacje akcesyjne, zdominowane przez spory o charakterze polsko-niemieckim dotyczące swobodnego przepływu pracowników lub nabywania gruntów przez cudzoziemców, pokazały, że wspólne włączenie do UE przyniesie nowe szanse, ale także różnice wynikające z nowej bliskości. Gdy Polska, już jako pełnoprawny członek, zasiadła „przy stole”, wielu niemieckich obserwatorów było zaskoczonych, że sąsiad w kluczowych kwestiach polityki europejskiej i międzynarodowej będzie zarówno przeciwnikiem, jak i zdecydowanym obrońcą własnych interesów. Na przykład podczas wojny w Iraku, na początku XXI wieku, oba kraje znalazły się po różnych stronach przysłowiowej barykady. Hasło „Nicea albo śmierć!” w Niemczech odebrano jako symbol polskiej nieustępliwości w Unii Europejskiej. Preferowanie przez Berlin przyjaznej Rosji „polityki wschodniej” oraz przywiązanie Niemiec do projektów Nord Stream Polska uznała za nielojalne.

Były premier Jarosław Kaczyński podczas wspólnej konferencji prasowej z Angelą Merkel
Jarosław Kaczyński z wizytą w Berlinie 30.10.2006 © Imago/Metodi Popow

Z kolei sprzeciw Polski wobec polityki migracyjnej UE, obejmującej obowiązkową relokację uchodźców, w Niemczech traktowano jak podważanie europejskiej solidarności. Po sporach dotyczących praworządności i dochodzących z Polski głosach domagających się rekompensaty finansowej za cierpienia Polaków spowodowane przez Niemców podczas II wojny światowej, duch traktatu dobrosąsiedzkiego wydawał się w dużej mierze politycznie osłabiony.

Po drugie, próba wyodrębnienia drażliwych kwestii związanych z przeszłością początkowo okazała się skuteczna. Wymiana listów między ministrami spraw zagranicznych, w której zwięźle zaznaczono, że traktat nie dotyczy m.in. „kwestii majątkowych”, miała umożliwić wykluczenie problemów związanych z roszczeniami majątkowymi niemieckich uchodźców i wysiedleńców z nowego programu działań. Ten dyplomatyczny zabieg był początkowo niezwykle pomocny, a wraz z ostatecznym potwierdzeniem przebiegu granicy pozwolił ominąć blokady w początkowo niestabilnej fazie nowej polsko-niemieckiej rzeczywistości.

Wkrótce jednak okazało się, że takie „uśpione” konflikty mogą przerodzić się w otwarte spory. Działania Powiernictwa Pruskiego skłoniły rząd federalny do zapewnienia, iż nie będzie on popierał tego rodzaju roszczeń majątkowych obywateli niemieckich wobec Polski przed międzynarodowymi sądami. Mimo że tę kwestię krótko później rozwiązano na płaszczyźnie prawnej, wkrótce pojawiły się inne roszczenia materialne i finansowe: dyskusje na temat reparacji, a następnie rekompensaty czy zadośćuczynienia zaczęły mieć silny wpływ na relacje polsko-niemieckie. Również w tym kontekście widać, że traktat dobrosąsiedzki nie mógł regulować kwestii, dla których nie został stworzony – nie mógł działać jako program łagodzący napięcia między oboma krajami.

Po trzecie, traktat, nawet jeśli ma dążyć nie tylko do współpracy, ale wręcz do przyjaźni, nie mógł i nie może uporać się z dwustronnymi wybuchami emocji, wynikającymi z instrumentalizacji w sferze polityki wewnętrznej czy społecznej. Traktat nie jest narzędziem do radzenia sobie z nadmiernymi emocjami. Jest odwrotnie: potrzebuje on poparcia społecznego, a przede wszystkim politycznego, oraz minimum dobrej woli, aby móc rozwinąć swój potencjał. Przy jej braku można sobie podarować organizowanie ściśle zaplanowanych, corocznych konsultacji. Jeśli będą się one odbywać mimo wszystko, przy rosnącej niechęci mogą stać się pustym rytuałem.

Jest to ciekawe również dlatego, że traktat zajmuje się kluczową kategorią w relacjach polsko-niemieckich – zaufaniem. Kwestia zaufania poruszana jest w kontekście bezpieczeństwa i stabilności w Europie, w kontekście stosunków gospodarczych, które są również postrzegane jako niezbędny element „umocnienia zaufania między obu Państwami i Narodami”, a także w odniesieniu do „młodego pokolenia”, któremu przypisuje się szczególną rolę w budowaniu zaufania. Traktat zdefiniował zatem zaufanie jako istotne kryterium oceny jakości wzajemnych stosunków. Nie był jednak w stanie doprowadzić do trwałej polityki zaufania, na przykład poprzez instytucjonalizację i wzajemne powiązania.

W drodze do metody zadaniowej

Po udanym starcie, w relacjach polsko-niemieckich nastąpiły chwile braku orientacji i nieoczekiwanych turbulencji. Traktat zszedł przy tym na dalszy plan, pierwsze miejsce zajęły zaś wzajemne niespodzianki i rozczarowania, a przede wszystkim nowe wyzwania. Trzeźwe spojrzenie na ostatnie trzy i pół dekady dostarcza wskazówek dotyczących przyszłości relacji polsko-niemieckich, pokazując, w jaki sposób oba kraje mogą nie tylko kształtować swoje wzajemne relacje, ale także lepiej wywiązywać się ze swoich obowiązków wobec Europy.

Niemcy i Polska muszą wyjść ze swej prowincjonalności i tendencji do skupiania się na sobie i swoich specyficznych cechach. Takie wyzwania jak Rosja i bezpieczeństwo Europy muszą stać się motorem wspólnych działań. Z jednej strony, warunkiem ku temu jest zaangażowanie się Polski w relacje z Niemcami i wyrażenie zgody oraz poparcie dla takich przedsięwzięć, jak niemiecki „punkt zwrotny” (Zeitenwende). Jak dotąd widać tu spore sprzeczności: gdy Niemcy się zbroją, niektórzy zastanawiają się, do czego w przyszłości rzekomo nieprzewidywalne Niemcy wykorzystają swój potencjał. Jeśli Niemcy nie osiągają wyznaczonych sobie celów, zarzuca się im brak wiarygodności i powrót do polityki nienarażania się Rosji. Z drugiej strony, Niemcy powinny spokojniej patrzeć na regionalną współpracę Polski w zakresie bezpieczeństwa oraz jej specyficzne powiązania ze Stanami Zjednoczonymi w zakresie polityki obronnej. Ponadto Niemcy – uwzględniając całą Europę – muszą zrozumieć, że Polska nie tylko nie chce być masą manewrową, ale że współpraca z Niemcami nie jest dla niej priorytetem.

Z kolei Polska nie powinna mylić gotowości Niemiec do przejęcia przewodnictwa z dążeniem do hegemonii, lecz starać się osiągnąć pewne przywódcze partnerstwo z Niemcami oraz innymi państwami – na przykład w ramach Trójkąta Weimarskiego lub w takich formatach jak E5 czy E6. Przyszłe struktury bezpieczeństwa w Europie, zabezpieczenie wschodniej flanki NATO, rozszerzenie Unii Europejskiej, a także – co nie mniej ważne – wzmocnienie zdolności UE do utrzymania swojej pozycji na arenie międzynarodowej to nowe zadania, do których Niemcy i Polska będą musiały się dostosować wraz z innymi partnerami w obliczu kruchej i wrażliwej struktury europejskiej. Podobnie jak po „metodzie traktatowej”, która stała się katalizatorem nowych relacji polsko-niemieckich po przełomie 1989 roku, teraz – po przełomie wywołanym zagrożeniem ze strony Rosji i niepewnością ze strony Stanów Zjednoczonych – powinna nastąpić polsko-niemiecka metoda zadaniowa.

Kolaż pokazuje twarze Mateusza Morawieckiego, Karola Nawrockiego i Jarosława Kaczyńskiego

Kaczyński słabnie. Polska prawica układa się na nowo

Jarosław Kaczyński przez lata rządził prawą stroną polskiej sceny politycznej. Teraz słabnie, a na prawicy zaczyna się walka. Czy patronem całego obozu może zostać prezydent Karol Nawrocki?
Rafał Kalukin
Kolaż przedstawia kobietę otoczoną motywami kojarzonymi z polskością

Polonio – kim jesteś? W poszukiwaniu poczucia przynależności do Polski

Termin „Polonia” zdaje się być jednoznaczny. Lecz im bardziej autorka się do niego zbliża, tym bardziej niejasne staje się, kto do „Polonii” należy – i dlaczego ona sama się w tej definicji nie odnajduje.
Oliwia Hälterlein
Zwiedzający w pomieszczeniu wystawy.

Przeszłość obecna do dziś. Ostgebiete – Ziemie Zachodnie

Wystawa „Ostgebiete / Ziemie Zachodnie” opowiada w sposób spokojny i osobisty historię relacji polsko-niemieckich bez kiczu pojednania.
Felix Ackermann