„Handelsblatt”: zbratanie Polski i Niemiec ma szczególny powód
Zacieśnienie polsko-niemieckiej współpracy obronnej ma sens mimo licznych różnic między Berlinem a Warszawą i trudnej wspólnej historii – uważa dziennik ekonomiczny „Handelsblatt”.
Berlin i Warszawa zacieśniają współpracę w dziedzinie obronności, podpisując – 35 lat po Traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 roku – umowę wojskową. Jak zauważa „Handelsblatt”, w obliczu trudnej wspólnej historii nie jest to oczywistość.
Dziennik przypomina słowa szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, że niemieckiej siły obawia się mniej niż niemieckiej bezsilności. „Wprawdzie słowa te padły swego czasu w kontekście ratowania strefy euro, jednak dziś chętnie cytuje się je również w odniesieniu do polityki bezpieczeństwa” – podkreśla. Według „Handelsblatt” tak jak w czasie zimnej wojny RFN była państwem frontowym wobec Układu Warszawskiego, tak dziś – ze swoją granicą z obwodem królewieckim, Ukrainą i Białorusią – na pierwszej linii obrony NATO stoi Polska.
Jak zaznacza „Handelsblatt”, porozumienie wojskowe Polski i Niemiec może dać początek ścisłemu partnerstwu w dziedzinie bezpieczeństwa, podobnemu do tandemu niemiecko-francuskiego, choć ten ostatnio zaciął się po fiasku wspólnego projektu nowoczesnego myśliwca FCAS.
Dziennik wskazuje zarazem na różnice między Berlinem a Warszawą. Polska chciałaby być silniej włączona w europejskie decyzje, co kanclerz Friedrich Merz nie zawsze – w opinii gazety – czyni z należytą starannością. Relacje obciążają też kontrole graniczne – dodano.
Oba kraje są zdecydowanymi sojusznikami Ukrainy, jednak – jak ocenia „Handelsblatt” – Kijów „roztrwonił w Warszawie wiele zaufania”, nadając ukraińskiej jednostce wojskowej imię „bohaterów UPA”.
„Także w polityce zbrojeniowej oba kraje nie zawsze ciągną w jednym kierunku. Podczas gdy Niemcy mogą liczyć na nowe zamówienia dla swojego przemysłu, Polska, rezygnując z nowych czołgów Leopard na rzecz zakupów w Korei Południowej, pokazała, że idzie własną drogą” – zauważa dziennik.
Mimo różnic, nowy sojusz obronny ma sens – konkluduje „Handelsblatt”. „Wprawdzie Polska bardziej niż Niemcy wciąż polega na wielkim sojuszniku z NATO, czyli Stanach Zjednoczonych. Jednak zarówno Berlin, jak i Warszawa chcą się zabezpieczyć na wypadek, gdyby prezydent USA Donald Trump pewnego dnia jednak spełnił swą groźbę odebrania przychylności” – czytamy w dzienniku. „Nie jest bowiem tajemnicą, że bliżej mu do opozycyjnej AfD w Niemczech i nacjonalistycznego prezydenta Karola Nawrockiego w Polsce niż do rządzących tam ugrupowań” – oceniono.
„Die Welt”: problem Ukrainy z Banderą
Nadanie przez Wołodymyra Zełenskiego jednostce specjalnej imienia „Bohaterów UPA” to cios w spóźnioną normalizację relacji Polski i Ukrainy i fatalny sygnał polityki historycznej – ocenia dziennik „Die Welt”.
Według „Die Welt”, Zełenski, choć w dobrej wierze, popełnił co najmniej nieprzemyślany błąd, nadając w maju jednostce specjalnej ukraińskiej armii – na jej prośbę – honorowy tytuł „Bohaterów UPA”. Tym samym dał fatalny sygnał chybionej polityki historycznej, wywołując poważny konflikt z Polską oraz jej prezydentem Karolem Nawrockim – dodano.
Gazeta ocenia, że krok ten zadał ciężki cios spóźnionej normalizacji stosunków polsko-ukraińskich. Jak podkreśla, mimo traumy wołyńskiej, po rosyjskiej napaści na Ukrainę zdecydowana większość Polaków odłożyła ją na bok i wsparła sąsiada. Także w czasie rządów PiS Polska jak mało kto trwała przy Kijowie, udostępniając infrastrukturę i przyjmując niemal milion uchodźców. To poświęcenie Zełenski miał – w opinii „Die Welt” – lekkomyślnie zaprzepaścić.
Dziennik krytycznie ocenia też reakcję Nawrockiego, który zapowiedział, że być może odbierze Zełenskiemu Order Orła Białego. Prezydent Polski grozi tym, bo „lubi prowokować i siać konflikty” – pisze „Die Welt”. Zdaniem komentatora, Nawrocki jest wyraźnie bardziej radykalny niż PiS: zradykalizował kurs antyunijny i zaczął kwestionować pomoc dla Ukrainy.
„Die Welt” ocenia, że w Polsce przesuwa się układ sił. „W przyszłorocznych wyborach parlamentarnych liberalno-konserwatywnemu sojuszowi premiera Donalda Tuska może przeciwstawić się albo jeszcze bardziej zradykalizowany pod presją Nawrockiego PiS, albo nowa partia narodowo-konserwatywna (Konfederacja), jeszcze bardziej niż PiS gotowa wypowiadać europejskie porozumienia” – czytamy.
Zełenski powinien – w opinii „Die Welt” – szybko wycofać nadanie tego tytułu i znaleźć lepszy, choć na Ukrainie wywoła to konflikty. Gazeta przyznaje, że w czasie wojny nie jest to idealny moment na rozliczanie kwestii winy. Zarazem podkreśla, że Ukraina prowadzi w pełni uprawnioną walkę obronną i „broni na wschodnim skraju Europy zachodniej cywilizacji”. „Jej misji nie służy tolerowanie gloryfikacji mrocznych rozdziałów własnej historii w imię narodowej jedności” – konkluduje dziennik. Apeluje też, by Unia Europejska „uważniej, z większą ciekawością i większą gotowością do działania” spoglądała na Wschód.
„Der Spiegel”: co, jeśli po wyborach w Saksonii-Anhalt Alternytywa dla Niemiec (AfD) przejmie Urząd Ochrony Konstytucji?
Ewentualne zwycięstwo AfD w wyborach do parlamentu Saksonii-Anhalt we wrześniu br. mogłoby dać skrajnej prawicy dostęp do tajnych informacji Urzędu Ochrony Konstytucji – relacjonuje tygodnik „Der Spiegel”, opisując „czarny scenariusz”.
Jak przypomina „Der Spiegel”, AfD w Saksonii-Anhalt jest sklasyfikowana jako z potwierdzona skrajnie prawicowa, a mimo to prowadzi w sondażach z dużą przewagą przed wrześniowymi wyborami. Scenariusz jej dojścia do władzy w landzie nie jest już – według tygodnika – uznawany za wykluczony.
Problem w tym, że Urząd Ochrony Konstytucji Saksonii-Anhalt jest formalnie wydziałem ministerstwa spraw wewnętrznych. „Gdyby AfD obsadziła stanowisko ministra, ten mógłby natychmiast odwołać szefa służb i uzyskać dostęp do ich informacji. W ten sposób skrajna prawica przejęłaby kontrolę nad instytucją, która ma chronić demokrację przed ekstremistami” – zauważa tygodnik.
„Der Spiegel” podkreśla, że aparat bezpieczeństwa na poziomie ogólnokrajowym i regionalnym jest dziś ściśle usieciowiony. Służby wymieniają się danymi o terrorystach, ekstremistach i szpiegach. Stąd obawa, formułowana m.in. przez szefa MSW Turyngii Georga Maiera, że tajne informacje mogłyby przeciekać do skrajnie prawicowych środowisk, a nawet do Rosji.
Jak informuje „Der Spiegel”, w kręgach bezpieczeństwa krążą daleko idące rozważania, jak złagodzić skutki takiego „czarnego scenariusza”, jednak szczegóły nie są ujawniane. Także z obawy, że AfD wykorzysta je w kampanii.
Tygodnik zwraca uwagę, że AfD w programie wyborczym otwarcie zapowiada przekierunkowanie służby, którą nazywa „ochroną rządu”, i zwiększenie „presji ścigania” wobec radykalnie lewicowej Antify. Jak zauważa „Der Spiegel”, o ile szeregowi funkcjonariusze przed dopuszczeniem do tajnych dokumentów przechodzą żmudne postępowanie kontrolne, o tyle ministrowie takiej weryfikacji nie przechodzą, choć z mocy urzędu i tak mają dostęp do materiałów niejawnych.
„Der Spiegel” pisze, że rozważane jest też ograniczenie wymiany informacji z Magdeburgiem. Jednak – jak twierdzą źródła tygodnika w służbach bezpieczeństwa – całkowite wykluczenie Saksonii-Anhalt z sieci krajowych służb wywiadowczych byłoby trudne. „Obecny stan prawny pozwala co najwyżej ograniczyć wymianę informacji. Wyobrażalne byłoby zatem, że Magdeburg nie miałby już dostępu do określonych danych dotyczących skrajnej prawicy. Albo wrażliwe informacji, np. o prowadzonych obserwacjach, dzielono by tylko w pojedynczych przypadkach. Z kolei np. ostrzeżeń o grożących zamachach nie wolno byłoby zatrzymywać” – zaznaczono.