„Der Spiegel” o braku zadośćuczynień dla polskich ofiar nazizmu: Berlin postępuje moralnie źle i politycznie głupio
Niemcy są Polsce coś winne za zbrodnie II wojny światowej. Rząd Friedricha Merza postępuje wobec Polski moralnie źle i politycznie głupio, bo zwleka z obiecanym gestem humanitarnym dla żyjących ofiar nazizmu – ocenia portal tygodnika „Der Spiegel”.
Proponowane przez rząd Donalda Tuska 10 tys. PLN rocznie na jedną ofiarę, czyli około 2332 euro, tygodnik nazywa „śmieszną kwotą jak na zbrodnie sprzed ponad 80 lat”. – To nawet nie połowa przeciętnych miesięcznych kosztów życia w Polsce bez czynszu – podkreślił „Der Spiegel”.
Jak przypomniano, Polacy podczas II wojny światowej byli przez nazistów aresztowani, torturowani, osadzani w obozach koncentracyjnych lub w inny sposób maltretowani. – Tego, co Niemcy zrobili Polakom po napaści we wrześniu 1939 roku, nie da się zrekompensować pieniędzmi. (…) Niemcy zamordowali sześć milionów Polaków, czyli jedną szóstą całej ludności – czytamy w „Spieglu”.
Tygodnik zwrócił uwagę na to, że kanclerz Merz nie tylko odmawia wypłacenia reparacji, ale – podobnie jak Olaf Scholz – zapowiedział gest humanitarny wobec ocalałych ofiar niemieckiego terroru. – Polacy czekają na niego jak dotąd na próżno. W ten sposób rząd federalny postępuje nie tylko niemoralnie, ale także politycznie nierozsądnie – uważa „Der Spiegel”.
Gazeta podkreśla, że w tej kwestii chodzi przede wszystkim o gest i moralne znaczenie. – Większość Niemców nie ma pojęcia, co ich przodkowie zrobili Polakom. Zagłada Żydów? Tak, coś tam było, ale na przykład akcje przeciwko polskiej inteligencji, czyli systematyczne mordowanie polskich nauczycieli i profesorów? Nigdy o tym nie słyszeli – zauważył tygodnik.
W opinii „Spiegla” niemiecki rząd, dokonując gestu humanitarnego, mógłby przy okazji wyświadczyć premierowi Donaldowi Tuskowi przysługę. – W przyszłym roku w Polsce odbędą się wybory parlamentarne. W interesie Niemiec leży, by zwyciężył Tusk, a nie eurosceptyczna i wrogo nastawiona do Niemiec prawica – zaznaczono.
– Berlin musiałby prawdopodobnie wygospodarować około 100 mln euro w pierwszym roku. Potem kwota ta będzie się stopniowo zmniejszać. Żyje jeszcze 50 tys. ofiar nazizmu, a liczba ta maleje. Niemcy powinny się wstydzić za każdą z tych osób, która nie otrzyma żadnego wsparcia – podsumował „Der Spiegel”.
„Handelsblatt”: Prawdziwy mecz o wszystko – Niemcy grają w polityce reform
Dziennik ekonomiczny „Handelsblatt” krytykuje medialne porównania porażki mundialowej Niemców do słabej kondycji państwa. Jednak – jak uważa – kanclerz Friedrich Merz jest kapitanem zespółu rządowego w meczu o wszystko, którego stawką jest przyszłość kraju.
Gazeta przyznaje jednak, że rzekome podobieństwa same się narzucają. – Drużyna o przeciętnym poziomie i zbyt małej motywacji. Odrealnieni przywódcy, którzy spoczęli na dawnych laurach – pisze „Handelsblatt”.
Dziennik, próbując obalić sens analogii kondycji niemieckiej reprezentacji do stanu państwa, zastanawia się, co by się stało, gdyby Niemcy wygrali z Paragwajem. – Co by było, gdyby Niemcy wygrali rzuty karne? Czy wtedy Iran otworzyłby cieśninę Ormuz, Trump przestałby nakładać cła, a Chiny nie utrudniałyby nam życia tańszymi pojazdami elektrycznymi? Oczywiście, że nie – zaznaczono.
W opinii „Handelsblatt” istnieje jednak pewna zbieżność między sytuacją niemieckiej kadry i trzeciej co do wielkości gospodarki świata. – Porażka zbiega się z i tak już złym nastrojem w kraju. Drużyna Juliana Nagelsmanna, odnosząca sukcesy na mistrzostwach świata, mogłaby pomóc w rozbudzeniu euforii – przyznała gazeta, dodając, że kryzys gospodarczy jest również kryzysem psychicznym. – Zamiast poczucia nowego początku, wielu ludzi odczuwa raczej rezygnację. Zastrzyk motywacji wyszedłby wszystkim na dobre – zauważono.
Zdaniem „Handelsblatt”, w polityce reform kanclerz prowadzi swój zespół rządowy w meczu o wszystko, którego stawką jest przyszłość Niemiec i „zastrzyk energii dla wszystkich”.
– Friedrich Merz musi naprawić zaniedbania i błędy Angeli Merkel i Olafa Scholza, które pozostawili mu w spadku w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Zniszczona infrastruktura, zbyt duża biurokracja i słabo zdigitalizowany kraj – wylicza dziennik. Jak konkluduje, jedynymi przeciwnikami mogą być wobec siebie kanclerz Merz i wicekanclerz Lars Klingbeil.
„Süddeutsche Zeitung”: AfD największym zagrożeniem dla demokracji od czasów nazizmu
Dziennik „Süddeutsche Zeitung” ostrzega, że prawicowa AfD jest największym zagrożeniem dla niemieckiej demokracji od czasów nazizmu. Gazeta wzywa polityków i obywateli do otrzeźwienia, zanim będzie za późno.
– Niemcy, niczym lunatyk, zmierzają obecnie ku największemu zagrożeniu dla demokracji od czasów nazistowskich: według sondaży na wschodzie kraju poparcie dla AfD, partii w większości skrajnie prawicowej, wynosi ponad 40 proc., a w skali kraju prawie 30 proc. – wskazuje.
„SZ” zwraca uwagę na „kruchość” zasady izolowania AfD na niemieckiej scenie politycznej. Podaje przykład bawarskiej miejscowości Tittmoning, gdzie dwaj radni tej skrajnie prawicowej partii zostali wybrani na referentów. Powołanie jednego z nich na referenta ds. kultury, tożsamości regionalnej i tradycji wywołało protest środowisk artystycznych. Po miesiącu odebrano mu tę funkcję.
Jak podkreśla „SZ”, AfD nienawidzi kultury, która sprzeciwia się wykluczaniu i myśleniu wrogiemu demokracji. Jako dowód przywołuje postulaty partii w Saksonii-Anhalt, gdzie jej politycy w programie wyborczym zaproponowali odcięcie dotacji dla „antyniemieckiej kultury”. Ich zdaniem niemiecka kultura powinna kształtować patriotyzm.
Komentator „SZ” ostrzega przed skutkami programu AfD, które – w jego opinii – przypomina „podróż pociągiem widmo z lat 30. XX wieku”. – Ta partia, która poprzez wyjście z UE podwoiłaby kolejki przed punktami wydawania żywności, chce wycinać turbiny wiatrowe, zaprzecza antropogenicznej zmianie klimatu i zamierza masowo deportować opiekunów osób starszych i chorych ze względu na ich pochodzenie – pisze dziennik z Monachium.
„SZ” zaznacza, że mimo podejrzeń korupcyjnych w bawarskiej AfD i nepotyzmu w Saksonii-Anhalt, poparcie dla partii rośnie. – Jej lider w tym landzie Ulrich Siegmund zapowiada, że we wrześniu „odzyska kraj”. Jego retoryka zdradza, w jakiej przeszłości ten kraj się znajduje. Również program AfD przypomina przejażdżkę pociągiem widmo do lat 30. – uważa dziennik.