Polska i Niemcy

AfD u władzy w Saksonii-Anhalt? „Ryzyka dla Polski”

Alternatywa dla Niemiec może przejąć władzę w pierwszym niemieckim landzie – Saksonii-Anhalt. Oznaczałoby to nowe ryzyka dla Polski – mówi analityczka Patrycja Tepper w rozmowie z DIALOG online.
Dwie tablice z reklamą wyborczą dla Saksonii-Anhalt
Nie tylko Niemcy czekają z zaniepokojeniem na wynik wyborów do Landtagu w Saksonii-Anhalt © IMAGO / Jan Huebner

DIALOG online: W Saksonii-Anhalt Alternatywa dla Niemiec (AfD) po raz pierwszy może przejąć władzę w landzie. Dlaczego to istotne także z polskiego punktu widzenia?

Patrycja Tepper: Głównym powodem, dla którego powinniśmy obserwować te wybory, są zmiany, jakie mogą one wywołać na poziomie federalnym. Już teraz trwają dyskusje o przyszłości kordonu sanitarnego wokół AfD. Chodzi o to, czy uda się nadal izolować tę partię i nie wchodzić z nią w żadne koalicje. Kolejne wybory pokazują bowiem, że koalicje inne niż z udziałem AfD stają się coraz trudniejsze do zbudowania, a sama AfD poprawia wyniki mimo kordonu. To prowokuje pytania o przyszłość rządzącej krajem CDU/CSU i samego kanclerza Friedricha Merza.

Co prawda kanclerz odcina się od formalnej współpracy z Alternatywą dla Niemiec, ale w mediach – także w Polsce – pojawiają się spekulacje, że te wybory mogą go osłabić na tyle, iż nie utrzyma się na stanowisku. Słychać opinie, że do końca roku możemy mieć poważny kryzys w rządzie. Każda decyzja chadecji jest tu obarczona ryzykiem: SPD, drugi koalicjant, nie będzie przecież tolerowała sytuacji, w której w którymś z landów CDU wejdzie w koalicję z AfD. Kraje związkowe, pozornie niewielkie – demograficznie i gospodarczo – okazują się więc bardzo znaczące dla kierunku polityki federalnej. To tam będą się rozstrzygały różne kwestie.

Kaclerz Friedrich Merz wygląda na zmartwionego.
Kanclerz Friedrich Merz (CDU) odcina się od formalnej współpracy z Alternatywą dla Niemiec © IMAGO / dts Nachrichtenagentur

Jeżeli natomiast założymy scenariusz, w którym AfD zdobywa większość absolutną w Saksonii-Anhalt, pojawiają się kolejne ryzyka dla Polski. Będziemy mieli do czynienia ze swego rodzaju laboratorium: jak ta partia zamierza rządzić i jakie zmiany rzeczywiście wprowadzi? To już nie będzie hipoteza, tylko praktyka. Pojawia się tu szereg obaw, nad którymi warto się pochylić – chociażby ze względu na położenie Saksonii-Anhalt, która leży centralnie w Niemczech i przechodzą przez nią ważne drogi tranzytowe.

Jakie jest tu ewentualne zagrożenie? O czym konkretnie mówimy?

Mówimy na przykład o sytuacji kryzysowej, która byłaby zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski i wymagałaby przerzutu wojsk albo wielkogabarytowych transportów NATO. Władze landu nie mogą takiego transportu zablokować, ale wyobraźmy sobie, że poważnie go utrudniają i opóźniają pewne decyzje administracyjne. Nawet zwłoka jednego czy dwóch dni, wynikająca z biurokracji i formalności, mogłaby zaważyć na tym, kiedy transporty dotrą do Polski. A to przekłada się już na nasze bezpieczeństwo.

Dlaczego władze rządzonej przez AfD Saksonii-Anhalt miałyby się ociągać w takich sprawach?

Wynika to z bardzo prorosyjskiej postawy tej partii. Alternatywa dla Niemiec na szczeblu federalnym dąży do zbliżenia z Rosją, z kolei regionalna AfD w Saksonii-Anhalt – i osoby, które nadają tam ton ideologiczny – idą jeszcze dalej. Uważają, że każda pomoc militarna dla Ukrainy jest eskalacją konfliktu, mówią wręcz o winie NATO, całkowicie odwracając role kata i ofiary. O ile cała AfD dąży do gospodarczego otwarcia na Rosję i naprawy Nord Streamów, o tyle oddział saksońsko-anhalcki jest wręcz zafascynowany Putinem, a system, który zbudował on w Rosji, stanowi dla nich pewien wzór. Przy takim światopoglądzie jestem w stanie sobie wyobrazić, że w interesie tych władz byłoby jak najskuteczniejsze opóźnianie dostaw broni.

Czy władze w Berlinie starają się jakoś przed tym zabezpieczyć?

Tak, w kilku ministerstwach powstają plany alternatywne: co zrobić w razie sytuacji kryzysowej, jak ominąć ten kraj związkowy, w jakim innym kierunku poprowadzić transport. To specyficzna sytuacja, która także wewnątrz Niemiec będzie budziła konflikty i polaryzację.

Tablica witająca na autostradzie w Saksonii-Anhalt.
Tablica powitalna na autostradzie przy wjeździe do Saksonii-Anhalt © IMAGO / snowfieldphotography

Załóżmy, że AfD przejmuje władzę w Saksonii-Anhalt. To oznaczałoby zapewne zwrot w polityce historycznej i kulturze pamięci w tym landzie. Te sprawy leżą bowiem w kompetencjach władz landowych. Jak mogłoby się to przełożyć na stosunki z Polską?

Już teraz widać, jak żywe są kwestie historyczne w naszych relacjach. W Saksonii-Anhalt mamy do czynienia z bardzo radykalną chęcią odejścia od obowiązującej dziś w Niemczech polityki pamięci. Jest ona przedstawiana negatywnie jako „kult winy”; krytykuje się to, że w centrum stawiane są nazizm i Holokaust, podczas gdy – zdaniem AfD – akcentować należy pozytywne momenty niemieckiej historii. Myślę, że dla Polaków będzie to bardzo trudne do przełknięcia. Jeżeli już teraz krytykujemy niedostateczną pamięć o polskich ofiarach, to wyobraźmy sobie, że zostaje ona zepchnięta na margines i potraktowana jako krótki epizod, nad którym nie warto się pochylać. To będzie duży element konfliktowy w naszych przyszłych relacjach.

A jak AfD – już nie tylko ta z Saksonii-Anhalt – podchodzi do Polski? W jakim tonie utrzymane są nawiązania do naszego kraju? Czy istnieje spójna linia partii wobec Polski?

Spójnej linii nie ma. Polska nie jest państwem, wobec którego AfD prowadzi przemyślaną politykę zagraniczną. Partia patrzy przede wszystkim przez pryzmat mocarstw – to one są głównymi punktami odniesienia. W programie federalnym mamy rozdziały o relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, Rosją i Chinami, a także o Ukrainie, ze względu na krytykę pomocy dla niej. Polska jest wymieniana wyłącznie w kontekście reparacji – i to w tym sensie, że Niemcy nie powinny ich wypłacać.

Udzielająca wywiadu Patrycja Tepper.
Patrycja Tepper jest koordynatorką projektu „Populizm i ugrupowania skrajne w Niemczech” w Instytucie Zachodnim © Instytut Zachodni

Jest natomiast wygodnym punktem odniesienia wtedy, gdy partia chce krytykować rząd federalny. Wówczas pojawia się dość często. Ostatnio na przykład obniżka cen paliw była pokazywana jako rozwiązanie, które Polska wprowadziła, a rząd federalny z jakichś powodów wprowadzić nie chce. Podobnie jest z polityką migracyjną: Polska bywa przedstawiana jako miejsce, gdzie nie było masowej migracji, więc jest bezpiecznie i czysto – jako kontrapunkt dla polityki niemieckiej. Jest więc narzędziem w dyskusji o migracji i bezpieczeństwie, przykładem kraju, który prowadził inną politykę migracyjną i na tym zyskał. Nie jest natomiast żadnym centralnym punktem odniesienia w polityce zagranicznej. Myślę nawet, że bywa postrzegana jako przeszkoda – Polska stoi na drodze dobrych relacji z Rosją, o jakie partia zabiega.

Mówiliśmy o braku spójności, ale ja widzę wręcz sprzeczność: z jednej strony AfD bardzo krytycznie odnosi się do polskich żądań reparacyjnych, z drugiej szuka zbliżenia z polską prawicą, która tych reparacji się domaga. Myślę choćby o głośnej wizycie w Berlinie, na zaproszenie AfD, profesora Andrzeja Nowaka. Na pierwszy rzut oka wydaje się to zupełnie nielogiczne.

Wydaje mi się, że próbowano znaleźć sposób na zbliżenie, na zasypanie różnic. Próbowano rozmawiać. Ale ostatnia akcja Sławomira Mentzena pod Bramą Brandenburską, która spotkała się z bardzo mocną krytyką ze strony AfD, dobrze pokazała, jakie jest podejście działaczy – i młodszych, i starszych – do tego, w jaki sposób Polska chciałaby mówić o swojej historii i upamiętniać różne wydarzenia. Abstrahuję tu od oceny samego Mentzena i formy, jaką wybrał, ale wśród działaczy AfD pojawiło się wtedy wiele sugestii, że Polacy takimi akcjami i ciągłym przypominaniem historii zaprzepaszczają możliwość porozumienia, a przecież są dziś ważniejsze rzeczy do zrobienia niż rozmowa o dawno minionej II wojnie światowej – trzeba przecież „zrobić porządek z muzułmanami w Europie”, a Polacy zajmują się zamierzchłą historią.

To pokazuje, że porozumienie w tym obszarze jest właściwie niemożliwe. Uważam zresztą, że u radykałów najsłabiej wypada właśnie moment, w którym pojawia się jakikolwiek konflikt czy różnica zdań. Sojusze, które budują, są bardzo kruche – wystarczy sytuacja sporna i szybko okazuje się, że różnica jest nie do zasypania, a konflikt będzie wracał.

AfD od dawna wypuszczała sondy w stronę polskiej prawicy, także tej skrajnej. W 2022 roku Grzegorz Braun składał wizytę w Bundestagu, też na zaproszenie Alternatywy.

Kontakty Brauna i polityków z jego otoczenia z Alternatywą dla Niemiec nie ustały. Może nie są przez AfD specjalnie reklamowane, ale łącznikiem jest chociażby Steffen Kotré, który bywał też w Sejmie. Zaczęli się bliżej kontaktować w czasie pandemii – wtedy znaleźli wspólną płaszczyznę porozumienia i promocji swoich stanowisk. Brauna nie chciano jednak przyjąć do frakcji, w której w Parlamencie Europejskim zasiada AfD; jest postacią zbyt kontrowersyjną. Oficjalnych wypowiedzi na ten temat nie było, ale domyślam się, że dużą przeszkodą jest jego antysemityzm – AfD wypowiadała się przecież częściowo proizraelsko i jest tam duża grupa osób, która na pewno nie chce być kojarzona z antysemityzmem.

Mapa Niemiec z krajem związkowym Saksonia-Anhalt i Polski.
Kraj związkowy Saksonia-Anhalt ma duże znaczenie dla NATO © Piotr Mordel

Chciałbym jeszcze pogłębić wątek punktów spornych między AfD a Polską. Najważniejsze wydają się dwa: polityka wobec Rosji i polityka historyczna.

Tak, to najważniejsze punkty, ale dochodzi do tego jeszcze sprawa zniszczenia gazociągów Nord Streamu i prowadzonego w związku z tym śledztwa. Widać, że polskie podejście budzi w AfD bardzo duże emocje. Dla tej partii Nord Stream jest symbolem suwerenności i samodzielnego decydowania o niemieckiej polityce energetycznej, więc każda wypowiedź strony polskiej dotycząca tej infrastruktury traktowana jest jak atak na ową suwerenność – w duchu: a co Polska ma tu do powiedzenia, Niemcy zdecydują same. To bardzo wrażliwy punkt.

Czy wobec rosnącej siły AfD można się spodziewać, że odżyją spory o tematy historyczne – przebieg granicy, dawne ziemie niemieckie, czyli dzisiejsze ziemie zachodnie i północne Polski? Jakiś czas temu była awantura o wypowiedź liderki AfD Alice Weidel, która użyła sformułowania „Mitteldeutschland” w odniesieniu do wschodnich Niemiec, a więc posłużyła się terminem z czasów, gdy dzisiejsze Niemcy wschodnie były Niemcami środkowymi. Czy toczy się tu jakaś gra i AfD puszcza oko do środowisk rewizjonistycznych? Czy może to zwiastować powrót dyskusji, które w relacjach polsko-niemieckich należą już do przeszłości?

Myślę, że to, co powiedziała Alice Weidel, nie jest aż tak istotne i nie zwracałabym na to szczególnej uwagi – zwłaszcza że tego rodzaju zarzuty są bardzo łatwo odbijane, chociażby przez polityka AfD Tomasza Froelicha, który je wyśmiewa. Jego zdaniem to żaden rewizjonizm, bo przecież Niemcy mają rozgłośnię Mitteldeutscher Rundfunk, a określenie „Mitteldeutschland” powszechnie funkcjonuje.

Widzę inne, groźniejsze elementy. Chociażby w Saksonii-Anhalt. Chodzi o zatrudnianie przez AfD w Saksonii-Anhalt osób, które działały w organizacjach neonazistowskich, na przykład w Heimattreue Deutsche Jugend (HDJ). To organizacja wprost rewizjonistyczna, zdelegalizowana w 2009 roku między innymi dlatego, że socjalizowała dzieci w duchu narodowosocjalistycznym. Rewizjonizm graniczny był tam bardzo istotnym elementem.

Są też osoby z innych, skrajnych środowisk, które traktują AfD jako platformę parlamentarną pozwalającą wejść do struktury władz. To środowiska, które nie akceptują obecnej granicy, jak tak zwani Obywatele Rzeszy (Reichsbürger). Na razie znajdują się one na liście organizacji, które nie mogą współpracować z AfD, ale lider partii w Turyngii Björn Höcke zabiegał ostatnio o reformę tej listy i usunięcie z niej części środowisk, co w praktyce poszerzyłoby bazę radykałów mogących działać w AfD. Myślę, że partia może się rozwijać właśnie w tym kierunku. To, że Alice Weidel użyła takiego sformułowania, jest niczym w porównaniu z tym, jakie osoby i jakie poglądy mogą wkrótce nadawać w niej ton.

Z Patrycją Tepper rozmawiał Wojciech Szymański.  

Patrycja Tepper jest koordynatorką projektu „Populizm i ugrupowania skrajne w Niemczech” w Instytucie Zachodnim. Analizuje politykę partii populistycznych w Niemczech, ze szczególnym uwzględnieniem AfD i BSW. Zajmuje się obserwacją i interpretacją trendów politycznych i społecznych związanych z rosnącym znaczeniem ugrupowań skrajnych oraz ich oddziaływaniem na niemiecką scenę polityczną, debatę publiczną i dyskurs medialny. Monitoruje także konsekwencje tych procesów dla relacji polsko-niemieckich. Tepper jest absolwentką filozofii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz kulturoznawstwa na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. 

Animacja przedstawia urnę wyborczą i kartę do głosowania

Gdy rządzą populiści. Lekcje z Węgier i Polski

W przeszłości demokracje upadały w dramatyczny sposób, w gwałtownych okolicznościach, takich jak zamachy stanu. Dziś demokrację demontuje się w białych rękawiczkach. Analiza rządów Fideszu i PiS-u.
Maria Skóra
Dwie tablice z reklamą wyborczą dla Saksonii-Anhalt

AfD u władzy w Saksonii-Anhalt? „Ryzyka dla Polski”

Alternatywa dla Niemiec może przejąć władzę w pierwszym niemieckim landzie – Saksonii-Anhalt. Oznaczałoby to nowe ryzyka dla Polski – mówi analityczka Patrycja Tepper w rozmowie z DIALOG online.
Wojciech Szymański
Gazeta leży na stole.

Tygodniowy przegląd prasy niemieckiej. 31 sierpnia

Próba zamachu na lotnisko w Lipsku, klimat społeczny przed możliwymi rządami AfD w Saksonii-Anhalt i prawicowi populiści w Austrii. O tym pisze niemieckojęzyczna prasa.
Iwona Weidmann