Olafie, otrzymałeś w tym roku Nagrodę Karla Dedeciusa dla tłumaczy. Jakie znaczenie ma dla ciebie ta nagroda?
Nagroda Dedeciusa jest dla mnie niezwykle ważna, tym bardziej że to już drugie wyróżnienie noszące imię Karla Dedeciusa. Jej znaczenie wynika z podziwu, jaki żywię dla tego charyzmatycznego człowieka i wybitnego tłumacza. W 1984 roku Dedecius zaprosił czterech lub pięciu młodych tłumaczy do Darmstadt, aby ich poznać i omówić plany dotyczące Biblioteki Polskiej. Jednym z nich byłem ja. Od tego czasu aż do jego śmierci pozostawaliśmy w stałym kontakcie.
Język, którym posługuje się Szczepan Twardoch w „Null”, sprawia trudności nawet niektórym polskim czytelnikom. Twardoch używa żargonu wojskowego, ukraińskich i rosyjskich wtrąceń. Jak sobie z tym poradziłeś?
Twardoch już w książce „Pokora” opisał sceny z I wojny światowej tak autentycznie, że porównywano go do Ernsta Jüngera i Ericha Marii Remarque’a. Znałem ten żargon od innych autorów. Przetłumaczyłem cztery książki Rosjanina Arkadija Babczenki, który walczył w obu wojnach czeczeńskich. Na początku musiałem zebrać dużo informacji, ale od tamtej pory język wojskowy jest mi bliski. Jeśli chodzi o wschodniosłowiańskie wtrącenia, Twardoch życzył sobie zachowania możliwie wielu z nich. W języku niemieckim jest to oczywiście trudniejsze niż w spokrewnionym języku polskim. Mimo to pozostawiłem niektóre typowe przekleństwa w oryginale, licząc na to, że niemieccy czytelnicy przyzwyczają się do nich w trakcie lektury. Ze względu na ochronę małoletnich nie będę ich tutaj wymieniać. Jestem dumny z mojego pomysłu przetłumaczenie słowa „Pidarasy”: „Päderussen” (po polsku pidary). Zmieniłem tylko samogłoski, zachowując szkielet spółgłoskowy i znaczenie.
Regularnie tłumaczysz Twardocha na język niemiecki. Jak oceniasz książkę „Null” jako czytelnik?
Obserwowałem „Null” już w fazie powstawania i od razu zobaczyłem, jaką wielką książką może się stać. Jej znaczenie wynika z autentyczności wydarzeń, których Twardoch doświadczył na froncie i w rozmowach z ukraińskimi żołnierzami, połączonej z genialnym ujęciem losów mężczyzn i kobiet walczących za Ukrainę. Wojna dronowa jest okrutna, ale nieefektowna. Ekscytujące są historia i życie wewnętrzne żołnierzy oraz realia wewnątrz ukraińskiej armii. Prawdopodobnie to właśnie skłoniło reżysera Fatiha Akina, by podjąć próbę ekranizacji tej książki.
Tłumaczenie powinno oddawać nastrój oryginału i wywoływać porównywalne wrażenie na czytelniczkach i czytelnikach. Jak radzisz sobie z tym wyzwaniem? Książki, które tłumaczysz, należą do najbardziej wymagających językowo dzieł.
Wpływ na czytelników jest już z założenia inny, bo obie grupy należą do różnych kultur z ich literacką i językową przeszłością. Moją ambicją jest, by polskie dzieło zostało wszczepione do niemieckiego kanonu literackiego i tam oddziaływało. Udane tłumaczenie działa jak implant. Jeśli zostanie przyjęte przez organizm kultury docelowej, rozwija swoje oddziaływanie. Tłumaczenie jest dla mnie fascynujące tam, gdzie wymaga własnej kreatywności. Najlepszym przykładem jest Dorota Masłowska, której książek nie można w ogóle przetłumaczyć. Wiele elementów trzeba wynaleźć na nowo – dowcip językowy, ironię. Co nieco ginie w przekładzie, co innego zostaje stworzone na nowo. Często testuję przy tym swoje granice, ale zawsze konsultuję się z autorką i niekiedy proszę ją o autoryzację.
Czy tłumaczki i tłumacze są dla ciebie także dyplomatami, a nie tylko pośrednikami językowymi? Czy kompetencja kulturowa jest tak samo ważna jak czysta praca tłumaczeniowa?
„Czysta praca tłumaczeniowa” nie istnieje. Sztuka teatralna Masłowskiej „Między nami dobrze jest” została teraz wystawiona w chińskim przekładzie w Szanghaju. To cud, że to działa, bo przecież oryginał jest głęboko zakorzeniony w polskich traumach wojennych i historii kilku pokoleń. Odbierając tę sztukę, Chińczycy po pierwsze dowiadują się czegoś o Polsce, po drugie poszerzają swój horyzont i niepostrzeżenie sami się zmieniają.
Jak dokonujesz wyboru książek, które tłumaczysz? Jak wygląda twoja współpraca z autorkami i autorami? Jakie nowe projekty tłumaczeniowe planujesz?
Staram się ograniczać tłumaczenie i pisać więcej własnych rzeczy. Kilkoro autorek i autorów jest mi tak bliskich, że nie mogę i nie chcę odmawiać tłumaczenia ich książek. Należą do nich Dorota Masłowska i Szczepan Twardoch, chociaż oboje są tak różni. Po „Null” przetłumaczyłem książkę Twardocha „Powiedzmy, że Piontek”, która ukazuje się w czerwcu. Aktualnie pracuję nad tłumaczeniem z języka rosyjskiego 700-stronicowej powieści Kiry Jarmysz, rzeczniczki prasowej Julii Nawalnej. Tu znowu odgrywa rolę fakt, że intensywnie zajmuję się tematem Rosji. Tłumaczenie literackie nadaje moim dniom strukturę. Odkryłem, że nie wykorzystuję lepiej wolnego czasu, jeśli całkowicie rezygnuję z tłumaczenia, lecz po prostu staję się leniwy.
Sztuczna inteligencja jest coraz szerzej wykorzystywana do tłumaczeń. Czy widzisz w tym bardziej zagrożenie czy użyteczne narzędzie? Jaką różnicę dostrzegasz między emocjonalną inteligencją człowieka a generatywną AI w tłumaczeniach literackich?
Człowiek ma skłonność do przeceniania siebie i swojej inteligencji. AI jest dla wielu narcystycznym urazem. Jestem pewien, że 90 procent literatury można już dziś bez trudu przetłumaczyć za pomocą AI. Prowadząc zajęcia jako docent na Berlińskim Uniwersytecie Technicznym, kazałem przetłumaczyć programowi tłumaczeniowemu rozdział z „1984” George’a Orwella na niemiecki i przedłożyłem to tłumaczenie moim studentom obok ośmiu nowych przekładów wykonanych przez ludzi. Nie byli w stanie stwierdzić, które jest tym jednym nie-ludzkim. AI nie tylko osiągnie ludzką inteligencję, ale niedługo ją przewyższy. To dla mnie jedna z niewielu pocieszających perspektyw w epoce, w której ludzie przez wojny ponownie udowadniają, że nadal są tymi samymi żądnymi krwi, prymitywnymi, sterowanymi emocjami neandertalczykami, co na samym początku swojej historii.
Z Olafem Kühlem rozmawiała Sabine Stekel.
Olaf Kühl jest pisarzem i tłumaczem literackim (Dorota Masłowska, Szczepan Twardoch, Witold Gombrowicz i in.). W 2005 r. został nagrodzony Nagrodą Karla Dedeciusa Fundacji Roberta Boscha za całość twórczości i zasługi jako pośrednik między literaturą niemiecką a polską. W 2026 roku Olaf Kühl otrzymał Nagrodę im. Karla Dedeciusa Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich za tłumaczenie powieści Szczepana Twardocha „Null”.