W środę 3 czerwca Dom na Wzgórzu owinięty jest czerwoną wstęgą spiętą wielką kokardą. W ustawionym tuż obok namiocie powoli gromadzą się ludzie, którzy przyjechali do Krzyżowej na uroczystość ponownego otwarcia Domu.
Jej głównym bohaterem jest syn dawnych gospodarzy posiadłości w Kreisau, czyli dzisiejszej Krzyżowej, 88-letni dziś Helmuth Caspar Graf (hrabia) von Moltke, który spędził tu pierwsze lata swojego życia. Jego rodzina przeprowadziła się do Domu na Wzgórzu z położonego poniżej pałacu. Koszty jego ogrzewania były bowiem zbyt wysokie.
Caspar jest jednym z ostatnich dawnych, niemieckich mieszkańców posiadłości w Krzyżowej. Jego ojciec został stracony przez nazistów w 1945 roku, młodszy brat Konrad zmarł w 2005 roku, matka Freya von Moltke pięć lat później. Krzyżową po raz pierwszy od czasów wojny odwiedził dokładnie 50 lat wcześniej, w czerwcu 1976 roku. Potem znów w 1984 roku, gdy jego matka kręciła film o Krzyżowej dla wschodnioniemieckiej telewizji. W latach 90. zaczął bywać regularnym gościem, choćby dlatego, że przez wiele lat był członkiem rady Fundacji „Krzyżowa”.
„Bene Merito” dla hrabiego von Moltke

Teraz stoi na podium w namiocie. Ambasador Jan Tombiński, który od dwóch lat jako chargé d’affaires kieruje ambasadą RP w Berlinie, wpina mu w klapę „Bene Merito”, odznakę honorową polskiego ministra spraw zagranicznych. Chwilę później Helmuth Caspar Graf von Moltke zostaje honorowym obywatelem gminy Świdnica, której częścią jest wieś Krzyżowa. Wzruszony dziękuje.
Akurat gdy przyszła kolej na ponowne otwarcie Domu na Wzgórzu, zaczyna padać, ale nie przerywa to uroczystości. Gdy wszyscy są już przed budynkiem, wychodzi z niego kilkoro dzieci, mniej więcej w wieku Caspara z czasów, gdy tu mieszkał. Rozsupłują węzeł na wstędze, ostrożnie zdejmują kokardę.
Nowy Dom na Wzgórzu
Dom na Wzgórzu jest znów otwarty. Po trzech latach remontu i adaptacji. Można wchodzić.
Na parterze trzy kolejne pomieszczenia pokazują historię Krzyżowej. Ekspozycja jest bardzo ascetyczna. W pierwszym pokoju, który nazywa się „Kreisau”, rządzi geometria: krąg nakreślony na podłodze, cztery stoły, wycinki kolejnego kręgu tworzące razem okrągły stół, dwa krzesła. W witrynie kilkanaście graniastosłupów o trójkątnej podstawie ze zdjęciami członków Kreisauer Kreis, Kręgu z Krzyżowej, czyli grupy niemieckiej opozycji antyhitlerowskiej, która podczas II wojny światowej spotykała się właśnie w tym miescu. Na jednym z graniastosłupów nie ma żadnych zdjęć, jego ścianki są białe. – On symbolizuje wszystkich pozostałych członków Kręgu – wyjaśnia Dominik Kretschmann, kierownik Miejsca Pamięci.

Drugi pokój to „Kreisau-Krzyżowa”, a tam na ścianach cztery duże, płaskie skrzynki. Na nich zdjęcia: Freyi von Moltke z synami, jej przyjaciela Eugena Rosenstock-Huessego z USA, do którego przeprowadziła się w 1960 roku z Berlina Zachodniego, Ewy Unger, współtwórczyni dzisiejszej „Nowej Krzyżowej”, oraz wielkiego odcisku palca. Należał do Ukraińca Nikołaja Olchynyka, jeńca wojennego zesłanego na roboty przymusowe do Kreisau. Jego nikt nie sfotografował, zostały po nim tylko odciski palców. Zmarł w Krzyżowej w 1941 roku.
Skrzynki można otworzyć i zobaczyć na schematycznych mapach drogi przez świat, które przebyli. Tak połączono tu przedwojenne, wojenne i powojenne losy tego miejsca.
Trzeci pokój, „Krzyżowa”, to duże lustro ze zdjęciem uczestników wrocławskiego seminarium z 1989 roku, które rozpoczęło nowy rozdział dziejów dawnej posiadłości rodziny von Moltke, oraz kilka artefaktów w gablotach. A także dwa fotele, na których zasiedli Jerzy Buzek i Helmut Kohl w dniu pierwszego otwarcia Domu na Wzgórzu w 1998 roku.
Jest jeszcze mała sala seminaryjna. I schody na górę, gdzie urządzono pokoje dla przyszłych gości Krzyżowej. Wystawę w Berghausie przygotowali pracownicy Fundacji „Krzyżowa”, część mieszkalną zaprojektował architekt Christopher Schmidt-Münzberg.
„Oczywiście wiedziałem, że ojciec nie żyje”
Helmuth Caspar opuścił swój dom w Krzyżowej w 1945 roku, gdy miał osiem lat. – Oczywiście, mam wspomnienia z tamtych czasów – wspomina w rozmowie z DIALOGIEM. Żył tam z mamą i bratem, a także z innymi dziećmi, które się u nich schroniły ze swoją mamą. I jeszcze kilkoma osobami z rodziny. Bo w Krzyżowej był spokój, front nigdy tu nie dotarł.
– Ale czasami mam kłopot z rozróżnianiem, co sam przeżyłem, a co widziałem na zdjęciach – przyznaje. – Bo ojciec całą wojnę pracował w Berlinie – dodaje. Wie na pewno, że widział go po raz ostatni w grudniu 1943 roku. Leżał wtedy w szpitalu we Wrocławiu, a ojciec przyjechał do niego. W styczniu Helmuth James siedział już w nazistowskim więzieniu. Rok później został stracony.
– Oczywiście wiedziałem, że nie żyje; mama mi to powiedziała. Ale byłem zbyt młody. W zasadzie całe moje świadome życie spędziłem bez niego. Dlatego niewiele się dla mnie zmieniło. Dopiero stopniowo zacząłem uświadamiać sobie utratę ojca – wyjaśnia.
Krąg z Krzyżowej
Na czele Kręgu z Krzyżowej stali Helmuth James von Moltke oraz Peter Yorck von Wartenburg, przedstawiciele dwóch pruskich rodów szlacheckich ze Śląska. Nie planowali działań zbrojnych przeciw Hitlerowi. Dyskutowali o przyszłości Niemiec i Europy po jego upadku.
Obaj zostali straceni w berlińskim więzieniu Plötzensee. Yorck został skazany na śmierć za udział w nieudanym zamachu pułkownika Clausa von Stauffenberga na Hitlera z 20 lipca 1944 roku już 8 sierpnia tegoż roku. Wyrok został wykonany jeszcze tego samego dnia.
Moltke zaś, który był przeciwnikiem rozpoczynania nowej epoki historii własnego narodu od zamachu stanu, bo uważał, że nazizm sam się wypali, został aresztowany już w styczniu 1944 roku i bynajmniej nie za Krąg z Krzyżowej, bo o jego istnieniu Gestapo wtedy jeszcze nie wiedziało. Wyrok śmierci usłyszał niemal pół roku później, 11 stycznia 1945 roku, i też nie za ten Krąg, bo udziału w nim mu nie udowodniono (w czasie wojny większość czasu spędzał w Berlinie), lecz za snucie planów zbudowania demokratycznych Niemiec po upadku nazistowskiego reżimu. Powieszono go dwanaście dni później, 23 stycznia.
Gesty, które organizują myślenie
34 lata po wojnie Krzyżowa zyskała kolejny historyczny wymiar. To tu została odprawiona Msza Pojednania.
– Jest miejscem, które wpisało się w polsko-niemieckie relacje dzięki symbolicznej mszy z 12 listopada 1989 roku, gdy Helmut Kohl i Tadeusz Mazowiecki w czasie nabożeństwa odprawianego przez biskupa Alfonsa Nossola przekazali sobie znak pokoju – mówi ambasador Jan Tombiński. – To znak, który organizuje myślenie. Pamiętamy, jakie wrażenie robiły zdjęcia czy to de Gaulle’a z Adenauerem, czy Kohla z Mitterrandem. W podobny sposób zapisały się w zbiorowej polsko-niemieckiej pamięci ten gest i ta msza w Krzyżowej – zauważa polski dyplomata.

Zdjęcia, o których mówi, przedstawiają prezydenta Francji de Gaulle’a i kanclerza Adenauera w katedrze w Reims, gdzie w 1962 roku wspólnie modlili się podczas historycznej mszy, a także ich uścisk podczas uroczystości podpisania Traktatu Elizejskiego w styczniu 1963 roku w Paryżu, oraz moment, gdy kanclerz Kohl i prezydent Mitterrand we wrześniu 1984 roku chwycili się za ręce przed ossuarium na cmentarzu Douaumont.
Dlaczego Krzyżowa?
Do 1945 roku wieś Krzyżowa nie miała żadnych polskich konotacji. Gdy po zakończeniu wojny znalazła się w granicach Polski, majątek rodziny von Moltke zamieniono na PGR, gdzie popadał w ruinę. O Kręgu z Krzyżowej słyszała wówczas w Polsce może garstka osób.
Dlatego z pewnym zaskoczeniem przyjęto wiadomość, że to właśnie Krzyżową wybrano na miejsce spotkania kanclerza Helmuta Kohla i Tadeusza Mazowieckego w listopadzie 1989 roku.
Odprawiona wówczas Msza Pojednania początkowo miała być zorganizowana na Opolszczyźnie – na Górze Świętej Anny. Dla katolików z Górnego Śląska, zarówno polskich, jak i niemieckich jest to miejsce święte i cel pielgrzymek. Jednocześnie jednak zarówno Polakom, jak i Niemcom Góra Świętej Anny kojarzy się z III Powstaniem Śląskim. I tu pojawił się problem, bo każdej z obu stron kojarzy się inaczej. Wzbudziło to obawy, że spotkanie mogłoby zakończyć się nie pojednaniem, a spięciem. Dlatego władze w Warszawie zdecydowały się na Krzyżową.
Skąd premier wiedział o Krzyżowej?
Działacze wrocławskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (KiK), przez długie lata byli zdania, że wybór Krzyżowej na miejsce spotkania szefów rządów Polski i Niemiec był skutkiem zorganizowanego przez nich międzynarodowego seminarium o Kręgu z Krzyżowej, które 3 i 4 czerwca 1989 zgromadziło we Wrocławiu ludzi z Polski, NRD i RFN oraz Holandii. Gdy niedługo później premierem Polski został ich klubowy kolega, Tadeusz Mazowiecki, napisali do niego list, w którym przedstawili swoje zamiary wobec Krzyżowej.

Ale po latach, w rozmowie z Ewą Unger, jedną z osób najbardziej zaangażowanych w ratowanie zrujnowanej Krzyżowej, premier powiedział, że o tym miejscu dowiedział się sam, bo sporo czytał o innym przeciwniku III Rzeszy, urodzonym we Wrocławiu Dietrichu Bonhoefferze, i przy tej okazji natrafił na informacje o Kręgu z Krzyżowej.
„Przyjedziemy, gdy zaproszą nas Polacy”
12 listopada 1989 roku w Krzyżowej nie było nikogo z rodziny von Moltke, choć bardzo tego chciał kanclerz Niemiec.
– Helmut Kohl zadzwonił do mojego syna Jamesa, który wtedy studiował w Anglii, i zaprosił go, by jechał razem z nim. Ze mną nie udało mu się skontaktować – wspomina w rozmowie z DIALOGIEM Helmuth Caspar, który wtedy żył w Stanach Zjednoczonych.
James Adam Mark von Moltke miał grzecznie podziękować kanclerzowi i powiedzieć, że musi najpierw zapytać babcię Freyę. – Wtedy Kohl zadzwonił do jego babci. A ona natychmiast powiedziała „Nie. Przyjedziemy dopiero wtedy, gdy zaproszą nas Polacy” – kontynuuje Caspar. – To zaproszenie przyszło natychmiast.
Prawdziwy diament
Renowacja Domu na Wzgórzu kosztowała około 900 tysięcy euro, czyli 3,8 milionów złotych, informuje Fundacja „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego, do której należy dawna posiadłość rodziny von Moltke, przekształcona w latach 90. w Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży. Pieniądze na remont Domu na Wzgórzu wyłożyły przede wszystkim prywatne fundacje z Niemiec i prywatni sponsorzy, jeden z niemieckich koncernów oraz Narodowy Instytut Wolności z Warszawy.
– Dla mnie osobiście Krzyżowa jest miejscem, gdzie wciąż na nowo przeżywam, jak spotykają się ze sobą ludzie starsi, ludzie w średnim wieku, ludzie młodzi, ludzie zdrowi oraz z niepełnosprawnościami z dwóch, czasami nawet z trzech krajów. Spotykają się, wymieniają poglądy, poznają się i z tymi nowymi znajomościami wracają do swych krajów – mówi DIALOGOWI niemiecki pisarz Matthias Kneip.
Słowo Kreisau poznał już w szkole. Ale to była wiedza jak o Verdun, czy Waterloo. Zna się te miejsca z lekcji historii, jednak mało kto wie, gdzie się znajdują. Tym bardziej dotyczy to wsi Krzyżowa. – Powiedziałbym, że wielu Niemców, nawet tych, którzy znają Polskę, niekoniecznie potrafi wskazać Krzyżową na mapie – twierdzi pisarz.
Kneip pisze właśnie książkę o małych miejscach w Polsce, które napisały wielką historię. Znajdzie się wśród nich także Dom na Wzgórzu.
Bo przecież właśnie Berghaus stanowi prawdziwe serce tej posiadłości – wyjaśnia. – Widzi się pałac, cały ten ogromny kompleks, i myśli się: Łał, to jest właśnie Krzyżowa. A tam na wzgórzu takie małe coś. Ale to właśnie to małe coś jest prawdziwym diamentem. Właśnie dlatego, że jest tak niepozorne, tak małe i tak oddalone od pałacu i przyległego gospodarstwa, możliwe były tam spotkania członków Kręgu z Krzyżowej – pointuje gość z Niemiec.