Przegląd prasy

Tygodniowy przegląd prasy niemieckiej. 14 września

Kanclerz Friedrich Merz a AfD, kto odpowiada za fatalne wyniki badania PISA i Berlin przed wyborami do Izby Deputowanych. O tym pisze niemiecka prasa.
Gazeta leży na stole.
Przegląd niemieckiej prasy © Lisa from Pexels /pexels

Kanclerz Friedrich Merz po wyborach w Saksonii-Anhalt

Tydzień po wyborach landowych w Saksonii-Anhalt, w których skrajnie prawicowa AfD zdobyła blisko 44 proc. poparcia, niemiecka prasa ocenia reakcję kanclerza. Dziennik ekonomiczny „Handelsblatt” stwierdza w komentarzu, że Friedrich Merz daje się zepchnąć do narożnika.

Punktem wyjścia jest środowa debata w Bundestagu. Jak pisze gazeta, wyborczy sukces dodał skrzydeł szefowej AfD Alice Weidel, która wystąpiła z jeszcze bardziej radykalną retoryką. Zdaniem „Handelsblatt”, w swoim przemówieniu ujawniła cel strategiczny AfD, którym jest zniszczenie CDU jako wiodącej siły demokratycznego centrum. „Każda kampania wyborcza i każde przemówienie w Bundestagu służą stopniowemu demontażowi kanclerza, a pierwszy krok zrobiono w Saksonii-Anhalt, gdzie poparcie dla chadecji zmniejszyło się o połowę” – wskazuje gazeta.

Jednocześnie „Handelsblatt” zarzuca Merzowi umniejszanie zwycięstwa AfD we wschodnioniemieckim landzie. „Kto tak bagatelizuje polityczny wstrząs, nie przekona nikogo” – ocenia dziennik. I jak dodaje: tym bardziej nie przekona wyborców, którzy ten wstrząs wywołali. Jak zauważa „Handelsblatt”, atak na AfD może trafiać do przeciwników tej partii, ale nie odzyska się w ten sposób wyborców, którzy od chadecji odeszli.

„Handelsblatt” podkreśla, że Merz musi skutecznie przeciwstawić się AfD, przekonując wyborców, że CDU ma moc rozwiązania wielu problemów. Kanclerz powinien też poprawić swój wizerunek polityka oderwanego od rzeczywistości, który nie ma pojęcia o troskach wielu ludzi.

Szok po wynikach badania PISA

W kontekście ogłoszenia najnowszych wyników badania PISA niemiecka prasa pisała szczególnie dużo o przeciążonych szkołach. Niemieccy piętnastolatkowie wypadli w badaniu gorzej niż w poprzedniej edycji z 2022 roku. Dyskusja w prasie dotyczy przypisania odpowiedzialności za historycznie najniższy wynik.

Tygodnik „Der Spiegel” polemizuje z reakcją rządu. Autorka komentarza przypomina, że niemiecka minister edukacji Karin Prien, zapytana w wywiadzie, co najbardziej zszokowało ją w wynikach, odpowiedziała, że dla rodziców w Niemczech edukacja najwyraźniej nie jest tak ważna, jak dla rodziców w innych państwach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). W opinii tygodnika, ponownie obwinia się pojedyncze osoby, zamiast wskazać na problem strukturalny.

„Der Spiegel” wylicza, że Niemcy inwestują w edukację mniej niż wynosi średnia unijna, do 2030 roku zabraknie ponad 60 tysięcy nauczycieli, a część pozostałych bezpowrotnie odchodzi ze szkół z powodu wypalenia zawodowego. Tygodnik przypomina również, że Niemcy od dziesięcioleci mają jedną z najtrudniejszych do przełamania zależności między pochodzeniem społecznym rodziców a szansami dzieci. Przywołuje przy tym głos dziennikarki Teresy Bücker, według której nie wszyscy rodzice mogą wspierać dzieci w nauce. Niektórzy z nich nie znają języka, opiekują się bliskimi albo pracują na kilku etatach czy na zmiany.

Odwrotny wniosek wyciąga „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”), według której wina leży również po stronie rodziców. Dziennik z Frankfurtu zaczyna od coraz częstszego widoku na ulicach, w autobusach i poczekalniach – małych dzieci, często jeszcze w wózku, ze smartfonem w ręku.

Jak pisze „FAZ”, rodzice powinni wiedzieć, że szkodzi to rozwojowi umysłowemu i emocjonalnemu dziecka i że lepiej dać mu do ręki książeczkę z obrazkami. „W tym właśnie punkcie kończy się wychowanie, a zaczyna kryzys edukacji. Dzieci przychodzą do szkoły, nie trzymawszy nigdy wcześniej nożyczek w ręku, bez umiejętności skupienia się, bez kontroli emocjonalnej i odporności na frustrację, często też bez wystarczającej znajomości języka” – pisze gazeta. W ten sposób szkoły muszą nadrabiać zaniedbania rodziców.

Dlatego, zdaniem „FAZ”, Prien i Merz mają dobry powód, by wrócić do dyskusji toczącej się od pierwszego badania PISA w 2001 roku. Chodzi o pytania, jaką odpowiedzialność ponoszą rodzice, jak sprawić, by nie oczekiwali od szkoły coraz większej liczby „usług”, i jaką rolę odgrywa w tym polityka.

W opinii „FAZ”, wraz ze spadkiem kompetencji, możliwości i ambicji rodziców rosną zadania szkół, a tu osiągnięto już granicę. „Gdy szkoły są tak przeciążone, że nie gwarantują już podstawowych kompetencji, a także mocni uczniowie zaczynają się pogarszać, wina leży nie tylko w systemie szkolnym, ale również po stronie rodziców” – podsumowuje gazeta.

Berlin: niewielkie ambicje przed wyborami do Izby Deputowanych

Przed wyborami do berlińskiej Izby Deputowanych „FAZ” publikuje komentarz o mieście, którego największą ambicją jest jego czystość.

Dziennik przypomina, że na początku XX wieku Berlin uchodził za pierwszą niemiecką metropolię światową, kulturalnie i naukowo równą Londynowi i Nowemu Jorkowi. Szczyt jego potęgi był – jak ocenia gazeta z Frankfurtu – „makabryczny”, ponieważ Berlin stał się miejscem planowania największej zbrodni przeciwko ludzkości, ale też miejscem skupienia ruchu oporu.

„FAZ” pyta, co z tej wielkości pozostało. Jeśli wybory do Izby Deputowanych mówią cokolwiek o samoświadomości miasta, to Berlin jesienią tego roku chowa się za tematem czystości. „Patrzy na siebie i widzi brzydotę, a partie obiecują posprzątać” – pisze „FAZ”. I wskazuje na postulaty przed wyborami: SPD obiecuje na plakatach „plac zabaw bez strzykawek”, Lewica zapowiada koniec chaosu śmieciowego, a Zieloni żądają miejskiego podatku od opakowań jednorazowych. AfD z kolei chce powołać „szeryfów śmieciowych”, co do których gazeta wyraża nadzieję, że pozostaną nieuzbrojeni.

„FAZ” ocenia, że polityczny brak wyobraźni, który wejdzie także do następnego senatu Berlina, musi martwić wszystkich, którzy życzą sobie, by najludniejszy kraj kontynentu miał stolicę z siłą oddziaływania, czyli miejsce, w którym Europa broni swojej pozycji, gospodarka rusza z miejsca, a kultura jest ciekawa świata. Nie opłaca się już podróż do Berlina w poszukiwaniu inspiracji: „Wiedzą o tym również mieszkańcy, którzy w większości pogodzili się z małostkowością miasta. Introspekcja i brak ambicji są teraz tak samo częścią miasta jak kebab i berlińska bezceremonialność. Stolica Niemiec z witryny sklepowej narodu stała się jego odbiciem” – konkluduje dziennik z Frankfurtu.

Ludzie wsiadają do pociągu.

Polsko-Niemiecki Bilet Przyjaźni: za darmo do kraju sąsiada

Od dziś można się ubiegać o Polsko-Niemiecki Bilet Przyjaźni. Dzięki niemu łącznie 60 tysięcy młodych ludzi z Polski i Niemiec odkryje kraj sąsiada koleją. Trzeba się jednak pospieszyć.
Thomas Dudek
Gazeta leży na stole.

Tygodniowy przegląd prasy niemieckiej. 14 września

Kanclerz Friedrich Merz a AfD, kto odpowiada za fatalne wyniki badania PISA i Berlin przed wyborami do Izby Deputowanych. O tym pisze niemiecka prasa.
Iwona Weidmann
Mężczyzna w koszuli i kamizelce patrzy w kamerę.

Martin Piekar: „Polska – nisza, która dopiero się otwiera”

Wiele Polek i Polaków w Niemczech długo nie przyznawało się otwarcie do swoich korzeni. Teraz zaczynają traktować swoją polskość poważnie – mówi Martin Piekar, autor książki „Vom Fällen eines Stammbaums”.
Natalia Prüfer