<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ukraina-Archiv | DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</title>
	<atom:link href="https://dialogonline.net/pl/kategoria/ukraina/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://dialogonline.net/pl/kategoria/ukraina/</link>
	<description>DIALOG online ist eine kostenlose Plattform für deutsch-polnischen Austausch, Politik &#38; Kultur. Die digitale Fortsetzung des Magazins DIALOG. </description>
	<lastBuildDate>Fri, 10 Jul 2026 13:05:51 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.1</generator>

<image>
	<url>https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/05/Icon-favicon-150x150.png</url>
	<title>Ukraina-Archiv | DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</title>
	<link>https://dialogonline.net/pl/kategoria/ukraina/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Dyplomacja podręcznikowa. Polsko-ukraińska książka do historii?</title>
		<link>https://dialogonline.net/pl/2026/07/10/dyplomacja-podrecznikowa-polsko-ukrainska-ksiazka-do-historii/</link>
					<comments>https://dialogonline.net/pl/2026/07/10/dyplomacja-podrecznikowa-polsko-ukrainska-ksiazka-do-historii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marcin Wiatr]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 10 Jul 2026 13:05:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Elfter Beitrag]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[Komisja Podręcznikowa]]></category>
		<category><![CDATA[Podręcznik]]></category>
		<category><![CDATA[Podręcznik do historii]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraine]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dialogonline.net/?p=2253</guid>

					<description><![CDATA[<p>Transnarodowe procesy porozumienia wokół wydarzeń historycznych stanowią jeden z podstawowych warunków spójności europejskiej. Choć potrzeba takiego porozumienia nie pojawiła się dopiero wraz z rozpoczęciem przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, to właśnie najpóźniej od tego momentu nie da się już ignorować zarówno pilnego charakteru tej kwestii, jak i skali dotychczasowych zaniedbań na tym polu. Czy [&#8230;]</p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/07/10/dyplomacja-podrecznikowa-polsko-ukrainska-ksiazka-do-historii/">Dyplomacja podręcznikowa. Polsko-ukraińska książka do historii?</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Transnarodowe procesy porozumienia wokół wydarzeń historycznych stanowią jeden z podstawowych warunków spójności europejskiej. Choć potrzeba takiego porozumienia nie pojawiła się dopiero wraz z rozpoczęciem przez Rosję <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/15/ukraincy-wierza-ze-sa-w-stanie-wygrac/">pełnoskalowej inwazji na Ukrainę</a>, to właśnie najpóźniej od tego momentu nie da się już ignorować zarówno pilnego charakteru tej kwestii, jak i skali dotychczasowych zaniedbań na tym polu. Czy dyplomacja podręcznikowa może tutaj pomóc?</p>
<p>Wbrew powszechnemu przekonaniu, żaden dialog sam w sobie nie rozwiązuje konfliktów politycznych. Nie kończy wojen, nie znosi okupacji ani nie leczy historycznych traum. Jego zadanie jest skromniejsze – i być może właśnie dlatego ma tak fundamentalne znaczenie. Dialog wyznacza granice destrukcyjnemu wpływowi konfliktów politycznych na edukację, naukę i relacje społeczne. Chroni to, co w czasach <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/07/01/ziemowit-szczerek-ukraincy-w-polsce-stracili/">narastającej polaryzacji</a> najłatwiej utracić: samą możliwość prowadzenia rozmowy.</p>
<p>Ta konstatacja może wydawać się banalna. A jednak jej znaczenie jest zaskakująco długofalowe. Każde społeczeństwo opiera się bowiem nie tylko na własnych instytucjach, lecz także na zdolności do akceptowania różnic, otwartego artykułowania sprzeczności oraz poszukiwania wspólnego języka nawet tam, gdzie wspólna pamięć dawno już uległa rozpadowi. Gdy zdolność ta zanika, historia zaczyna zmieniać swoją funkcję. Przestaje być przedmiotem poznania, a staje się narzędziem mobilizacji. W ten sposób przeszłość zamienia się w amunicję.</p>
<h2>Perspektywa narodowa to za mało</h2>
<p>Mało który region Europy tak często doświadczał zmian granic, upadku państw oraz powstawania nowych porządków politycznych, jak obszar rozciągający się między Niemcami, Polską, państwami bałtyckimi, Białorusią i Ukrainą. Podobnie mało jest takich miejsc, gdzie ludzie tak często musieli przyjąć do wiadomości, że ten sam krajobraz może nosić różne nazwy, że ta sama ulica leżała na terenie różnych państw, a historia tej samej rodziny bywa opowiadana w całkowicie odmienny sposób. Tutaj historia nigdy nie oznaczała raz na zawsze minionej przeszłości. Była obecna w klasach szkolnych, zakładach pracy, na dworcach i rynkach. Miała wpływ na języki, którymi się posługiwano, na przynależności kulturowe i ludzkie biografie. Dlatego w Europie Środkowo-Wschodniej nie da się opowiadać historii wyłącznie z perspektywy narodowej. Nie da się tak robić nie z tego powodu, że taka narracja rzekomo utraciła swoje znaczenie, lecz dlatego, że nie jest już ona w stanie w pełni oddać specyfiki tego regionu.</p>
<figure id="attachment_2251" aria-describedby="caption-attachment-2251" style="width: 800px" class="wp-caption aligncenter"><img fetchpriority="high" decoding="async" class="wp-image-2251 size-large" src="https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/Wiatr-Marcin-v.-A.-M.-Pedziwol-1024x683.jpg" alt="Marcin Wiatr patrzy do aparatu " width="800" height="534" /><figcaption id="caption-attachment-2251" class="wp-caption-text">Marcin Wiatr koordynuje prace Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej. © Aureliusz M. Pędziwol</figcaption></figure>
<p>Ten, kto chce dziś zrozumieć historię Polski, nieuchronnie zetknie się z <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/14/ukraina-nie-jest-dodatkiem-do-historii-rosji/">historią Ukrainy</a>. Kto snuje opowieść o Litwie, musi wspomnieć o Polsce i Białorusi. Kto zajmuje się historią Niemiec, prędzej czy później musi zwrócić uwagę na Polskę. Historyczne regiony Europy Środkowo-Wschodniej nigdy nie były od siebie odseparowane – od zawsze stanowiły obszar ścisłych wzajemnych powiązań, tworząc na przestrzeni stuleci gęstą sieć dobrowolnych lub przymusowych migracji, wielojęzyczności, różnorodności religijnej, przy czym regiony te doświadczyły wielu politycznych przełomów. Być może właśnie w tym doświadczeniu tkwi europejski wymiar ich znaczenia. Europa ukształtowała się bowiem nie tyle dzięki jednorodności, ile dzięki zdolności do współistnienia z różnorodnością. Doświadczenie to domaga się innego sposobu nauczania historii – i właśnie w tym kontekście swoją rolę ma do odegrania historia transnarodowa.</p>
<h2>Laboratoria porozumienia</h2>
<p>Historia transnarodowa nie oznacza rezygnacji z perspektyw narodowych ani zastąpienia ich rzekomo obiektywną metanarracją. Jej punktem wyjścia jest spostrzeżenie znacznie skromniejsze, lecz fundamentalne: oto każda narracja historyczna ma swój lokalny punkt widzenia, osadzony w konkretnym doświadczeniu historycznym. Dopiero gdy te różne perspektywy stają się widoczne, powstaje przestrzeń, w której wzajemne zrozumienie i porozumienie stają się w ogóle możliwe. Właśnie dlatego procesy prowadzące do powstawania wspólnych podręczników szkolnych są czymś więcej niż tylko narzędziem dydaktycznym. Stanowią przestrzeń do budowy zaufania i wspólnego namysłu – są swoistymi laboratoriami porozumienia. Można je nazwać cichą formą europejskiej dyplomacji. Nie jest to dyplomacja prowadzona przez ministrów spraw zagranicznych, lecz przez historyków, dydaktyków i nauczycieli. Ich negocjacje rzadko odbywają się w świetle kamer światowych mediów. Nie kończą się uroczystymi uściskami dłoni. A jednak w długiej perspektywie zmieniają sposób, w jaki kolejne pokolenia postrzegają Europę.</p>
<p>Dobrze ilustruje to praca Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej. Gdy w 1972 roku to bilateralne gremium rozpoczęło swoją działalność, wspólna refleksja nad historią wydawała się niemal niewyobrażalna. Żelazna kurtyna dzieliła Europę. Pamięć o wojnie, okupacji i cierpieniu milionów ludzi pozostawała wciąż żywa i obecna. Nikt z członków Komisji nie oczekiwał szybkiego osiągnięcia porozumienia – i właśnie w tym tkwiła jej siła. Celem Komisji nigdy nie było rozwiązywanie konfliktów politycznych. Jej członkowie dążyli raczej do wypracowania i przestrzegania standardów naukowych. Trzymając się reguł prowadzenia sporu oraz kultury współpracy naukowej, stworzyli procedury ułatwiające uważne wsłuchiwanie się w rację każdej ze stron, gdzie różnica zdań nie uchodziła za porażkę, lecz za niezbędny element procesu poznania naukowego. Widocznym rezultatem tego wieloletniego procesu są cztery tomy europejskiego podręcznika do historii „Europa. Nasza historia | Europa – Unsere Geschichte”, opracowane w latach 2008–2020 przez zespół polskich i niemieckich specjalistów. Jednak prawdziwy sukces tego przedsięwzięcia oparty jest na czymś, co jest znacznie bardziej kruche.</p>
<p>To zaufanie. Nie mam tu na myśli zaufania opartego na jednakowej pamięci, lecz na wspólnych zasadach pracy naukowej. Być może właśnie w tym tkwi prawdziwie europejska wartość dyplomacji podręcznikowej. Nie dąży ona do ujednolicania historii, lecz tworzy warunki, w których odmienne pamięci mogą wejść ze sobą w dialog.</p>
<h2>Dyplomacja podręcznikowa</h2>
<p>Doświadczenie to nadal jest aktualne. W 2025 roku, w samym środku pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie, zainaugurowano nowy projekt: „Nauczanie transnarodowej historii: Polska – Niemcy – Ukraina. Wspólne projekty podręcznikowe w kontekście przemian społecznych po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku”. Jego celem jest opracowanie rekomendacji dotyczących polsko-ukraińskiego podręcznika do historii, a przynajmniej wspólnych materiałów dydaktycznych. W lutym 2026 roku w Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie (CBH PAN) odbyły się warsztaty inauguracyjne projektu. Przedsięwzięcie, finansowane przez Polsko-Niemiecką Fundację na rzecz Nauki, jest realizowane przez Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk oraz Narodowy Uniwersytet „Akademia Kijowsko-Mohylańska” w Kijowie we współpracy z Instytutem Leibniza ds. Mediów Edukacyjnych | Instytutem im. Georga Eckerta oraz CBH PAN.</p>
<p>Szczególną wymowę symboliczną ma przy tym fakt, że ten proces współtworzy wyjątkowa w skali światowej niemiecka instytucja, zajmująca się dyplomacją podręcznikową – Instytut im. Georga Eckerta w Brunszwiku. Strona niemiecka nie występuje tu w roli arbitra historycznej prawdy, lecz partnera, który wnosi doświadczenia wyniesione z trwającego od dziesięcioleci dialogu podręcznikowego między Niemcami a Polską, Francją, Izraelem i Czechami. Na tym właśnie polega istota tej innowacji: nie chodzi o eksport gotowego modelu. Tym, czym można się dzielić, są doświadczenia, metody oraz naukowo zweryfikowane procedury. A także – co nie mniej istotne – umiejętność przekształcania naukowego sporu w twórczy proces poznawczy. W jaki sposób różne społeczeństwa pamiętają tę samą przestrzeń historyczną lub postacie budzące historyczne kontrowersje? Jakie wyobrażenia o Ukrainie funkcjonują w Polsce i w Niemczech? Jakie oczekiwania wobec wspólnej narracji historycznej mają ukraińscy uchodźcy, mniejszość polska na Ukrainie czy też społeczność ukraińska w Polsce? Z jakimi „białymi plamami” mamy wciąż do czynienia w podręcznikach i materiałach edukacyjnych? Jaki język umożliwia porozumienie, nie zacierając istniejących różnic?</p>
<h2>Więcej niż podręcznik</h2>
<figure id="attachment_2265" aria-describedby="caption-attachment-2265" style="width: 800px" class="wp-caption aligncenter"><img decoding="async" class="wp-image-2265" src="https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/Podreczniki-PL-D-1-300x169.jpg" alt="Cztery książki położone na częściowo na sobie " width="800" height="450" srcset="https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/Podreczniki-PL-D-1-300x169.jpg 300w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/Podreczniki-PL-D-1-768x432.jpg 768w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/Podreczniki-PL-D-1.jpg 1000w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption id="caption-attachment-2265" class="wp-caption-text">Cztery tomy europejskiego podręcznika do historii „Europa. Nasza historia | Europa – Unsere Geschichte” © Eduversum (przerobione przez AI)</figcaption></figure>
<p>Już same te pytania pokazują, że powstaje tu coś znacznie więcej niż podręcznik. Rodzi się wspólna przestrzeń badawcza. To zaś stanowi decydujący krok na długiej i wymagającej drodze do stworzenia dzieła, które pomoże uruchomić procesy dialogu i porozumienia. Wiedza historyczna nie bierze się bowiem wyłącznie z lektury archiwów. Powstaje również, kiedy ludzie opowiadają sobie własne, odmienne doświadczenia. Zmienia się przy tym także rola pracy naukowej. Przez długi czas obiektywizm utożsamiano przede wszystkim z zachowaniem dystansu. Dziś coraz wyraźniej widać, że wymaga on również czegoś więcej: zdolności nie tylko do dostrzegania perspektywy drugiego człowieka, lecz także do traktowania jej z należytą powagą oraz konfrontowania i wzajemnego uzgadniania istniejących stanów wiedzy.</p>
<p>Perspektywy płynące z <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/02/edzio-naszych-czasow-czyli-solidarnosc-z-ukraina/">historycznego doświadczenia</a> Europy Środkowo-Wschodniej są dziś potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Kto dorasta w tej części Europy, często już od najmłodszych lat wie, że historie rodzinne bywają wielojęzyczne, że wspomnienia mogą sobie wzajemnie przeczyć, a tożsamość nierzadko wyrasta z więcej niż tylko jednej tradycji kulturowej. Być może właśnie to wyjaśnia, dlaczego Polska i Ukraina – wspólnie z partnerami z Niemiec – podjęły się dziś realizacji takiego projektu. Niemcy wnoszą do niego wieloletnią tradycję analitycznych badań naukowych oraz współpracy instytucjonalnej. Polska i Ukraina wnoszą doświadczenia, które są nie mniej istotne dla zrozumienia współczesnych wyzwań stojących przed Europą: doświadczenie politycznych przełomów, imperialnej przemocy oraz historii, której skutki pozostają odczuwalne do dziś. Z połączenia tych doświadczeń może narodzić się coś nowego. Nie metoda niemiecka, nie polska czy ukraińska, lecz europejska.</p>
<p>To ważne, bowiem Europa XXI wieku nie będzie oceniana wyłącznie przez pryzmat tego, jak skutecznie chroni swoje granice i zapewnia stabilność gospodarczą. W równym stopniu będzie musiała sprostać pytaniu, czy potrafi włączyć różne pamięci w horyzont wspólnego rozumienia i działania.</p>
<p>To właśnie w tym kontekście praca nad podręcznikami nieoczekiwanie nabiera wymiaru politycznego. A dzieje się tak dlatego, ponieważ systemy autorytarne prowadzą wojny nie tylko o terytoria. Prowadzą je również o pojęcia. Zmieniają znaczenie słów. Fałszują źródła. Sieją niepewność i chaos. Zawłaszczają pamięć. Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie wymierzona jest nie tylko w miasta i ludzi. Jest także wymierzona w fakty historyczne, w kulturowe rozumienie własnej tożsamości oraz w prawo każdego społeczeństwa do opowiadania własnej historii. Ten, kto w takich warunkach pracuje nad wspólnymi materiałami edukacyjnymi czy podręcznikiem, nie zajmuje się akademicką działalnością na marginesie życia publicznego, lecz współtworzy demokratyczną infrastrukturę Europy.</p>
<p>Ta praca nie przynosi szybkich sukcesów ani spektakularnych wieści o postępach. Wymaga cierpliwości, naukowej precyzji oraz gotowości do nieustannego poddawania własnej wiedzy krytycznej refleksji. I właśnie w tym tkwi jej siła. Zaufanie bowiem rodzi się powoli. Rośnie jak drzewo. Nieprzypadkowo każdy dobry podręcznik do historii potrzebuje zarówno korzeni, jak i skrzydeł. Korzeni – ponieważ edukacja historyczna pozbawiona źródeł, krytycznej refleksji i naukowej rzetelności traci swoje oparcie. Skrzydeł – ponieważ nauczanie historii nie kończy się na analizie przeszłości. Jej zadaniem jest pobudzanie wyobraźni – zdolności do wczuwania się w doświadczenia innych, by wspólnie planować przyszłość.</p>
<p>Być może właśnie na tym polega sens transnarodowej pracy nad historią. Chroni ona wspólny język, bez którego ani nauka, ani demokracja, ani dobrosąsiedzkie relacje, ani sama Europa nie mogą trwale istnieć. Europa nie zaczyna się podpisaniem traktatów czy organizowaniem szczytów. Może się zacząć w sali seminaryjnej, gdzie historycy, dydaktycy i nauczyciele wspólnie dyskutują nad tym samym źródłem. Albo w zespole roboczym, który poszukuje najlepszych sposobów przekazywania wiedzy historycznej. Albo w klasie szkolnej, gdzie młodzi ludzie odkrywają, że historia może być czymś więcej niż opowieścią o czymś, co rzekomo dawno minęło i nie ma już większego znaczenia.</p>
<p>Być może więc Europa zaczyna się właśnie tam, gdzie ludzie uczą się opowiadać historię sobie nawzajem i czynią to wspólnie – nie rezygnując przy tym z własnej odrębności. To żadna utopia. To gramatyka pokoju. Interpretacja przeszłości i rozumienie teraźniejszości pozostają bowiem nierozerwalnie ze sobą związane. Bez pogłębionej wiedzy historycznej obie tracą grunt, na którym może wyrastać to, co w życiu społecznym najcenniejsze.</p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/07/10/dyplomacja-podrecznikowa-polsko-ukrainska-ksiazka-do-historii/">Dyplomacja podręcznikowa. Polsko-ukraińska książka do historii?</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dialogonline.net/pl/2026/07/10/dyplomacja-podrecznikowa-polsko-ukrainska-ksiazka-do-historii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ziemowit Szczerek: Ukraińcy w Polsce przegrali</title>
		<link>https://dialogonline.net/pl/2026/07/01/ziemowit-szczerek-ukraincy-w-polsce-stracili/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wojciech Szymański]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 01 Jul 2026 10:34:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Neunter Beitrag]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[Bandera]]></category>
		<category><![CDATA[Nawrocki]]></category>
		<category><![CDATA[Selenskyj]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraine]]></category>
		<category><![CDATA[UPA]]></category>
		<category><![CDATA[Zełenski]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dialogonline.net/?p=2112</guid>

					<description><![CDATA[<p>Cztery lata temu Polacy otwierali swoje domy dla ukraińskich uchodźców, polska armia ogałacała swoje magazyny, by przekazać Ukrainie broń, a polscy politycy byli adwokatami Kijowa w Europie. Dziś w Polsce słychać głosy wzywające do deportacji Ukraińców, prezydent Nawrocki odbiera prezydentowi Zełenskiemu Order Orła Białego, ten bojkotuje ważną Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Spodziewał [&#8230;]</p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/07/01/ziemowit-szczerek-ukraincy-w-polsce-stracili/">Ziemowit Szczerek: Ukraińcy w Polsce przegrali</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Cztery lata temu Polacy otwierali swoje domy dla ukraińskich uchodźców, polska armia ogałacała swoje magazyny, by przekazać Ukrainie broń, a polscy politycy byli adwokatami Kijowa w Europie. Dziś w Polsce słychać głosy wzywające do deportacji Ukraińców, prezydent Nawrocki odbiera prezydentowi Zełenskiemu Order Orła Białego, ten bojkotuje ważną <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/29/odbudowa-ukrainy-sam-patriotyzm-nie-wystarczy/">Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy</a> w Gdańsku. Spodziewał się Pan, że tak się to skończy?</strong></p>
<p>Tak, to było oczywiste. Początkowe gigantyczne wzmożenie było spowodowane wybuchem wojny, a nie jakąś wielką sympatią do Ukrainy. Było jasne, że wcześniej czy później to się wypali.</p>
<p>Spodziewałem się też, że temat zbrodni na Wołyniu w końcu uderzy w wentylator. Musiały się tu bowiem spotkać dwie rozjeżdżające się perspektywy. Polacy przez cały czas próbują pokazać Ukraińcom, jak bardzo ich to boli – wspomnijmy choćby film „Wołyń&#8221;, czy to, że prezydent Nawrocki już przy pierwszym spotkaniu podarował Wołodymyrowi Zełenskiemu książkę o Wołyniu. Polakom wydaje się – jak każdemu w relacji, która akurat przechodzi kłótnię – że jeśli w sposób dobitny, drastyczny pokażą drugiej stronie swoje cierpienie, to ona to zrozumie. Ukraińcy natomiast traktują to jak epatowanie. To się absolutnie rozjeżdża –  im bardziej Polacy pokazują, jak bardzo ich to boli, tym bardziej Ukraińcy to wypierają. Tego typu przekaz po prostu nie działa.</p>
<p>Trzeba też pamiętać, że Polacy oczekują takiej krytycznej refleksji od Ukraińców, bo sami mają – mniej lub bardziej – przerobione swoje historie. Mamy jakoś przerobioną zbrodnię w Jedwabnem, pojawił się Jan Tomasz Gross. Od lat 90. jesteśmy wychowywani w unikaniu bezpośredniej, prostackiej nacjonalistycznej dumy, przyznajemy się do rzeczy, które zrobiliśmy. To był cały wielki ruch, kontestowany zresztą przez obecną prawicę, czyli tych samych ludzi, którzy teraz najbardziej czepiają się Ukraińców.</p>
<figure id="attachment_2135" aria-describedby="caption-attachment-2135" style="width: 800px" class="wp-caption aligncenter"><img decoding="async" class="wp-image-2135 size-large" src="https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/06/Szczerek-pap_20260326_1A2-PAP-Jarek-Praszkiewicz-1-1024x683.jpg" alt="Mężczyzna patrzy w kierunku kamery." width="800" height="534" srcset="https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/06/Szczerek-pap_20260326_1A2-PAP-Jarek-Praszkiewicz-1-1024x683.jpg 1024w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/06/Szczerek-pap_20260326_1A2-PAP-Jarek-Praszkiewicz-1-300x200.jpg 300w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/06/Szczerek-pap_20260326_1A2-PAP-Jarek-Praszkiewicz-1-768x512.jpg 768w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/06/Szczerek-pap_20260326_1A2-PAP-Jarek-Praszkiewicz-1-1536x1024.jpg 1536w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/06/Szczerek-pap_20260326_1A2-PAP-Jarek-Praszkiewicz-1-2048x1366.jpg 2048w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/06/Szczerek-pap_20260326_1A2-PAP-Jarek-Praszkiewicz-1-1320x880.jpg 1320w" sizes="(max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption id="caption-attachment-2135" class="wp-caption-text">Ziemowit Szczerek © PAP/Jarek Praszkiewicz</figcaption></figure>
<p><strong>Prezydent Zełenski zapewne wiedział, że wywoła gniew w Warszawie, nadając jednej z ukraińskich jednostek imię bohaterów UPA.</strong></p>
<p>Oczywiście wiedział, jak Warszawa reaguje na UPA. Ale Zełenski widzi, że ukraińscy nacjonaliści grzeją tym tematem, że wchodzi on do mainstreamu i że jest po prostu popularny w wojsku. Zełenski miał i nadal ma bardzo złe notowania w armii, dlatego sprzymierza się choćby z Andrijem Biłeckim – człowiekiem, który przez całą <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/14/ukraina-nie-jest-dodatkiem-do-historii-rosji/">historię niepodległej Ukrainy</a> był po prostu zwykłym faszystą. Po Majdanie założył szkoły wojskowe i kilka oddziałów, w tym Azow. Opatrzył je symbolami, które bawią się nazistowską symboliką. Na przykład symbolem Azowu jest wykorzystywany przez neonazistów Wolfsangel, choć Biłecki utrzymuje, że chodzi o coś innego. Biłecki jest teraz najbardziej wpływowym wojskowym w Ukrainie. Stworzył własną jednostkę o nazwie Trzeci Korpus Armijny, a Zełenski chce wejść w jego łaski. Dlatego kiedy pojawiła się propozycja nazwania jednostek imieniem UPA, zgodził się – przy czym raczej nie spodziewał się, że akurat to wywoła w Warszawie taki rezonans. W Ukrainie od dawna są przecież ulice imienia UPA, pomniki Bandery, a nawet ulice imienia Romana Szuchewycza. Warszawa od czasu do czasu na to pomrukuje, ale w gruncie rzeczy nic z tym nie robi. Uznał więc, że kolejna rzecz imienia Bandery czy UPA – których pomników jest pełno – nie wzbudzi takiej awantury.</p>
<p><strong>Czy Ukraina potrzebuje UPA do budowy nowej, patriotycznej opowieści narodowej? Sondaże pokazują, że jeszcze parę lat temu odnoszono się do UPA negatywnie lub neutralnie, a teraz sympatia rośnie.</strong></p>
<p>To jest dokładnie to, o czym mówię. Jeśli w czasie wojny pojawiają się takie narracje, roznoszone przez środowiska wojskowe i weteranów, to one chwytają. Tak jak chwyciła narracja UPA, tak samo chwyci narracja Biłeckiego. Ale czy są potrzebne – nie mnie o tym decydować. Generalnie w Ukrainie nie udało się zrobić tego – nawet nie próbowano  – co zrobiono w Polsce czy na Słowacji. Słowacja odrzuciła kult księdza Jozefa Tiso, który był przecież przywódcą pierwszego słowackiego państwa, ale ponieważ kolaborował z Hitlerem, ten kult nie działa. To samo zrobiła Chorwacja – nie ma tam kultu ustaszy ani Pavelicia. W Ukrainie to się nie stało, bo Ukraina formowała się w innej rzeczywistości. Nie mają tego odruchu, który mają wszystkie inne państwa środkowoeuropejskie, czyli dystansowania się od nazistów.</p>
<p><strong>Śledząc polskie komentarze na temat sporu z Kijowem, słychać z jednej strony, że prezydent Nawrocki nie mógł nie zareagować na tak nieprzyjazny gest. Z drugiej, że Polska przez tę awanturę niczego nie zyskała, bo jednostka dalej nosi imię bohaterów UPA, a Polska tylko straciła wizerunkowo. Czy można to było rozwiązać inaczej?</strong></p>
<p>Myślę, że tak. Nawet nierobienie niczego jest lepsze niż robienie głupstw. Z jednej strony zyskał na tym Zełenski – dostał, czego chciał, czyli skonsolidował naród wokół siebie i zyskał większy szacunek w wojsku, bo się postawił. Nawrocki też zyskał, bo mocno zgromadził wokół siebie środowisko narodowe, to radykalno-czepialskie. Stracili natomiast Ukraińcy w Polsce, i to bardzo – bo obaj prezydenci, kraju ich własnego i kraju przyjmującego, zagrali nimi i wystawili ich na ataki polskich radykałów.</p>
<figure id="attachment_2139" aria-describedby="caption-attachment-2139" style="width: 800px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-2139 size-large" src="https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/pap_20251219_0QD-PAP-Pawel-Supernak-do-Szczerka-1024x683.jpg" alt="Dwaj mężczyźni stoją na tle polskich i ukraińskich flag." width="800" height="534" srcset="https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/pap_20251219_0QD-PAP-Pawel-Supernak-do-Szczerka-1024x683.jpg 1024w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/pap_20251219_0QD-PAP-Pawel-Supernak-do-Szczerka-300x200.jpg 300w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/pap_20251219_0QD-PAP-Pawel-Supernak-do-Szczerka-768x512.jpg 768w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/pap_20251219_0QD-PAP-Pawel-Supernak-do-Szczerka-1536x1024.jpg 1536w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/pap_20251219_0QD-PAP-Pawel-Supernak-do-Szczerka-2048x1366.jpg 2048w, https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/07/pap_20251219_0QD-PAP-Pawel-Supernak-do-Szczerka-1320x880.jpg 1320w" sizes="auto, (max-width: 800px) 100vw, 800px" /><figcaption id="caption-attachment-2139" class="wp-caption-text">Warszawa, 19.12.2025. Prezydenci Nawrocki (P) i Zełeński (L) © PAP/Paweł Supernak</figcaption></figure>
<p><strong>Ta awantura rozhuśtała antyukraińskie nastroje w Polsce?</strong></p>
<p>Nie wiem, czy są już jakieś badania, ale trudno się spodziewać, żeby to nie miało reperkusji. W internecie pojawił się taki hejt, którego wcześniej naprawdę nie było. To się na pewno przełoży na codzienność.</p>
<p><strong>Publicysta Sławomir Sierakowski mówił w jednym z wywiadów, że atmosfera w Polsce robi się pogromowa.</strong></p>
<p>Atmosfera jest pogromowa już od jakiegoś czasu – odkąd pojawiają się wszystkie te wrzutki Konfederacji. Tylko że pogromu, na szczęście, nie ma. Oczywiste jest natomiast, że jeśli będziemy podbijali te nastroje, to tak właśnie to będzie wyglądać. Pogromowcami nazywam tych, którzy używają takiej retoryki wobec Ukraińców.</p>
<p><strong>Na tym wszystkim korzysta Rosja. Moskwa przyłożyła do tego rękę?</strong></p>
<p>Nie wiem. Czasem jest po prostu tak, że zwykłe mechanizmy działające w Polsce czy w Ukrainie same działają na korzyść Rosji. Czy Rosja przykłada rękę do tego, że żołnierze Biłeckiego noszą faszystowskie emblematy? Nie wiem. Ale czy to jest wodą na młyn jej propagandy? Tak.</p>
<p><strong>Czy Polska i Ukraina są skazane na konfrontację w sprawie wrażliwości historycznej? Mówił Pan, że Ukraina nie przeszła procesu, który Polska częściowo przeszła w latach 90. Teraz Ukraina jest zajęta czym innym </strong>–<strong> broni się przed rosyjską agresją. Czy powinna zająć się tym, gdy nadejdzie spokojniejszy czas?</strong></p>
<p>Nie chcę mówić Ukraińcom, co powinni robić, tym bardziej że reagują na to bardzo histerycznie. Uważam jednak, że jeśli chcą <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/15/przezwyciezyc-status-quo-polska-i-niemcy-wobec-ukrainy/">wejść do Unii Europejskiej</a>, muszą zaimplementować sobie pewne unijne standardy. Nigdy nie lubiłem ukraińskiego nacjonalizmu. On naprawdę był agresywny, jest konfrontacyjny i nieprzepuszczalny –bardzo trudno się z nim dyskutuje. Jeśli zgadzamy się, że Unia Europejska jest formatem wymagającym spełnienia pewnych standardów, to być może powinniśmy wymagać od Ukraińców jakichś cesji w pamięci historycznej. Im bardziej UPA się tam instaluje, tym będzie to trudniejsze. Ale być może da się chociażby usunąć z tego panteonu polityków bezpośrednio odpowiedzialnych za zbrodnie – Romana Szuchewycza i innych.</p>
<p><em>Z Ziemowitem Szczerkiem rozmawiał Wojciech Szymański. </em></p>
<p><em>Ziemowit Szczerek jest dziennikarzem, pisarzem, felietonistą. Laureat „Paszportu Polityki”, wielokrotnie nominowany do „Nike” i „Angelusa”. </em></p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/07/01/ziemowit-szczerek-ukraincy-w-polsce-stracili/">Ziemowit Szczerek: Ukraińcy w Polsce przegrali</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Odbudowa Ukrainy. „Sam patriotyzm nie wystarczy”</title>
		<link>https://dialogonline.net/pl/2026/06/29/odbudowa-ukrainy-sam-patriotyzm-nie-wystarczy/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paul Flückiger]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 29 Jun 2026 15:37:03 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Fünfter Beitrag]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[Odbudowa]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraine]]></category>
		<category><![CDATA[Wojna w Ukrainie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dialogonline.net/?p=2088</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wojna w Ukrainie wydaje się być zaskakująco odległa na Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy, którą zorganizowano w halach wystawienniczych wokół bursztynowego stadionu w Gdańsku. Tylko z rzadka można dostrzec ukraińskiego weterana wojennego w mundurze – zamiast tego wszędzie pełno krawatów i szaroniebieskich garniturów. Wśród nich mało kobiet, wiele z nich w bluzkach haftowanych w typowo [&#8230;]</p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/29/odbudowa-ukrainy-sam-patriotyzm-nie-wystarczy/">Odbudowa Ukrainy. „Sam patriotyzm nie wystarczy”</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/15/ukraincy-wierza-ze-sa-w-stanie-wygrac/">Wojna w Ukrainie</a> wydaje się być zaskakująco odległa na Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy, którą zorganizowano w halach wystawienniczych wokół bursztynowego stadionu w Gdańsku. Tylko z rzadka można dostrzec ukraińskiego weterana wojennego w mundurze – zamiast tego wszędzie pełno krawatów i szaroniebieskich garniturów. Wśród nich mało kobiet, wiele z nich w bluzkach haftowanych w typowo ukraińskie motywy ludowe. Na piątą konferencję w sprawie odbudowy Ukrainy w Gdańsku przyjechało ponad 2000 uczestników z 70 państw zachodnich, w tym 12 głów państw i szefów rządów. Według doniesień polskich mediów jeszcze przed konferencją przygotowano około 160 umów. W ciągu dwóch dni obrad doszło do nich kilkadziesiąt kolejnych.</p>
<h2>Solidarność Zachodu</h2>
<p>Gospodarzem najważniejszej konferencji poświęconej odbudowie, nazwanej URC 2026, jest Donald Tusk &#8211; pochodzący z Gdańska szef polskiego rządu. Polski premier przedstawia Gdańsk, który odrodził się z popiołów drugiej wojny światowej, jako udany przykład dla Ukrainy. W przemówieniu otwierającym wywodzi dzisiejszą solidarność Polski i Zachodu z zaatakowaną przez Rosję Ukrainą od założonego tu w 1980 Solidarności. Ukraińska współgospodyni, premier Julia Swyrydenko, dziękuje za pomoc, jakiej Ukrainie udzieliły Polska i wszystkie pozostałe obecne państwa.</p>
<p>Premier Swyrydenko szczególnie zależy na rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych z UE, możliwym teraz, po zniesieniu węgierskiego weta. – Dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili – mówi. Następnie Ukrainka potwierdza, że pierwsza transza unijnego kredytu stabilizacyjnego w wysokości 3,2 mld euro zostanie wypłacona jeszcze pierwszego dnia konferencji, w czwartek. Łącznie Ukraina otrzyma 90 mld euro, które przeznaczone będą przede wszystkim na cywilne funkcjonowanie państwa. Poza tym UE „w najbliższych dniach” przekaże 6 mld euro na produkcję dronów.</p>
<figure id="attachment_2101" aria-describedby="caption-attachment-2101" style="width: 800px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-2101 size-large" src="https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/06/pap_20260625_1OJ-1024x683.jpg" alt="Podpisanie umowy, trzej mężczyźni stoją przy stole i podają sobie ręce" width="800" height="534" /><figcaption id="caption-attachment-2101" class="wp-caption-text">W Gdańsku podpisano liczne umowy i listy intencyjne, tak jak tu pomiędzy Polską Grupą Zbrojeniową a TAF Industries. © PAP/Marcin Gadomski</figcaption></figure>
<h2>Wołodymyr Zełenski – wielki nieobecny</h2>
<p>Młoda ukraińska szefowa rządu zastępuje wielkiego nieobecnego – Wołodymyra Zełenskiego. Prezydent w ostatniej chwili odwołał swoją podróż do Polski po tym, jak wybuchł tlący się od dawna historyczny spór między obydwoma sąsiadującymi krajami. Chodzi o ocenę UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii). Tolerowane przez niemieckich okupantów oddziały partyzanckie wymordowały w latach 1942–1944 około 100 tysięcy polskich cywilów, a także tysiące Żydów. Jednak po wyparciu niemieckich okupantów przez Armię Czerwoną UPA walczyła z Sowietami aż do połowy lat pięćdziesiątych. Przede wszystkim za to jest na Ukrainie czczona. Dlatego pod koniec maja Zełenski zezwolił, by jeden z batalionów wojskowych przyjął przydomek „Bohaterów UPA”. Polska, a także Izrael, zaprotestowały przeciwko temu; ostatecznie prezydent Polski Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego, przyznany mu w 2023 roku za zaangażowanie na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania. W odpowiedzi Zełenski odwołał swój udział w URC2026, choć od 2022 roku przyjeżdżał na wszystkie dotychczasowe konferencje poświęcone odbudowie – w Lugano, Berlinie, Londynie i Rzymie.</p>
<h2>Nauczyć się deeskalacji</h2>
<p>– Wszyscy musimy nauczyć się deeskalacji, obok wojskowej także tej politycznej i dyplomatycznej – komentował szwajcarski specjalny pełnomocnik ds. Ukrainy Jacques Gerber w rozmowie na marginesie konferencji w Gdańsku. Zdaniem Gerbera dla każdego powinno być jasne, że ta konferencja nie dotyczy Polski. Tak czy inaczej obecność lub nieobecność Zełenskiego nie ma wpływu na rzeczywiste rozmowy i ustalenia, ponieważ te prowadzone są na innych szczeblach – wyjaśnia czołowy dyplomata Gerber.</p>
<p>Podczas gdy prozachodni kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prorosyjski premier Słowacji Robert Fico zgodnym chórem domagali się w Gdańsku „rozmów pokojowych” między Kijowem a Moskwą, a Merz i Tusk – nawiązując do wybuchu drugiej wojny światowej na gdańskim Westerplatte – podkreślali, że Europa wie, jak osiągać pokój, w pięciu halach położonego obok stadionu piłkarskiego terenu wystawowego AmberExpo nawiązywano przede wszystkim kontakty gospodarcze. Większość obecnych chce bowiem skorzystać na odbudowie Ukrainy. Wielu z nich już teraz, gdy wciąż trwa napastnicza wojna Moskwy i obronna walka Kijowa.</p>
<p>24 regiony Ukrainy, w tym 10 obwodów przyfrontowych przygotowały ponad 500 projektów odbudowy. W hali A większość obwodów rozstawiła swoje stoiska. Ołeksandr Marczenko stoi przy stoisku trzech w większości okupowanych przez Rosję jednostek administracyjnych: „Doniecka, Ługańska i Krymu”. Wraz z czterema innymi burmistrzami Marczenko szuka zagranicznych inwestorów dla pięciu małych, konkretnych projektów odbudowy, które mogą ruszyć już teraz, gdy rosyjska ofensywa przeciwko Ukrainie wciąż trwa.</p>
<h2>580 mieszkań</h2>
<p>Marczenko, mężczyzna po pięćdziesiątce, jest wiceburmistrzem Bachmutu, miasta zdobytego w maju 2023 przez Rosjan. Od czasu ucieczki mieszka w Dniprze, jednak około 400 mieszkańców uciekło do Hoszczy na zachodniej Ukrainie, opowiada urzędnik. W tej liczącej 5000 mieszkańców wsi, położonej około 200 kilometrów na wschód od granicy polsko-ukraińskiej i około 300 kilometrów na zachód od Kijowa, dawne władze miejskie Bachmutu chcą za 45 mln euro wybudować 580 mieszkań. – Gmina bezpłatnie przekazała nam ziemię pod budowę 10 bloków mieszkalnych – opowiada Marczenko. Do września teren ma zostać uzbrojony. Finansowane jest to z resztek budżetu całkowicie zniszczonego Bachmutu. – Chcemy stworzyć w Hoszczy nowy dom dla naszych weteranów wojennych i rodzin wielodzietnych – z czynszami o 10 procent niższymi od cen rynkowych – mówi Marczenko. Dla niego jest jasne, że rosyjska wojna przeciwko Ukrainie, mimo obecnych ukraińskich sukcesów na anektowanym przez Rosję już w 2014 roku, wbrew prawu międzynarodowemu, ukraińskim półwyspie Krym, potrwa jeszcze długo.</p>
<p>Hoszcza w obwodzie rówieńskim szczególnie dobrze nadaje się na nowy dom, ponieważ jest tam praca w kamieniołomie, w fabryce słodyczy i w zakładzie wędliniarskim, a także w oddalonej o 25 kilometrów elektrowni jądrowej Równe, podkreśla Marczenko, który bez oporów jest gotów rozmawiać po rosyjsku. Czterej młodsi koledzy mówią po angielsku, choć niektórzy nieco nieskładnie.</p>
<p>Magnesem przyciągającym publiczność w hali, nieco przytłaczającej mnogością projektów odbudowy, okazuje się multimedialne, sześcienne stoisko ministerstwa rozwoju. W jego wnętrzu co kilka minut wyświetlany jest film z lektorem mówiącym nienaganną angielszczyzną o „inteligentnej odbudowie”. Aż kipi on od optymizmu. W filmie wystarczy bowiem chwila, by w dużej mierze zniszczony i wciąż broniony przez Kijów Kupiańsk – leżący tuż przy ponad tysiąckilometrowej linii frontu w Donbasie – został rozminowany. W rzeczywistości mogłoby to zająć wiele lat; znacznie mniej dotknięta wojną Chorwacja po porozumieniu z Dayton z grudnia 1995 roku potrzebowała w sumie 30 lat na całkowite usunięcie min.</p>
<p>– Odbudowa może się rozpocząć dopiero wtedy, gdy miasto znów będzie bezpieczne – wyjaśnia lektorka zza kadru. Przy odbudowie zniszczonego w 90 procentach Kupiańska zastosowane mają zostać wszystkie unijne dyrektywy. Zaplanowana na lata 2027–2037 odbudowa, która ma kosztować 3,1 mld euro, ma stworzyć niemal 27 tysięcy nowych miejsc pracy. Oto w filmie z ekranu wyrastają nowe bloki mieszkalne, miasto zyskuje nowy dworzec, niskopodłogowy tramwaj bez przeszkód dostępny dla poruszających się na wózkach weteranów wojennych, szpitale, szkoły i nowoczesne zakłady przemysłowe. Na koniec szczęśliwe dziecko z pluszowym misiem, tym samym, który na początku filmu leżał na podłodze w mrocznym, zniszczonym pokoju dziecięcym, pokazuje swój jasny, nowy dom.</p>
<p>Ten sam oparty na sztucznej inteligencji program ministerstwa może przeanalizować wszystkie zniszczone przyfrontowe miasta Ukrainy; celem nie jest odtworzenie przeszłości, lecz budowa energooszczędnych miast przyszłości, wyjaśnia film reklamowy. Szacunki dotyczące potrzeb finansowych na odbudowę wciąż się różnią; powszechnie mówi się o 500–850 mld euro.</p>
<figure id="attachment_2102" aria-describedby="caption-attachment-2102" style="width: 800px" class="wp-caption aligncenter"><img loading="lazy" decoding="async" class="wp-image-2102 size-large" src="https://dialogonline.net/wp-content/uploads/2026/06/pap_20260625_07X-1024x683.jpg" alt="Merz i Tusk podają sobie dłonie i pozują do zdjęcia" width="800" height="534" /><figcaption id="caption-attachment-2102" class="wp-caption-text">Kanclerz Niemiec Friedrich Merz i premier Donald Tusk podczas konferencji URC2026 w Gdańsku © PAP/Adam Warżawa</figcaption></figure>
<p>W Gdańsku wiele mówiono o obronności i bezpieczeństwie. Komisarz UE ds. obronności Andrius Kubilius, dwukrotny premier Litwy, który pod koniec 2024 roku jako pierwszy objął to nowo utworzone stanowisko, kruszy na przykład kopię za integracją europejskiego przemysłu zbrojeniowego z ukraińskim. – Drony naruszające przestrzeń powietrzną w krajach bałtyckich i w Polsce pokazały, jak wiele musimy się jeszcze nauczyć od Ukrainy – mówi Kubilius.</p>
<h2>Nie kupować wyłącznie tego, co najlepsze</h2>
<p>Ukraińska wiceminister obrony Anna Hwozdiar uważa z kolei, że również Kijów ma się jeszcze wiele do nauczenia. Bo choć rodzime start-upy zwiększyły od 2022 roku produkcję broni pięćdziesięciokrotnie, to współpraca join-venture między ukraińskimi a zachodnimi firmami wciąż jest niewystarczająca, zgadzają się uczestnicy panelu. 27 państw członkowskich UE produkuje zbyt mało broni również dlatego, że buduje wyłącznie to, co najlepsze, krytykuje Kubilius. Ukraina natomiast produkuje zgodnie z zasadą „wystarczająco dobre, by użyć”. Tej pragmatycznej postawy UE mogłaby się nauczyć. – Rosja w swojej produkcji broni jest równie nowoczesna jak Ukraina – ostrzega Kubilius.</p>
<p>O nieustannej technologicznej walce z Rosją niejedno mogłaby opowiedzieć zaledwie trzydziestoletnia Lija. W hali targowej dla firm stoi przy stoisku zachodnioukraińskiego przedsiębiorstwa Sine, które wyspecjalizowało się w urządzeniach do komunikacji między obsługą naziemną a dronami. Lija nie chce podać pełnego nazwiska ani dać się sfotografować. – To zbyt niebezpieczne, chcę dalej żyć – broni się.</p>
<p>Według własnych danych założona cztery lata temu przez trzech inżynierów firma dostarcza obecnie rozwiązania komunikacyjne dla 80 procent ukraińskich dronów przechwytujących. Są one wykorzystywane do neutralizowania wrogich dronów już w powietrzu. – Dbamy o to, by budować jak najdalej od chińskich rozwiązań informatycznych – opowiada Lija, ponieważ Chiny sprzyjają wojennemu wrogowi, Rosji. Sine opracowało modemy dla dronów o zasięgu 60–120 kilometrów i jeszcze w tym roku chce wprowadzić rozwiązanie dla dronów latających na odległość 200 kilometrów.</p>
<p>Firma ma już setki pracowników w całej Ukrainie i właśnie otworzyła oddział w Finlandii. –  Mieliśmy dziś na stoisku zainteresowanych z ukraińskich gmin, które chcą lepiej zabezpieczyć swoje miasta przed rosyjskimi atakami, ale też wielu zagranicznych gości – mówi Lija pod koniec dnia kongresu, zmęczona, lecz zadowolona. – Wciąż mamy wolne moce – zapewnia młoda Ukrainka. A potem stara się poruszyć słuchaczy: – Potrzebujemy wspólnych przedsięwzięć, bo sam patriotyzm nie wystarczy do zwycięstwa.</p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/29/odbudowa-ukrainy-sam-patriotyzm-nie-wystarczy/">Odbudowa Ukrainy. „Sam patriotyzm nie wystarczy”</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Edwin Bendyk: Ukraińcy wierzą, że są w stanie wygrać</title>
		<link>https://dialogonline.net/pl/2026/06/15/ukraincy-wierza-ze-sa-w-stanie-wygrac/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Piotr Leszczyński]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 15 Jun 2026 09:36:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Elfter Beitrag]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[Negocjacje pokojowe]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo ukraińskie]]></category>
		<category><![CDATA[Wojna w Ukrainie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wordpress.p658519.webspaceconfig.de/2026/06/15/ukraincy-wierza-ze-sa-w-stanie-wygrac/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Trwa piąty rok wojny Rosji Putina z Ukrainą. W jakiej kondycji znajduje się społeczeństwo ukraińskie? Jak wpłynęła na nie mroźna zima? Co bywa silniejsze – chęć zawarcia szybkiego pokoju czy dalsza walka, aby zawrzeć ten pokój na własnych warunkach?  Po 24 lutego 2022 roku wielu analityków, jak i polityków na świecie zakładało szybki upadek Ukrainy. [&#8230;]</p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/15/ukraincy-wierza-ze-sa-w-stanie-wygrac/">Edwin Bendyk: Ukraińcy wierzą, że są w stanie wygrać</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Trwa piąty rok wojny Rosji Putina z Ukrainą. W jakiej kondycji znajduje się społeczeństwo ukraińskie? Jak wpłynęła na nie mroźna zima? Co bywa silniejsze – chęć zawarcia szybkiego pokoju czy dalsza walka, aby zawrzeć ten pokój na własnych warunkach? </strong></p>
<p>Po 24 lutego 2022 roku wielu analityków, jak i polityków na świecie zakładało szybki upadek Ukrainy. Ale to się nie wydarzyło. Dziś problem polega na tym, że ta wojna nie ma jasno określonego zakończenia. Sami Ukraińcy są przekonani, że są w stanie wygrać z Rosją. Nowe badania opinii publicznej pokazały, że około 77 procent wierzy w zdolność ukraińskiej armii do dalszego prowadzenia walki, a jedynie 12 procent w to nie wierzy. Ta mniejszość jest o tyle istotna, że socjologowie wskazują na istnienie mniej więcej 10-procentowej grupy obywateli Ukrainy o postawach prorosyjskich. W tej grupie część osób może stanowić realną agenturę (piątą kolumnę) i na poziomie lokalnym z reguły wiadomo, kto do niej należy. I tu ważna uwaga, sama prorosyjskość nie jest karana, natomiast kolaboracja już tak – dotyczy to choćby przekazywania danych wywiadowczych umożliwiających precyzyjne ataki rosyjskiej artylerii czy dronów. Możliwe więc, że te 12 procent niewiary w armię częściowo pokrywa się z tym komponentem prorosyjskim. Jednocześnie reszta społeczeństwa jest niezwykle zintegrowana i to prawdopodobnie najbardziej w całej swojej historii. Co ważne, nie jest to wyłącznie emocjonalna „wiara”. Towarzyszy jej bardzo wysokie, utrzymujące się od początku wojny zaufanie do armii, które przekracza 70 procent. Wojsko stało się fundamentem państwa i czymś w rodzaju symbolu, niemal sakralnego punktu odniesienia. Widać to w codziennych rytuałach – podczas wydarzeń publicznych zawsze jest minuta ciszy w intencji poległych i podziękowania dla armii.</p>
<p>Jednocześnie mamy do czynienia z wyraźnym paradoksem: z jednej strony istnieje kult wojska, z drugiej zjawiska takie jak unikanie służby wojskowej czy masowe opuszczanie jednostek. Szacunki mówią o blisko dwustu tysiącach dezerterów. Wynika to z wielu przyczyn, w tym problemów wewnętrznych armii: nadal obecnej mentalności poradzieckiej, błędów dowódców czy złego zarządzania. Równolegle funkcjonują jednostki nowoczesne, świetnie zorganizowane, działające według zupełnie innych standardów. Armia ukraińska jest wewnętrznie bardzo zróżnicowana, a mimo to jako całość pozostaje kluczowym filarem państwa.</p>
<p>Już to, co powiedziałem przed chwilą, pokazuje społeczeństwo pełne sprzeczności, ale jednocześnie zdolne do konsolidacji. I to jest istotne – mamy do czynienia z normalnym społeczeństwem, w którym istnieją napięcia, emocje i konflikty, ale ogólny kierunek pozostaje spójny. Ludzie są zmęczeni wojną i chcieliby pokoju, jednak nie zgadzają się na pokój za wszelką cenę. Ponad połowa odrzuca kompromisy, natomiast 40 procent dopuszcza je pod warunkiem gwarancji bezpieczeństwa. Jednocześnie większość nie wierzy, że szybkie zakończenie wojny jest możliwe, co sprawia, że deklaracje kompromisu mają raczej charakter hipotetyczny. Znacznie ważniejsze jest to, że około dwie trzecie społeczeństwa deklaruje gotowość do długotrwałego wysiłku i ponoszenia kosztów tak długo, jak będzie to konieczne.</p>
<p><strong>Nie widać więc oznak rozpadu porządku społecznego? </strong></p>
<p>Nie, nie ma masowej przestępczości ani anomii, choć oczywiście zdarzają się incydenty, częściowo związane z obiegiem broni z frontu. W kraju już jest około 1,5 miliona weteranów, co stanowi ogromne wyzwanie. Problemy dotyczą przede wszystkim reintegracji – zarówno ekonomicznej, jak i społecznej. Wielu żołnierzy po powrocie z frontu nie jest w stanie znaleźć pracy odpowiadającej wcześniejszym zarobkom, a system prawny nie zawsze uwzględnia ich sytuację, zwłaszcza w przypadku niepełnosprawności.</p>
<p>Pojawia się też napięcie między tymi, którzy walczyli, a tymi, którzy nie byli na froncie. Ci drudzy często mają poczucie winy, które próbują racjonalizować, dystansując się od weteranów, co może w przyszłości mieć znaczenie polityczne. Mimo tych wszystkich trudności państwo funkcjonuje jednak zaskakująco sprawnie. Miasta działają normalnie, są zadbane, infrastruktura jest utrzymywana. Nawet w miejscach zagrożonych ostrzałem, jak Charków, widać dbałość o przestrzeń publiczną. To pokazuje nie tylko sprawność organizacyjną, ale przede wszystkim postawę społeczną, determinację i poczucie odpowiedzialności, które nie wynikają z przymusu, lecz z wewnętrznej mobilizacji.</p>
<p><strong>Mówimy o Kijowie, Lwowie, Charkowie czy Odessie. A jak jest w mniejszych miastach, na wsiach i daleko od frontu i wojny, na Zakarpaciu? </strong></p>
<p>To jest właśnie ważne, bo rzeczywiście informacje – zwłaszcza w kontekście zimowych chłodów – docierały głównie z dużych miast, przede wszystkim z Kijowa i Dnipra. Tymczasem to nie jest cała Ukraina. Doświadczenie mrozów i trudności nie dotyczyło wszystkich w takim samym stopniu. Mniejsze ośrodki funkcjonują inaczej, po pierwsze dlatego, że Rosjanie nie są w stanie bombardować wszystkiego, a po drugie, dlatego, że jeśli nie ma tam strategicznych celów, jak fabryki czy infrastruktura wojskowa, to mniejsze miejscowości zostawiane są w spokoju. Życie jest tam relatywnie bezpieczniejsze.</p>
<p>W wielu takich miejscach można wręcz powiedzieć, że życie toczy się „w miarę normalnie” – oczywiście w realiach wojny, ale stabilnie. Oto przykład – Zakarpacie jest regionem, który praktycznie nie doświadcza bezpośrednich działań wojennych (poza pojedynczymi incydentami, jak bombardowanie w Mukaczewie). To tradycyjnie biedniejszy region, który paradoksalnie trochę zyskał na wojnie dzięki relokacji części przemysłu ze wschodu. Jednocześnie pojawiło się tam nowe wyzwanie – napływ dużej liczby osób wewnętrznie przesiedlonych.</p>
<p>To są miliony ludzi, często rosyjskojęzycznych, przyjeżdżających z dużych, uprzemysłowionych miast na wschodzie do małych, konserwatywnych miejscowości na zachodzie. Powoduje to naturalne napięcia kulturowe i społeczne. Mamy zatem zderzenie dwóch światów – mieszkańców dużego miasta pokroju Kramatorska z lokalną społecznością małego, tradycyjnego miasteczka. Te napięcia są realne, choć nie zawsze przybierają ostrą formę konfliktu.</p>
<p>Mimo tych trudności lub wbrew nim, państwo i gospodarka funkcjonują. Sklepy działają, usługi są dostępne, słowem – trwa życie ekonomiczne. Oczywiście nie jest to poziom sprzed wojny, ale system nie uległ załamaniu. PKB spadło na początku wojny o około 30 procent, później nastąpiło odbicie i obecnie gospodarka jest raczej w stanie stagnacji, bez wyraźnego wzrostu, ale też bez recesji. Co ciekawe, jeśli uwzględnić, że około 7 milionów ludzi opuściło kraj, to PKB na mieszkańca może być zbliżone do poziomu sprzed wojny.</p>
<p>Z perspektywy państwa problemem jest spadek dochodów budżetowych, a więc konieczność finansowania armii oraz usług publicznych z innych źródeł. Ten problem został częściowo rozwiązany dzięki wsparciu Zachodu, który finansuje funkcjonowanie państwa w sferze cywilnej. Ukraińcy przyjęli zasadę, że własne dochody (podatki, cło etc.) przeznaczają głównie na armię, natomiast wydatki cywilne pokrywają z pomocy zagranicznej, grantów i pożyczek. Ten model tworzy pewien stabilny miks, który pozwala państwu funkcjonować.</p>
<p><strong>To wszystko dzieje się w warunkach, które są wyjątkowe. Jak w związku z tym funkcjonują sektory niemilitarne, które muszą działać, nawet w czasie wojny? </strong></p>
<p>Z zewnątrz może to wyglądać paradoksalnie. W kraju objętym wojną ludzie chodzą do restauracji czy jeżdżą na narty. Ale w rzeczywistości jest to element utrzymania gospodarki i życia społecznego. Widać też oznaki aktywności gospodarczej – choć wiele firm upada, jeszcze więcej powstaje. W Kijowie w czasie wojny otwarto dziesiątki nowych księgarń, rozwija się sektor wydawniczy, widoczna jest silna konsolidacja wokół kultury. Również turystyka wciąż funkcjonuje, kurorty w Karpatach przyjmują ludzi, działają restauracje i kawiarnie. Z jednej strony pełnią funkcję ekonomiczną, bo generują dochód, a z drugiej są ważne społecznie, bo pozwalają ludziom zachować choćby częściową normalność.</p>
<p>Na poziomie makroekonomicznym również widać oznaki stabilności. Rosną zobowiązania kredytowe – firmy zaciągają kredyty, co oznacza, że widzą możliwości rozwoju. Państwo wspiera przedsiębiorstwa poprzez preferencyjne finansowanie. Wzrasta sprzedaż samochodów, buduje się więcej mieszkań niż rok wcześniej. W dużych miastach, takich jak Kijów, można jednocześnie zobaczyć skutki bombardowań i nowe inwestycje. Obok zniszczonego budynku powstaje nowy apartamentowiec. To wszystko tworzy znowu obraz pełen sprzeczności, który trudno zrozumieć z zewnątrz. Życie się nie zatrzymuje, toczy się dalej, mimo wojny.</p>
<p><strong>A co się dzieje z dezerterami, o których wspominałeś, i jak rozumieć samowolne opuszczanie jednostki wojskowej? </strong></p>
<p>W sytuacji tak dużej skali ucieczek nie może być masowych represji, a powody unikania służby czy dezercji są różne. Zdarza się na przykład, że żołnierz podejmuje decyzję o tymczasowym opuszczeniu jednostki, żeby zobaczyć się z rodziną (urodziło mu się dziecko). Wiele zależy od dowódców, czasem ich niekompetentne decyzje potrafią pogłębić problem. Z badań wynika, że głównym powodem unikania wojska jest niepewność. Ludzie nie wiedzą, ile czasu w nim spędzą, kiedy dostaną przepustki i jakie są reguły. Brak klarownej polityki mobilizacyjnej, w tym nieokreślone procedury dotyczące przepustek, sprawiają, że żołnierze często muszą sami „decydować” o wyjazdach do rodziny.</p>
<p>Istnieją jednostki, w których obowiązują zasady i żołnierze są w stanie funkcjonować zgodnie z regulaminem, ale są też takie, gdzie ci, którzy nie wytrzymują, decydują się na czasowe opuszczenie służby. Taki krok nazywa się „samodzielnym opuszczeniem” (SEZ) i jest traktowane łagodniej niż dezercja. Istnieją też mechanizmy przywracania tych żołnierzy do służby, zresztą często sami zgłaszają się do swoich oddziałów, nie są na siłę doprowadzani przez żandarmerię.</p>
<p>Inni próbują uciec za granicę, co czasem wiąże się z nieformalnymi opłatami, choć nie na masową skalę. Cała sytuacja jest więc złożona. Obejmuje indywidualne potrzeby, problemy dowódcze, niejasne regulacje i korupcję, ale nie ma mowy o powszechnym i drastycznym łamaniu dyscypliny w skali całej armii.</p>
<p><strong>W Davos na Światowym Forum Ekonomicznym prezydent Wołodymyr Zełenski skrytykował obecną politykę Unii, zarzucając jej m.in. reaktywność. Co chciał osiągnąć? Europa na dziś zdaje się być ostatnim przewidywalnym sprzymierzeńcem Ukrainy. </strong></p>
<p>No tak, tylko że sprawa wygląda tak, że jego wyjazd do Davos nie był planowany. Został niejako wezwany przez Trumpa i pojechał na ostatnią chwilę. W związku z tym powstało okienko na przemówienie i nie wiadomo, czy było ono przygotowane wcześniej, czy pisane w pośpiechu. Nie wiemy też, jaki był jego główny cel tego wystąpienia.</p>
<p>Zełenski ma to do siebie, że niektóre jego poczynania mają charakter czysto polityczny. Na przykład wobec Polski. Ukraińcy uważają, że Polska i tak musi pomagać, ponieważ jesteśmy państwem przyfrontowym. To nie oznacza, że nie muszą o nas zabiegać, ale ekonomicznie i dyplomatycznie nie muszą szczególnie „pielęgnować” relacji – pomoc i tak przyjdzie. To samo może dotyczyć Unii Europejskiej. Skoro już przekazała te 92 miliardy euro, nie muszą specjalnie tych relacji doglądać. Natomiast mogą pokazać Trumpowi, że go rozumieją, bo to było istotne – chodziło o przeciwstawienie się opieszałości Unii i jednoczesne zaadresowanie sposobu działania Trumpa, który nie jest sojusznikiem Ukrainy, ale też nie wrogiem. To ewidentnie element strategii. Ukraińcy wiedzą, że Europa, w tym Polska, nie może się wycofać. Mają to ugruntowane w praktyce politycznej oraz analizach społecznych. Badania pokazują, że opinia publiczna w Europie generalnie legitymizuje pomoc. Natomiast w Stanach Zjednoczonych, z powodu nieprzewidywalności Trumpa, trzeba go przytrzymywać przy stole negocjacyjnym przynajmniej do listopadowych wyborów połówkowych, kiedy może zmienić się skład Kongresu i rozpocząć się zupełnie inna gra. Chodzi o to, żeby Trump się nie wycofał, bo Ukraińcy potrzebują wsparcia USA – wywiadu, amunicji, rakiet, części zamiennych.</p>
<p>Faktem jest też, że Ukraińcy są wdzięczni Unii, bez jej pomocy nie byliby w stanie prowadzić walki. Jednocześnie są przekonani, że gdyby Niemcy dostarczyli im systemy rakietowe Taurus, mogliby przyspieszyć dekompozycję Rosji. Otrzymywana teraz pomoc pozwala im jedynie przetrwać, ale to wciąż nie wystarcza, by dokonać przełomu na froncie. Ukraińcy zdają sobie sprawę, że mogą prowadzić walkę, jednak inicjatywę strategiczną wciąż ma Rosja. Rosja posuwa się powoli, ale mimo to kontroluje sytuację. Ukraińcy chcą zmienić tę dynamikę.</p>
<p>W ten sposób powstała doktryna neutralizacji strategicznej, która po raz pierwszy sprawdziła się na Morzu Czarnym w 2023 roku. Wtedy był zablokowany kanał eksportowy transportu zboża i Ukraińcy zastosowali drony, wygonili flotę czarnomorską zatapiając część okrętów, podczas gdy pozostała flota rosyjska uciekła na Morze Azowskie. To była nowa technologia i metoda asymetryczna, czyli Ukraińcy wykorzystali innowacyjne rozwiązania do osiągnięcia strategicznego celu, jakim było odblokowanie szlaków morskich, co pozwoliło na transport praktycznie całej produkcji rolnej i metalurgicznej. Obecnie ta doktryna przejawia się w bombardowaniu strategicznej infrastruktury Rosji (przemysłu petrochemicznego), aby zmniejszyć jej zdolności eksportowe. Ukraińcy wiedzą, że gdyby mieli systemy Taurus (około 600 sztuk), mogliby znacząco osłabić Rosję, potencjalnie doprowadzając ją do granicy zapaści i w ten sposób zmusić ją do negocjacji. Rosja jednak nie zmienia swojego celu strategicznego, jej celem nadal jest kapitulacja Ukrainy. Tak czy inaczej, Europa nie chce angażować się w tak intensywną ofensywę, częściowo z obawy przed eskalacją, w tym użyciem broni jądrowej przez Rosję. Warto też dodać, że Europa, choć wspiera Ukrainę, nie ma jeszcze w pełni rozwiniętej własnej bazy przemysłowej dla produkcji rakiet i dronów dalekiego zasięgu. Wszystkie ataki w głąb Rosji opierają się więc głównie na ukraińskich technologiach i zdolnościach produkcyjnych, które są ograniczone.</p>
<p>Ukraińcy uważają, że konflikt ma charakter wojny na wyczerpanie. Z perspektywy Ukrainy celem nie jest dziś totalne zwycięstwo nad Rosją, ale obrona suwerenności i utrzymanie zdolności państwa oraz sił zbrojnych, aby móc odpowiedzieć na przyszły atak. Ukraińcy mają świadomość, że Rosja wróci do gry, chyba że uda się doprowadzić do jej zapaści – czego z kolei Zachód się boi. W praktyce oznacza to, że aby zakończyć wojnę, a nie tylko ją zamrozić, niezbędna jest współpraca Ukrainy z Zachodem i strategiczne, skoordynowane współdziałanie, którego sama Europa nie jest w stanie udźwignąć. Problem polega też na tym, że Europa nie ma jasnej wykładni zwycięstwa ani końca wojny, natomiast Putin ma jasno określony cel. Ukraińcy w 2023 roku wierzyli, że mogą pokonać Rosję, ale obecnie ich celem jest przede wszystkim utrzymanie zdolności obronnych państwa i przygotowanie się na kolejną ofensywę Rosji.</p>
<p><strong>Jak Kijów ocenia politykę prezydenta Trumpa? </strong></p>
<p>Trzeba pamiętać, że Ukraińcy myślą inaczej niż my. Oni nigdy nie mieli takiej historii jak my. Polska po komunizmie konsekwentnie dążyła do NATO i Unii Europejskiej. W Ukrainie nigdy nie było takiego jasnego kierunku. Budowanie niepodległego państwa odbywało się w warunkach strategicznej samotności. Nie mieli pewnych partnerów ani na Zachodzie, ani na Wschodzie. Nawet Rosja była dla nich bliska bardziej sentymentalnie niż strategicznie.</p>
<p>W 1994 roku Ukraina została zmuszona do podpisania Memorandum Budapeszteńskiego, oddając broń jądrową, zresztą obiektywnie patrząc nie mieli zasobów, aby utrzymać bezpiecznie taki arsenał. Pamiętają jednak, że wywiązali się z umowy, a Rosja nie dotrzymała zobowiązań. To pozostanie w ich pamięci jako nauczka.</p>
<p>Jeszcze w listopadzie 2021 roku, po ośmiu latach konfliktu z Rosją, 40 procent Ukraińców nadal patrzyło pozytywnie na Moskwę (wcześniejszy wskaźnik sympatii sięgał 75 procent). To pokazuje, że do 2022 roku Rosja nie była postrzegana jako absolutne zagrożenie, raczej jako partner – potencjalny lub przynajmniej neutralny. Percepcja zmieniła się radykalnie dopiero po 24 lutego. Odtąd Rosja stała się zagrożeniem egzystencjalnym.</p>
<p><strong>A jak ocenia się dzisiaj porozumienia mińskie z 2014 i 2015 roku? </strong></p>
<p>Traktowano je raczej jako wymóg polityczny, a nie realne zabezpieczenie państwa. Dopiero od 2022 roku następuje pełna konsolidacja świadomości geostrategicznej i zrozumienie, że zagrożenie ze strony Rosji jest systemowe i wymaga zdecydowanych działań.</p>
<p>Ukraińcy patrzą też na Stany Zjednoczone w sposób transakcyjny. Ameryka nigdy nie była ich prawdziwym sojusznikiem, była partnerem, którego wsparciem trzeba umiejętnie zarządzać. Przykładowo pod koniec 2023 roku, mimo administracji Bidena, Ukraińcy przez ponad pół roku nie otrzymali amunicji do artylerii z powodu blokady w Kongresie. To zmusiło ich do opracowania własnych dronów jako sposobu poradzenia sobie z ograniczeniami, co stało się potem symbolem strategicznej samodzielności. Z tego doświadczenia Ukraińcy wyciągnęli lekcję. Wybrali Brukselę, traktując Unię Europejską jako bardziej przewidywalnego partnera. Gdybym więc miał posumować ich postawę, to powiedziałbym krótko: robią swoje, utrzymują partnerów przy stole, przekonują ich o potrzebie wsparcia i dostosowują działania do realiów geopolitycznych. To stoicka strategia. Najważniejsze jest jednak ukraińskie postrzeganie Rosji jako zagrożenia egzystencjalnego, a nie jako politycznego podmiotu, z którym można negocjować. To definiuje ich decyzje strategiczne, podejście do sojuszników i sposób prowadzenia wojny. W latach 2014–2021 Ukraińcy obserwowali Zachód i uczyli się, kto jest realnym partnerem – i wyciągnęli wnioski, że trzeba działać samodzielnie, ale przy wsparciu sojuszników, którzy pozostają przy nich w krytycznych momentach.</p>
<p><strong>Czy Europa jest gotowa na autonomię strategiczną w obliczu polityki Donalda Trumpa i powrotu do „koncertu mocarstw”? </strong></p>
<p>Trzeba też pamiętać, że Ukraińcy mają inny sposób postrzegania Unii Europejskiej niż my. Dla wielu z nich Unia nie jest w pełni podmiotem polityki międzynarodowej – to raczej zbiór państw, które działają indywidualnie, a jednocześnie wchodzą w wspólne porozumienia. Na przykład Dania i Szwecja są postrzegane jako niezależne podmioty. Dania wprowadziła własny model finansowania przemysłu zbrojeniowego dla Ukrainy, który wspiera produkcję uzbrojenia w kraju. I to jest fakt, który Ukraińcy doceniają. Unia Europejska w tym kontekście jest postrzegana raczej jako „bankomat”, który uruchamia mechanizmy wsparcia, nie zaś jako polityczny gracz na miarę Trumpa.</p>
<p>Wielu Ukraińców podchodzi do Unii z chłodnym realizmem – wiedzą, że obecność w klubie państw unijnych daje wielkie korzyści, ale nie mają przesadnych oczekiwań. Unia wywiera presję, która sprzyja reformom wewnętrznym, ale Ukraińcy są dalecy od przekonania, że w ciągu najbliższych 10 lat powstanie jednolity, spójny organizm polityczny. Dla nich ważniejsze jest współdziałanie z tymi państwami, które myślą podobnie, szczególnie w kwestii postrzegania Rosji. Budują własne relacje z każdym, kto może ich wesprzeć – prowadzą nawet rozmowy z Chinami, kupując komponenty do dronów i elektroniki. Nie chodzi o sentyment, idzie o pragmatyczne wykorzystanie dostępnych środków.</p>
<p>Co tu dużo mówić, Ukraińska polityka wobec Unii ma wszelkie cechy <em>Realpolitik</em> – Kijów traktuje UE jako coś solidnego i przewidywalnego, choć nie jako podmiot międzynarodowy w klasycznym sensie. Unia to zbiór ciągle odnawiających się porozumień i decyzji – Ukraińcy to rozumieją. Nie mają też przesadnych nadziei ani iluzji, że UE może samodzielnie zapewnić im bezpieczeństwo. Wiedzą, że w razie potrzeby będą musieli sobie radzić sami, tak jak radzą sobie z różnymi wyzwaniami w kraju.</p>
<p><strong>Co się da powiedzieć o fenomenie polskiej zbiórki na generatory dla Kijowa, w ramach której społeczeństwo zeszłej zimy zgromadziło ponad 10 milionów złotych? </strong></p>
<p>Oczywiście skala zbiórki zaskoczyła Ukraińców pozytywnie. Pokazała, że mimo pogarszających się relacji, reakcja była naturalna. Kiedy zima w Polsce pokazała swoją surowość, a ludzie umierali z zimna w Ukrainie, naturalny odruch pomocy zadziałał. Zwykły mechanizm empatii, który Ukraińcy bardzo doceniają. Dla nich miało to znaczenie zarówno psychologiczne, jak i materialne, bo pomoc w postaci generatorów, a później wsparcie z Czech czy Unii Europejskiej była nie do przecenienia. Podczas spotkań Ukraińcy często zaczynają od podziękowań, przypominając o wydarzeniach z 2022 roku. Tego, co się wtedy wydarzyło, nie da się zapomnieć. Bez względu, czy jesteśmy w Charkowie, Kijowie czy Lwowie, wszyscy to pamiętają i doceniają. Jest to kapitał zaufania, który nadal działa. <strong> </strong></p>
<p><em>Z Edwinem Bendykiem rozmawiał Piotr Leszczyński.  </em><strong> </strong></p>
<p><em>Edwin Bendyk jest prezesem Fundacji im. Stefana Batorego i publicystą POLITYKI. Wspólnie z Agnieszką Lichnerowicz prowadzi podkast „Rozumieć Ukrainę”. </em><em> </em></p>
<p><em>Powyższa rozmowa ukazała się w „Przeglądzie Politycznym”, nr 195/2026. </em></p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/15/ukraincy-wierza-ze-sa-w-stanie-wygrac/">Edwin Bendyk: Ukraińcy wierzą, że są w stanie wygrać</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ukraina nie jest dodatkiem do historii Rosji</title>
		<link>https://dialogonline.net/pl/2026/06/14/ukraina-nie-jest-dodatkiem-do-historii-rosji/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Anna Veronika Wendland]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Jun 2026 17:44:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[historia Ukrainy]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina i Polska]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wordpress.p658519.webspaceconfig.de/2026/06/14/ukraina-nie-jest-dodatkiem-do-historii-rosji/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Stosunek Europejczyków do Ukrainy jest bardziej skomplikowany niż stosunek Ukraińców wobec Europy. Ukraińcy od 2005 roku w kilku rewolucjach wyrazili swoją wolę przynależności do Europy, za co (między innymi) Rosja od 2014 roku stosuje wobec nich agresję. Tymczasem postawa obywateli Europy wobec Ukrainy pozostaje ambiwalentna i niejednoznaczna.   Europejskie wizje Ukrainy Najgłębsza, ale też bolesna wiedza [&#8230;]</p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/14/ukraina-nie-jest-dodatkiem-do-historii-rosji/">Ukraina nie jest dodatkiem do historii Rosji</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Stosunek Europejczyków do Ukrainy jest bardziej skomplikowany niż stosunek Ukraińców wobec Europy. Ukraińcy od 2005 roku w kilku rewolucjach wyrazili swoją wolę przynależności do Europy, za co (między innymi) Rosja od 2014 roku stosuje wobec nich agresję. Tymczasem postawa obywateli Europy wobec Ukrainy pozostaje ambiwalentna i niejednoznaczna. <strong> </strong></p>
<p><strong>Europejskie wizje Ukrainy </strong></p>
<p>Najgłębsza, ale też bolesna wiedza o Ukrainie istnieje z pewnością w Polsce, ukształtowana przez wspólną, choć przez długie okresy pełną konfliktów historię – od czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów po II Rzeczpospolitą. Estończycy, Łotysze i Litwini dzielą z Polakami i Ukraińcami wspólne doświadczenie roku 1939, kiedy nazistowskie Niemcy i stalinowski Związek Radziecki dokonali podziału wschodniej Europy. Bałtowie i Ukraińcy dzielą też doświadczenie bycia niedominującym narodem w sowieckim imperium powojennego ładu, w którym tłumiono suwerenność kulturową i polityczną. Natomiast w Hiszpanii, Francji, Włoszech i Grecji, zwłaszcza w środowiskach lewicowych, istnieją tradycyjne nostalgiczne uczucia wobec Związku Radzieckiego, trwające od czasów II wojny światowej i oporu przeciwko faszyzmowi. Po 1991 roku tę sympatię bez większych zastrzeżeń przeniesiono na Rosję. Mówiąc o „Rosji”, często miało się na myśli także Ukrainę jako część krajobrazu. W stosunku do dążeń Ukrainy do niepodległości nie okazywano zrozumienia – postrzegano je jako „nacjonalizm”, który w Europie przecież już dawno został przezwyciężony. <strong> </strong></p>
<p><strong>Europejczycy spierają się o wojnę rosyjsko-ukraińską </strong></p>
<p>Wielu Europejczyków, zwłaszcza o poglądach lewicowych, w kontekście wojny w Ukrainie zachowuje się jak „alternatywni imperialiści” – jak zauważył polsko-niemiecki lewicowy publicysta Tomasz Konicz: dla nich Ukraina jest pionkiem, korytarzem, terenem koncentracji wojsk między wielkimi mocarstwami. Z tej perspektywy, którą podzielają także liczni eksperci, nigdy niepogodzeni z dominacją USA na zachodzie kontynentu, wojna w Ukrainie jawi się jako wojna zastępcza między Stanami Zjednoczonymi a ich rosyjsko-chińskim kontrhegemonem. W tym narracyjnym ujęciu Ukraińcom odmawia się prawa do samodzielnego kształtowania własnej historii. Występują oni jedynie jako anonimowa masa, jako ofiary zawieszone pomiędzy stronami; często zarzuca się im także, że ich rząd jest pod wpływem skrajnej prawicy. Nawet publiczne stacje telewizyjne w Niemczech w 2014 roku rozpowszechniały narrację prorosyjskich ekspertów, według której rewolucja na Majdanie była „puczem w Kijowie” przeprowadzonym przez prawicę.</p>
<p>Jakby konieczne było przechylenie się w drugą skrajność, w środowiskach europejskiej lewicy liberalnej i zielonych po szoku związanym z pełnoskalową inwazją w 2022 roku wykształciła się nowa interpretacja, która ignoruje zarówno motywy eksploatacyjne i koalicje grabieżcze (obecnie np. trumpistyczne USA), jak i geostrategiczne cele graczy militarnych we wschodniej Europie. W tej interpretacji wojna w Ukrainie jest wojną wyzwoleńczą, wojną postkolonialną, wojną o wartości. Niewiele przemyślana solidarność, która wcześniej obejmowała Nikaraguę czy Rożawę, przenosi się teraz na walkę o przetrwanie demokratycznego społeczeństwa, które wbrew własnej woli ulega militaryzacji przeciwko sfaszyzowanej Rosji. <strong> </strong></p>
<p><strong>Nasze stosunki z Rosją </strong></p>
<p>W europejskiej percepcji Ukrainy zawsze negocjowane są również własne relacje z Rosją. I właśnie tutaj – z wyjątkiem Europy Wschodniej – występują poważne luki między wyobrażoną a rzeczywistą Rosją, choć trwająca wojna stopniowo je wypełnia. W zachodnioeuropejskich głowach wyimaginowana Rosja nadal funkcjonuje jako mocarstwo, które broni swoich uzasadnionych interesów bezpieczeństwa w najbliższym otoczeniu. Według sondaży niemal połowa Europejczyków z krajów UE sceptycznie podchodzi do pomocy wojskowej dla Ukrainy.</p>
<p>Jednak o rzeczywistych siłach napędowych tej wojny, działających wewnątrz Rosji, Europejczycy nadal wiedzą zaskakująco mało – albo nie chcą wiedzieć. Ukraińcy natomiast doskonale zdają sobie sprawę, czego mogą spodziewać się po „pokoju” na warunkach Putina w okupowanych lub zaanektowanych przez Rosję regionach: brutalnej prawicowej dyktatury, eklektycznie ozdobionej ikonami i carskim przepychem, krajobrazu pełnego piwnic tortur i obozów reedukacyjnych. Jak w laboratorium, w Rosji można obserwować spustoszenia wywołane przez kapitalizm mafijny, który – gdy wyczerpią się dochody z surowców – próbuje integrować społeczne napięcia poprzez agresję zewnętrzną i nacjonalistyczną izolację wewnętrzną. Nie jest to nic typowo rosyjskiego, to raczej barbarzyńska forma organizacji społecznej, możliwa do powtórzenia wszędzie. To, co rosyjskie w tej agresji, to trauma z 1991 roku: rozpad Związku Radzieckiego postrzegany jest jako koniec wielkości i potęgi „Rosji”. Władimir Putin chce zapisać się w historii kraju jako odnowiciel i wskrzesiciel imperium, który wymaże to upokorzenie. Bez Ukrainy projekt ten nie może zostać ukończony. Putin jest zanurzony w historii, a w centrum uwagi jego rewizjonistycznej obsesji znajduje się Ukraina. To tłumaczy brutalność prowadzenia wojny, bezwzględność wobec ogromnych strat rosyjskiej armii i obojętność wobec szkód gospodarczych, jakie wojna wyrządza również samej Rosji.</p>
<p>Tylko nieliczni Europejczycy rozumieją, że reżim Putina nie dąży do kontynuacji Związku Radzieckiego, lecz raczej do restytucji imperium Romanowów. Rosyjska agresja wobec Ukrainy definiuje się wręcz poprzez niszczenie ostatnich elementów, które starsi Rosjanie i Ukraińcy nostalgicznie kojarzyli jeszcze z ZSRR. Ten akt destrukcji został sformułowany programowo w wojennych przemówieniach Putina, w których rosyjski prezydent wyrażał pogardę wobec „Ukrainy Włodzimierza Iljicza Lenina”. Tym pojęciem dyktator chce wyrazić, że polityka narodowościowa Lenina była ciosem w jedność Rosji, a sowiecka Ukraina – podobnie jak państwo ukraińskie, które powstało w jej granicach – to pomyłka historii. Wytwór wyobraźni Niemców, Polaków czy właśnie bolszewików – dźwignia, która miała posłużyć do zniszczenia Rosji.</p>
<p><strong>Ambiwalencje walki antykolonialnej </strong></p>
<p>Europejscy zwolennicy Ukrainy są zaś zachwyceni tym, że dzisiejsi Ukraińcy nie chcą już być Małorusinami w imperialnej hierarchii kulturowej ludów wschodniosłowiańskich. Podziwiają wytrwałą walkę o wyzwolenie i determinację Ukraińców. Jednak walka antykolonialna Ukraińców ma swoje ambiwalencje. W Polsce szczególne kontrowersje wywołał fakt, że we Lwowie wzniesiono wykonany w stylu Mussoliniego pomnik faszystowskiego terrorysty z lat 30. i przywódcy nacjonalistów z lat 40. XX wieku, Stepana Bandery. Wielu ukraińskich polityków, a także były ambasador Ukrainy w Niemczech, czczą Banderę jako bojownika o wolność. Dlaczego to robią, można zrozumieć tylko w kontekście innych ruchów antykolonialnych, których ikony wyzwolenia – z nielicznymi wyjątkami, jak Nelson Mandela – były brutalnymi partyzantami lub terrorystami, ludźmi pokroju Bandery. Jeśli krwawe czyny wobec niewinnych ofiar tłumaczy się jako skutek uboczny walki o wyzwolenie – tak jak masowe mordy dokonane przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów Bandery na polskich cywilach podczas II wojny światowej – to można je również wyprzeć z pamięci i odsunąć na bok historii. Podobne operacje pamięciowe obserwujemy dziś w całej Europie, zwłaszcza w kręgach „antyimperialistycznych”, w kontekście bagatelizowania pogromu Hamasu przeciwko Izraelowi z 7 października 2023 roku. <strong> </strong></p>
<p><strong>Izraelizacja </strong></p>
<p>Paradoksalnie to właśnie ostatnia zbrodnia Hamasu zbliżyła Izraelczyków i Ukraińców bardziej, niż Europejczycy są w stanie sobie wyobrazić. W Ukrainie, pod wpływem rosyjskiej woli unicestwienia narodu, wykształciło się poczucie egzystencjalne, które można było zaobserwować również przy narodzinach państwa Izrael: tu formuje się ponadjęzykowa wspólnota pod hasłem „nigdy więcej”, pozbawiona wielkich wizji, ale z absolutnym priorytetem stworzenia skrawka ziemi, który będzie bezpiecznym miejscem dla Ukrainek i Ukraińców – bez prawdziwych przyjaciół i sojuszy, ufająca tylko sobie, uzbrojona po zęby, być może wkrótce znów posiadająca broń atomową. Nigdy więcej nie może się powtórzyć ani męczeństwo ukraińskich robotników przymusowych, na których kościach zbudowano Petersburg, ani pogromy, ani ludobójczy głód lat 30. XX wieku, inscenizowany przez Moskwę jako kara, ani masowy terror tego samego dziesięciolecia, który unicestwił dopiero co wykształconą ukraińską inteligencję, ani „Holokaust od kul”, który zgładził ukraińskich Żydów, ani mordowanie i zniewolenie milionów ukraińskich czerwonoarmistów i robotnic przymusowych przez niemieckich okupantów, ani Czarnobyl, ani ta rosyjska wojna. <strong> </strong></p>
<p><strong>Tożsamości hybrydowe </strong></p>
<p>Podczas moich badań w Ukrainie, począwszy od 1989 roku, mogłam obserwować narodziny pragmatycznego, nowego patriotyzmu państwowego. Wędrowałam wtedy śladami moich projektów pomiędzy barokowymi dzwonnicami Lwowa a chłodniami kominowymi atomowego miasta Warasz, zwanego niegdyś Kuzniecowskiem na cześć wielkiego szpiega NKWD, które w 2015 roku, podczas pierwszej wojny, porzuciło tę nazwę i powróciło do swojej pierwotnej. Warasz był maleńką wioską pośród poleskich bagien, na której obszarze w latach 70. XX wieku zbudowano nowoczesne blokowiska Kuzniecowska oraz elektrownię atomową w Równem. W pobliskich lasach znajdowały się miejsca, gdzie Niemcy zamordowali Żydów z tego powiatu. W elektrowni pracownicy, z którymi szłam na zmianę, przechodzili płynnie między ukraińskim a rosyjskim – jak im było wygodnie. Trzeba było pracować. Poczucie przynależności, wspólnej odpowiedzialności i wspólnoty definiowało się nie przez język, lecz przez to, co się wspólnie posiadało i robiło. Elektrownię. Miasto. Kraj trzeba było zaopatrzyć w energię. Wciąż obchodzono sowieckie święta – 22 grudnia, Dzień Energetyka, dzień wielkiego sowieckiego planu elektryfikacji. Ale w maju, w Dniu Stroju Narodowego, szli do pracy w haftowanych ukraińskich koszulach.</p>
<p><strong>Chłopska nacja </strong></p>
<p>Wyjaśnieniem tych niespójności – tej dla (zachodnich) Europejczyków irytującej współobecności sowieckiego dziedzictwa i narodowej, choć ponadjęzykowej reinwencji – jest samoświadomość Ukrainek i Ukraińców jako chłopskiej nacji. Niemal wszyscy mają nadal więzi z wsią, wielu pamięta babcie, które nie potrafiły ani czytać, ani pisać. Naród chłopski, naród buntowników, naturalni antagoniści rosyjskiej autokracji – tak pisali o nich ich poeci narodowi i historycy: były chłop pańszczyźniany Taras Szewczenko, socjalista, federalista i marzyciel o zjednoczonej Europie Mychajło Drahomanow, socjaldemokrata Mychajło Hruszewski. Ich proces narodotwórczy rozpoczął się na stepowej granicy między osiadłymi wschodniosłowiańskimi chłopami a koczowniczymi nomadami mówiącymi językami tureckimi, którzy hodowali bydło, prowadzili handel i wyprawy łupieżcze. Ten pas graniczny między Rzecząpospolitą Obojga Narodów a państwem moskiewskim, pogranicze chrześcijańskiej Europy, nadał Ukrainie jej nazwę. Transgraniczna była również kultura ukraińskich Kozaków – chłopów-żołnierzy, którzy strzegli pogranicza, przejmując styl życia i sztukę wojenną od koczowniczych Tatarów i którzy w XVII wieku założyli u dolnego biegu Dniepru protopaństwo.</p>
<p>W czasach wczesnonowożytnych Ukraińcy wzniecali powstania przeciwko polskim magnatom i królom – a w społecznych zawirowaniach dokonywali najstraszniejszych pogromów Żydów w tej epoce, ponieważ żydowska ludność wiejska pełniła rolę pośredników i zarządców między panem a chłopem, i to ona jako pierwsza padała ofiarą nienawiści wobec elit. Ukraińcy pozostali chłopską nacją właściwie aż do II wojny światowej – i jako tacy doświadczyli spustoszeń epoki skrajności. Dopiero za Chruszczowa rozpoczęła się ich wielka mobilizacja społeczna: do miast, na uniwersytety, do nowo budowanych zakładów przemysłowych – a także do dominującego języka, rosyjskiego. Był to czas małego cudu gospodarczego, otwarcia na świat, pionierskich przedsięwzięć na wewnętrznych peryferiach ZSRR, w miejscach takich, jak Warasz. Wtedy dopiero narodziła się współczesna, dwujęzyczna ukraińska nacja, do której dołączyli także sowieccy Żydzi z Ukrainy – uosobieni dziś w postaci wojennego prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego. Dopiero w niepodległej Ukrainie zaczęto pozytywnie odnosić się przede wszystkim do kraju jako terytorium państwowego. I dopiero w czasie wojny nastąpiło pełne kulturowo-społeczne rozdzielenie z Rosją, zerwanie więzi – aż po zmianę języka na ukraiński, którą w ostatnich latach przeprowadziło wielu rosyjskojęzycznych Ukraińców.</p>
<p>Wyzwanie dla Europejczyków polega na tym, by w ogóle zacząć dostrzegać głosy Ukraińców w ich pluralizmie i ambiwalencji, zamiast obiektywizować je według naszych własnych narracji. Nie trzeba opowiadać się po żadnej ze stron. Nie trzeba też pytać, czy Ukraińcy „należą do nas” – należą już z mocy <em>plébiscite de tous les jours</em>, swojego codziennego plebiscytu, jak pisał Ernest Renan o nowoczesnym narodzie – odkąd uzyskali niepodległość i zdecydowali się na przystąpienie do europejskich struktur transnarodowych. Wystarczy – jak w przypadku innych historii kolonialnych – najpierw usłyszeć, przeczytać i nauczyć się historii tego kraju jako historii z własnym prawem do istnienia, zamiast postrzegać ją jako dodatek do imperialnej historii Rosji. Gdy już odrobimy tę lekcję, możemy spierać się z Ukraińcami – którzy swoją historię zawsze tworzyli i tworzą sami, choć nie zawsze z własnej woli.</p>
<p><em>Z niemieckiego przełożyła Magdalena Grzybecka-Szczepańska </em></p>
<p><em>Powyższy tekst ukazał się w DIALOGU nr 152 (2025-2026). </em></p>
<p><em><strong> </strong></em></p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/14/ukraina-nie-jest-dodatkiem-do-historii-rosji/">Ukraina nie jest dodatkiem do historii Rosji</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Edzio naszych czasów, czyli solidarność z Ukrainą</title>
		<link>https://dialogonline.net/pl/2026/06/02/edzio-naszych-czasow-czyli-solidarnosc-z-ukraina/</link>
					<comments>https://dialogonline.net/pl/2026/06/02/edzio-naszych-czasow-czyli-solidarnosc-z-ukraina/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Marcin Wiatr]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 02 Jun 2026 16:06:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[Bruno Schulz]]></category>
		<category><![CDATA[Drohobycz]]></category>
		<category><![CDATA[Edzio]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wordpress.p658519.webspaceconfig.de/2026/06/15/edzio-naszych-czasow-czyli-solidarnosc-z-ukraina/</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z początkiem listopada, gdy z okazji Wszystkich Świętych i Zaduszek odwiedzam groby moich bliskich albo choćby tylko myślami jestem z nimi, powraca do mnie wspomnienie mojego gliwickiego dziadka. Tak się złożyło, że spoczywa w ziemi, która go nie zrodziła, ale z którą się zżył i zbratał, bo tu w czerwcu 1945 roku rzucił go powojenny [&#8230;]</p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/02/edzio-naszych-czasow-czyli-solidarnosc-z-ukraina/">Edzio naszych czasów, czyli solidarność z Ukrainą</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Z początkiem listopada, gdy z okazji Wszystkich Świętych i Zaduszek odwiedzam groby moich bliskich albo choćby tylko myślami jestem z nimi, powraca do mnie wspomnienie mojego gliwickiego dziadka. Tak się złożyło, że spoczywa w ziemi, która go nie zrodziła, ale z którą się zżył i zbratał, bo tu w czerwcu 1945 roku rzucił go powojenny los i to tu spotkał ludzi, z którymi łączyły go przedwojenne polskie obywatelstwo i niemieckie korzenie. Wiosną tego roku minęło sto lat, kiedy przyszedł na świat w pewnym zakurzonym i sennym kresowym miasteczku, jakich wiele było w tej zabużańskiej części Galicji, którą w okresie II Rzeczypospolitej nazwano Małopolską Wschodnią. Dziś to zachodnia Ukraina. Pradziadkowie wraz z dwoma chłopcami, moim dziadkiem i jego bratem, mieszkali nieopodal drohobyckiego Rynku, przy ówczesnej ul. Berka Joselewicza 5. Dziś to ul. Ковальська/ Kowalska (w nawiązaniu do nazwy z czasów austriackich: Schmiedgasse). Dom nadal tu stoi.</p>
<p>Początki rodzinnego miasta mojego dziadka, które dziś zwie się <em>Дрогобич</em>, sięgają końca XI wieku, kiedy to ówczesną Rusią Kijowską, w skład której wchodziła Ruś Halicka, rządziła dynastia wywodzących się ze Skandynawii Rurykowiczów. W XIV wieku ziemie Księstwa halicko-wołyńskiego weszły w skład Korony. Drohobycz długo był prowincjonalną polsko-żydowską mieściną, gdzie swoje miejsce na ziemi znaleźli także tutejsi Ukraińcy, Huculowie czy Łemkowie, a już w średniowieczu przybyli tu także Niemcy, Ślązacy, Ormianie i Austriacy. Pod koniec XIX wieku, gdy Galicja już od ponad stu lat była częścią monarchii Habsburgów, w okolicach Drohobycza oraz w sąsiednim Borysławiu kwitł galicyjski przemysł naftowy. Na horyzoncie rozciągały się pola usiane szybami wiertniczymi o tak obiecujących nazwach jak „Columbus”, „Rockefeller” czy „Bavaria”. Z ich pomocą na powierzchnię ziemi wydobywano galicyjskie „czarne złoto” – ropę. W 1858 roku Drohobycz trafił na pierwsze strony europejskich gazet, bo to właśnie dzięki ropie (przerabianej w tutejszych rafineriach na naftę) wiedeński Dworzec Północny, zwany Franz-Josefs-Bahnhof, stał się w Austro-Węgrzech pierwszym budynkiem użyteczności publicznej wyposażonym w oświetlenie. W rezultacie do Drohobycza, tego powiatowego galicyjskiego miasteczka, przybyło wielu przedsiębiorców, ale także podejrzanych awanturników i pozbawionych wszelkich skrupułów spekulantów, mających nadzieję na milionowe zyski. Miasto przeobraziło się w jedno z najbardziej wydajnych pól naftowych w C.K. Monarchii i zyskało niechlubną, ale i kuszącą reputację „austriackiego Teksasu”.</p>
<p>W każdym razie jako chłopak myślałem, że fajnie byłoby się urodzić w takim galicyjskim miasteczku, bo tam coś ciekawego się jednak działo. Oprócz dziadka i jego opowieści o Drohobyczu, których głębszy sens zrozumiałem jednak dopiero wiele lat później, z tym wyobrażonym galicyjskim krajobrazem wiązało mnie przynajmniej to, że i na Górnym Śląsku mieliśmy nasze własne „czarne złoto” – węgiel – oraz nasze własne szyby, choćby i tylko kopalniane. Niestety, Drohobycz był wówczas niedostępny, bo jeszcze do końca lat 80. XX wieku odgradzała go od nas szczelna sowiecka granica. Pamiętam, jak dziadek po raz któryś tam pokazywał mi swój PRL-owski dowód osobisty, a w nim zapisane miejsce i kraj urodzenia. „Patrz, co oni tu wpisali! Drohobycz, ZSRR! Jakie ZSRR???!!! Ja, stary galicyjski Niemiec, urodziłem się w Polsce. W Polsce!!!”.</p>
<p>Ale – jak się pewnego dnia okazało – nie o tym miałem w pierwszej kolejności pamiętać.</p>
<p><strong>Pamiętaj o Edziu </strong></p>
<p>„Pamiętaj o Edziu”. To krótkie zdanie, jakie pewnego razu skierował do mnie dziadek, od lat do mnie powraca i nie daje spokoju. Nie wiem już nawet, w jakich okolicznościach ono padło. Ale było czymś w rodzaju pouczenia powiązanego z pewną dozą nagany. Kim był ów Edzio, równie tajemnicza postać, co niedostępny wówczas Drohobycz? Żeby się tego dowiedzieć, miałem przeczytać kilkustronicowe opowiadanie drohobyckiego nauczyciela mojego dziadka, zawarte w książce o równie intrygującym tytule: „Sanatorium pod Klepsydrą”.</p>
<p>Już od pierwszych zdań opowiadanie to przykuło moją uwagę: „Na tym samym, co my, piętrze domu, w wąskim i długim skrzydle od podwórza mieszka Edzio ze swoją rodziną. Edzio nie jest już dawno małym chłopcem, Edzio jest dorosłym mężczyzną o głosie tubalnym i męskim, którym czasem śpiewa arie operowe. Edzio ma skłonność do korpulencji, jednakowoż nie do tej gąbczastej i miękkiej formy, ale raczej do atletycznej i muskularnej odmiany. Jest on silny w ramionach jak niedźwiedź, cóż z tego, kiedy nogi jego, całkiem zwyrodniałe i bezkształtne, są niezdatne do użytku”.</p>
<p>Z każdym kolejnym zdaniem tego opowiadania moje zdumienie, a przede wszystkim współczucie z poszkodowanym przez zły los chłopakiem, stawało się coraz większe. Te uczucia towarzyszą mi także dziś, gdy czytam choćby ten fragment: „Nie wiadomo właściwie, gdy się patrzy na nogi Edzia, na czym polega to dziwne kalectwo. Wygląda to tak, jakby miały one za wiele przegubów, między kolanem a kostką, co najmniej o dwa stawy więcej niż normalne nogi. Nic dziwnego, że w tych nadliczbowych stawach załamują się żałośnie i to nie tylko na boki, ale i ku przodowi, i we wszystkich kierunkach”.</p>
<p>Dziadek uczęszczał do Państwowego Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły w Drohobyczu i był uczniem jednej z klas, w których robót ręcznych nauczał autor tego przedziwnego opowiadania, najsławniejszy syn tego miasta – pisarz i rysownik Bruno Schulz. Był on jednocześnie cichym, niepozornym nauczycielem o „czarnych płonących oczach”, z którym „nikt się poważnie nie liczył, ten od pogardzanych rysunków i robót ręcznych” (jak zapamiętał to inny jego uczeń, poeta i pisarz Andrzej Chciuk); człowiek, o którym mówiono, że ma w sobie coś dziwnego, jakby nie z tego świata. Dziadek również wspominał jego oczy – zamyślone, jakby patrzyły w głąb innego wymiaru. Wyobrażam sobie to tak, że dziadek był wówczas chłopcem równie wrażliwym, zafascynowanym książkami i zapachem farb, które rozlewały się w małym warsztacie stolarskim drohobyckiej szkoły. I pewnie zasłuchiwał się w przedziwnych bajkach i opowieściach, jakimi Schulz raczył swoich uczniów. A ci słuchali ich, jak zahipnotyzowani. Kto wie, być może jedna z tych opowieści ujęła ich wówczas szczególnie, bo opowiadała o losie kalekiego Edzia?</p>
<p>Tymczasem kilkadziesiąt lat później, sam będąc w wieku schulzowskich uczniów, nie rozumiałem, co dziadek tak naprawdę miał na myśli, sięgając po to tajemniczo brzmiące upomnienie: „Pamiętaj o Edziu”. Dopiero z czasem odkryłem, że to było jego przesłanie – echo schulzowskiej lekcji człowieczeństwa, a zarazem ostrzeżenie wypowiadane przez kogoś, kto doświadczył krwawych dramatów XX wieku i wiedział, że świat zawsze toczy się po tych samych torach, że raz pokonane zło nigdy nie znika na zawsze, tylko zmienia maski. Nienawiść, wojna, przemoc – zawsze powracają, czekając na swój czas, by wykluć się w nowych wcieleniach. Czy może więc dziwić, że dziś, patrząc na trwającą już ponad cztery lata pełnoskalową wojnę Rosji przeciwko Ukrainie, na której zachodnich rubieżach leży Drohobycz, słowa dziadka nie dają mi spokoju? Dziś, śledząc walkę Ukrainy o zachowanie prawa nie tylko do wyboru własnej ścieżki rozwoju w rodzinnej Europie, lecz przede wszystkim o zachowanie państwowego bytu, słowa dziadka rozumiem inaczej. „Pamiętaj o Edziu” – to znaczy: pamiętaj o godności, która nie ginie nawet wśród ruin. Pamiętaj o potrzebie solidarności i wolności, których sens i wartość łatwo zatracić, szczególnie gdy nie wydają się one zagrożone.</p>
<p>Tymczasem nic już nie jest niezagrożone, bo wojna powróciła na nasz kontynent. Armie europejskie, a przede wszystkim Bundeswehra, stoją przed ogromnymi wyzwaniami. Po dziesięcioleciach pokoju ponownie zbliża się do nas coś, co wydawało się nie do pomyślenia: wojna na terytorium państw NATO nie jest już tylko abstrakcją. Rosyjski atak na Ukrainę i nasilające się ataki hybrydowe na kraje UE sprawiają, że zagrożenie staje się namacalne i realne.</p>
<p>Przywołując obraz krwawiącej na naszych oczach Ukrainy, która (podobnie jak Schulzowski Edzio) w sposób niezawiniony i niczym niesprowokowany stała się wskutek imperialnych ambicji Rosji ofiarą kolejnej odsłony okrutnego europejskiego losu, tym bardziej trzeba pamiętać o opowiadaniu Schulza. Ono mówi także o potrzebie zachowania godności wobec największych nawet przeciwności losu: „Ale znalazłszy się na płaszczyźnie, Edzio zmienia się niespodziewanie. Wyprostowuje się, tors jego wzdyma się okazale, a ciało bierze rozmach. Wspierając się na szczudłach jak na poręczach, wyrzuca daleko przed siebie nogi, które uderzają z nierównym tupotem w ziemię, potem przenosi szczudła z miejsca i z nowego rozmachu znów wyrzuca się z mocą naprzód. Takimi rzutami ciała zdobywa on przestrzeń”.</p>
<p>W ubiegłym roku na ulicach Drohobycza i Lwowa widziałem wielu młodych żołnierzy po amputacji kończyn, poruszających się na szczudłach czy też o własnych siłach, ale w sposób, jaki opisał w swym opowiadaniu Bruno Schulz: „Edzio porusza się tedy przy pomocy dwóch szczudeł […]. O tych szczudłach schodzi codziennie na dół kupować gazetę i to jest jedyny jego spacer i jedyne urozmaicenie. Przykro jest patrzeć na jego przeprawę przez schody. Jego nogi wyboczają się nieregularnie to w bok, to ku tyłowi, załamują się w niespodzianych miejscach, a stopy, jak kopyta końskie, krótkie i wysokie, stukocą jak kłody po deskach”. Widok ukraińskich żołnierzy przypomniał mi opowiadanie drohobyckiego pisarza i pomyślałem, że ten nasz czas to czas Schulzowskiego Edzia – chłopaka z Drohobycza, który pozostaje zwierciadłem ludzkiej kondycji przepełnionej fizycznym bólem, samotnością, ale i wolą walki oraz nieodpartą potrzebą samostanowienia. To cena, by zachować choćby resztki ludzkiej godności. I dziś cenę tę płaci przede wszystkim Ukraina, która mieszka przecież „[na] tym samym, co my, piętrze domu, w wąskim i długim skrzydle od podwórza […].”</p>
<p><strong>Czas Edzia, czas Europy </strong><strong> </strong></p>
<p>W swym parabolicznym opowiadaniu przypominającym biblijne przypowieści Bruno Schulz szkicuje świat duszny, rozkładający się, pełen bólu i absurdalnego wręcz trwania. Bohater opowiadania, Edzio – kaleka z Drohobycza – tkwi w świecie, który rozpadł się na fragmenty. Tkwi wśród spraw i przedmiotów, które żyją własnym życiem, i wśród ludzi, którzy stracili kontury moralne. Nawet rodzice, z którymi za sprawą swojego kalectwa zmuszony jest mieszkać, wdają się z nim w częste i gwałtowne spory. „Trudno jest z tego domyślić się, co zarzucają Edziowi, ale z tonu jego reakcji wnosić można, że jest on do żywego dotknięty, doprowadzony niemal do ostateczności. Słowa jego są gwałtowne i nierozważne, podyktowane nadmiernym wzburzeniem. […] I tak ciągnie się to całe kwadranse, urozmaicone tylko wybuchami żalu i oburzenia Edzia, który bije się w głowę i wyrywa sobie włosy z bezradnej wściekłości. Ale czasami – i to jest właściwą pointą tych scen, która zaprawia je specyficznym dreszczykiem – następuje to, na co z zapartym oddechem czekaliśmy. W głębi mieszkania zdaje się coś walić, jakieś drzwi otwierają się z trzaskiem, jakieś meble przewracają się z hukiem, potem rozlega się rozdzierający pisk Edzia. Słuchamy tego wstrząśnięci i pełni wstydu […].”</p>
<p>W tym zimnym i brutalnym świecie moralnego rozkładu Edzio podejmuje próbę zachowania własnego „ja” – jakby jego ciało i dusza były ostatnim miejscem, gdzie można jeszcze obronić sens. Jego walka nie jest widowiskowa. To walka o to, by nie przestać czuć, by nie dać się ogłuszyć nicości. W ten sposób Schulz – artysta z prowincjonalnego galicyjskiego miasteczka, Żyd czujący i piszący po polsku i po niemiecku – stworzył metaforę, która po dziesięcioleciach brzmi z nową mocą. W tym samym regionie Europy, w którym na świat przyszedł i dorastał Edzio, toczy się dziś inna walka o sens – wojna Ukrainy z kolejną imperialną odsłoną Rosji. To bój nie tylko o zachowanie czy odzyskanie zagrabionego przemocą terytorium, gdzie codziennie dochodzi do przerażających aktów zbrodni, lecz o godność człowieka i jego niezbywalne prawo do wolności. Europa, patrząc na tę wojnę z przerażeniem, z solidarnością, ale i z przejawami coraz większej obojętności, patrzy w swoje własne odbicie – w lustrze, które Schulz postawił przed nami już niemal sto lat temu.</p>
<p><strong>Pluskwy dezinformacji </strong><strong> </strong></p>
<p>Literacki świat Schulza, zrodzony z krajobrazu galicyjskiego miasteczka i obserwacji niezmiennych mechanizmów kondycji ludzkiej, to mikrokosmos Europy Środkowo-Wschodniej: kruchy, rozbity, pełen napięć między duchowością a cielesnością, pamięcią a zapomnieniem, mitem a codziennością. Edzio z Drohobycza jest jednym z wielu „dzieci pogranicza” – tak samo jak Ukraińcy, Polacy czy Litwini uwikłani są w dramatyczną historię, żyjąc na pograniczu, na którym ścierają się imperialne ambicje.</p>
<p>U Schulza rzeczywistość nieustannie drży – jakby wszystko mogło za chwilę runąć. Ten stan niestabilności trzeba dziś odczytać jako metaforę Europy, która po hekatombie II wojny światowej i po przezwyciężeniu ideologicznych podziałów, jakie cechowały powojenny świat okresu zimnej wojny, w ostatnich trzech dekadach (poprzedzających pełnoskalowy atak Rosji na Ukrainę) próbowała zapomnieć o naukach płynących z przeszłości. Stworzyła, co prawda, podwaliny wspólnego domu, ale jego mieszkańcy okazali się sobie obcy, nawet historyczne więzy rodzinne nie uchroniły ich od grzechu pychy i obojętności. U Schulza czytamy: „We wszystkich łóżkach leżą ludzie z podciągniętymi kolanami, z twarzą gwałtownie w bok odrzuconą, głęboko skupioną, zanurzoną w sen i bez granic mu oddaną. Jak któryś dorwał się snu, tak go trzyma kurczowo z żarliwą i bezprzytomną twarzą”.</p>
<p>To kulejąca niczym Edzio Europa, która próbowała zbudować nowy porządek głównie na fundamencie ekonomii, a nie wspólnej pamięci, wzajemnej o sobie wiedzy, dialogu i wyobraźni. Dlatego tak łatwo oblazły ją na pozór niewidzialne pluskwy rosyjskiej propagandy. Oby tylko Europa nie przypominała nam Adeli z opowiadania Schulza – jedynej osoby, z którą Edzio może podzielić się ciężarem swego losu, a która jednak „nie może nic poradzić, że przez ciało jej wędrują pluskwy, szeregi i kolumny pluskiew. Te lekkie i cienkie listki-kadłuby biegną przez nią tak delikatnie, że nie czuje najmniejszego muśnięcia”. Niestety, nasza ignorancja, pół-wiedza i niewiedza była – i niestety wciąż jest – świetną pożywką dla rosyjskich narracji siejących zamęt, chaos i zwątpienie w sens żmudnych, demokratycznych zasad współżycia.</p>
<p>Tymczasem strażniczką wspólnej pamięci, jak pisał Czesław Miłosz, jest również literatura i poezja. Co z tego, jeśli nawet tych najwybitniejszych dzieł, choćby i we fragmentach, nie czyta i nie dyskutuje się dziś w europejskich szkołach czy na uniwersytetach. Co prawda, ta pamięć z konieczności i powoli jest przywoływana, bo wojna w Ukrainie uświadamia nam, że pewne lekcje naszej wspólnej historii nie zostały odrobione, że pod powierzchnią nowoczesności wciąż tli się ogień prostactwa, ignorancji i zwykłej niewiedzy. Tym bardziej boli i daje do myślenia, że elity polityczne w Niemczech i Polsce, które jeszcze 15 lat temu potrafiły zdobyć się na wspólną wizję i dały impuls do stworzenia pierwszego polsko-niemieckiego podręcznika „Europa. Nasza historia”, od kilku lat trwonią kapitał związany z tą ogromną pracą. W milczeniu przyglądają się, jak nasze społeczeństwa stają się sobie coraz bardziej obojętne, a struktury trwałego dialogu, który w innych rejonach świata mógł uchodzić za przykład dalekowzroczności, powoli się wykruszają. Najlepszym tego dowodem jest fakt, iż niniejszy tekst ukazuje się w ostatnim (sic!) drukowanym numerze zasłużonego periodyku, jakim jest Magazyn Polsko-Niemiecki DIALOG.</p>
<p>Tak więc także Polska i Niemcy przypominają dziś Edzia – człowieka uwięzionego między snem a jawą, między chorobą a pragnieniem życia, wystawionego na doświadczenia graniczne. Ukraina, napadnięta w 2022 roku, znalazła się w jeszcze bardziej dramatycznej przestrzeni granicznej: między przetrwaniem a unicestwieniem, między wiernością wartościom a koniecznością stosowania przemocy w obliczu zbrodni dokonywanych przez agresora. I podobnie jak Edzio, nie ma dokąd uciec – musi trwać i walczyć. W tym trwaniu kryje się jednak siła. Bo właśnie z bólu rodzi się świadomość i w bólu wykuwa się ciągłość pamięci – tak jednostkowej, jak i zbiorowej.</p>
<p><strong>Lekcja z Drohobycza </strong><strong> </strong></p>
<p>Schulz nie był moralistą. Jego język, nasycony metaforą, unikał jednoznaczności. A jednak w centrum jego prozy jest pytanie o odpowiedzialność: jak żyć w świecie, który rozpadł się na części? Jak ocalić siebie, gdy nic już nie jest pewne? To jest pytanie, które mogliby zadać sobie także twórcy i czytelnicy ostatniego papierowego wydania DIALOGU. Walka Ukrainy, której jesteśmy świadkami, to odpowiedź na to pytanie, bo ta walka jest próbą utrzymania sensu wobec chaosu – sensu zachowania państwa, wspólnoty, języka. Sensu zachowania sprawczości. Poczucia sensu każdego wysiłku na rzecz budowania trwałości w świecie, w którym coraz więcej dronów, min i pocisków.</p>
<p>Ale walka Ukrainy to też próba utrzymania sensu i ładu moralnego – przekonania, że zło nie może pozostać bezkarne. Gdy Ukraina stawia opór, stawia go nie tylko Rosji, lecz samej logice rozpadu – tej samej, którą w swych opowiadaniach opisywał Schulz. Jego Drohobycz był miejscem, gdzie codzienność nabierała znaczenia mitologicznego. Dziś Drohobycz znów jest miejscem symbolicznym – miastem leżącym w europejskiej przestrzeni naznaczonej wojną, gdzie historia wciąż przemawia do nas głosem ofiar. Bruno Schulz w listopadzie 1942 roku tam właśnie został zastrzelony przez niemieckiego zbrodniarza. Teraz jego rodzinne miasto staje się świadkiem kolejnego cierpienia.</p>
<p>Edzio cierpiał w milczeniu. Ukraina natomiast krzyczy – krwią, ruinami, rozdartymi rodzinami, których tak wiele znalazło w polskim czy niemieckim domu tymczasowe schronienie. W obu przypadkach to cierpienie jest formą świadectwa.</p>
<p><strong>Siła świadectwa </strong><strong> </strong></p>
<p>W świecie, w którym Bóg i rozum milczą, a człowiek traci orientację moralną, pozostaje świadectwo – ostatnia forma prawdy. Edzio, milczący i bezradny wobec cierpienia, swoją postawą pełną godności zaświadcza o swoim istnieniu, swoim trwaniu, swojej niezgodzie na unicestwienie. W tym miejscu spotykają się Bruno Schulz i inna wielka postać historycznej Galicji, człowiek dialogu i pojednania – ks. Józef Tischner. W wydanym już pośmiertnie „Krótkim przewodniku po życiu” ks. Tischner pisał: „Każdy człowiek, a szczególnie człowiek chory, daje innym ludziom jakieś świadectwo. Nie jest to łatwe świadectwo, ale dlatego właśnie jest to świadectwo cenne, niezastąpione. Niejednokrotnie bardziej niż czegokolwiek innego drugi człowiek potrzebuje do życia świadectwa chorych”.</p>
<p>To zdanie otwiera niezwykłą, choć bardzo trudną perspektywę etyczną: cierpienie nie jest bezużyteczne, jeśli staje się komunikatem, wezwaniem, znakiem dobra. Człowiek chory, słaby, zraniony – taki jak Edzio – nie przestaje być nauczycielem, jeśli jego cierpienie zostaje przyjęte i zrozumiane przez innych. Ukraina jest dziś takim nauczycielem Europy. Jej świadectwo – świadectwo bólu i odwagi – staje się lustrem, w którym nasz kontynent może zobaczyć własną twarz. Paradoksalnie, ten kraj – choć tak okrutnie poraniony – jest dziś moralnie silniejszy. Bo z pozycji bólu i słabości wypływa czasem siła, która potrafi przemienić innych.</p>
<p>W tym sensie myśl ks. Tischnera o „świadectwie chorych” przekracza wymiar indywidualny i odnosi się do całych narodów i wspólnot. Ukraina – niczym chory, zataczający się z bólu człowiek – przechodzi bolesną drogę cierpienia, ale przemienia je w mowę sumienia. To trudne świadectwo przypomina Europie, że wolność nie jest dana raz na zawsze, że wymaga czujności, współczucia i odwagi.</p>
<p><strong>Solidarność jako forma walki </strong><strong> </strong></p>
<p>Schulzowska wizja świata była głęboko samotnicza – jego bohaterowie żyją w odrębnych sferach, często odizolowani od innych. Ale Tischner wprowadza do tej samotności korektę: cierpienie, jeśli jest świadectwem, zakłada istnienie dla drugiego człowieka. Kto cierpi, mówi do kogoś. A kto słucha, staje się współuczestnikiem.</p>
<p>Wydaje mi się, że Europa potrzebuje dziś takiej formy słuchania. Solidarność z Ukrainą to nie tylko kwestia politycznej i strategicznej dalekowzroczności wobec coraz bardziej imperialnych zakusów Rosji. To kwestia egzystencjalna. To także próba usłyszenia wołania i przesłania, które płynie z Ukrainy. Tischner pisał, że człowiek staje się sobą dopiero w relacji – „ja” nie istnieje bez „ty”. Dlatego obojętność jest formą intelektualnej zapaści, a nawet postępującej duchowej śmierci. Niepokojące w tym kontekście są oznaki skrajnej antyukraińskości, którą możemy zaobserwować zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Od lutego 2022 roku stosunek wobec Ukraińców w obu krajach przeszedł zauważalną ewolucję – od entuzjastycznej, oddolnej solidarności, po bardziej złożone, ambiwalentne postawy, z czasem pełne obojętności, niechęci, odrzucenia. W pierwszych miesiącach wojny dominowały współczucie, poczucie wspólnoty losu i historycznej ciągłości – szczególnie w Polsce, gdzie setki tysięcy ludzi spontanicznie otworzyły domy i serca dla dotkniętych wojną uchodźców. Z czasem jednak pojawiło się zmęczenie, a także napięcia związane z konkurencją na rynku pracy, wysiłkiem integracyjnym, rozmiarem transferów socjalnych itd. Jednak źródłem tych napięć czy wręcz antyukraińskich nastrojów są pełne trucizny narracje, z których lwia część jest jawnie inspirowana przez Rosję. W Niemczech początkowy gest gościnności ustąpił miejsca chłodniejszej kalkulacji i pytaniom o granice solidarności. W obu krajach proces ten ujawnia mechanizmy społecznej empatii i jej erozji pod wpływem kryzysów. Wiele też mówi na temat sposobu, w jaki polityka i media – przede wszystkim te tzw. społecznościowe – kształtują zbiorowe emocje wobec „innych”, w tym szczególnie tych, którzy jeszcze niedawno symbolizowali moralny obowiązek wsparcia. Wciąż łatwiej nam dostrzec źdźbło w oku bliźniego niż belkę w swoim własnym.</p>
<p>W tym sensie solidarność z Ukrainą jest tak naprawdę walką o samego siebie. Nie można być świadomym Europejczykiem, ignorując cierpienie sąsiada. Schulzowski Drohobycz, z jego dusznym powietrzem i rozpadem świata, jest zatem przestrogą: jeśli nie nauczymy się współodczuwać, nasz kontynent stanie się duchowym sanatorium pod klepsydrą – miejscem, w którym czas się zatrzymał, a życie uległo skostnieniu.</p>
<p>Solidarność to nie akt współczucia z dystansu, ale forma walki. To decyzja, by nie być biernym. W tym sensie każdy gest pomocy Ukrainie – przyjęcie uchodźcy, zbiórka pieniędzy, protest przeciwko kłamstwu – jest także aktem metafizycznym: potwierdzeniem, że człowiek może opowiedzieć się po stronie dobra i przeciwko złu.</p>
<p><strong>Edzio w okopach XXI wieku </strong><strong> </strong></p>
<p>Patrząc na zdjęcia młodych ukraińskich żołnierzy, studentów, kobiet, dzieci, starców, widzimy współczesne wizerunki drohobyckiego Edzia. Ich twarze są zmęczone nieustanną wojną – bombardowaniem miast, szpitali, szkół, przedszkoli, bibliotek, a nawet niewielkich ludzkich osad, niszczeniem wszelkich przejawów życia i oporu. Ale w oczach tych zmęczonych ludzi tli się coś, co powinno nas inspirować – heroizm cichej wytrwałości. Także Edzio walczył o sens w świecie, który go odrzucał. Ukraińcy walczą o sens w świecie, który przez lata nie chciał ich słuchać, nie chciał dać wiary ich przestrogom i ich świadectwu. Ich niezmordowany opór jest także oporem w imieniu nas wszystkich, o ile nadal wierzymy, że człowiek powołany jest do wolności i ma prawo do kształtowania własnego losu.</p>
<p>Bruno Schulz uczył – także mojego dziadka – że świat można ocalić poprzez akt tworzenia. Dziś Ukraina tworzy sens tego przesłania na nowo. W ruinach rodzi się nowa wspólnota, nowy język solidarności. Między dźwiękiem alarmu bombowego a śpiewaniem hymnu rozgrywa się codzienna liturgia trwania. To tam, w tej liturgii, powraca duch Brunona Schulza – jego cicha wiara w wartość każdego gestu, każdego słowa, każdego trwania mimo wszystko.</p>
<p>A Europa? Europa musi słuchać, ale i uczyć się – pokory, odwagi, empatii. Bo jeśli zapomni, że wolność wymaga zaangażowania (a niestety także gotowości do złożenia ofiary), stanie się tym, czym okazał się świat Schulza: martwym snem.</p>
<p><strong>Co kuleje, idzie </strong><strong> </strong></p>
<p>Historia Edzia kończy się niedopowiedzeniem – jakby Schulz zostawił nam miejsce na dopisanie zakończenia. Dziś zakończenie historii Edzia dopisuje Ukraina. Od tego, jak odpowiemy na jej świadectwo, zależy, czy przetrwamy jako wspólnota.</p>
<p>Czas Edzia trwa nadal. To czas bólu, ale i nadziei. To czas, w którym sumienia są wystawione na bardzo trudną próbę. Bo ta wojna stawia niestety bardzo konkretne pytania o naszą definicję człowieczeństwa. Jak długo Europa, zmęczona lękiem o zachowanie własnego dobrobytu, jest jeszcze gotowa do udzielania Ukrainie niezbędnego gospodarczego i militarnego wsparcia? Czy potrafi dostrzec w jej dramatycznym położeniu nie tylko nieszczęście, lecz także wezwanie do odnowienia europejskiej wspólnoty? Powtórzmy zatem: walka Ukrainy jest walką Edzia – walką o sens, o kształt świata, który jeszcze się nie rozpadł, ale który doświadcza geopolitycznego trzęsienia ziemi. Nadchodzą – a właściwie już nadeszły – czasy, które wymagają nowej ery solidarności, kształtowania sumień, jasności widzenia i woli działania.</p>
<p>W krótkiej ciszy po wybuchach, w świetle świec w zrujnowanych miastach przyfrontowych Donbasu, w oczach Edzia i w oczach Ukraińców – tam wciąż tli się nadzieja, która nie pozwala naszemu światu obrócić się w proch. Chciałbym tę nadzieję dostrzec także w obliczu polsko-niemieckiego sąsiedztwa, bez którego potencjału, gospodarczej siły i strategicznej dalekowzroczności ten nikły płomień może zdmuchnąć zimny, listopadowy wiatr. Pocieszam się jednak genialną myślą Stanisława Jerzego Leca, innego pisarza tej części świata, z której pochodził mój dziadek: „Co kuleje, idzie”.</p>
<p>Niech więc i o tym przesłaniu przypomina nam kulejący Edzio – chłopak z opowiadania Brunona Schulza, który chyba na długo z nami pozostanie.</p>
<p><em>Powyższy tekst ukazał się w DIALOGU nr 152 (2025-2026). </em></p>
<p>Der Beitrag <a href="https://dialogonline.net/pl/2026/06/02/edzio-naszych-czasow-czyli-solidarnosc-z-ukraina/">Edzio naszych czasów, czyli solidarność z Ukrainą</a> erschien zuerst auf <a href="https://dialogonline.net/pl/">DIALOG online ► Deutsch-Polnisches Magazin</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dialogonline.net/pl/2026/06/02/edzio-naszych-czasow-czyli-solidarnosc-z-ukraina/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
