Porozumienie Trumpa z Putinem
Najszerzej komentowanym tematem tygodnia było porozumienie Donalda Trumpa z Władimirem Putinem, na mocy którego USA zawiesiły do wiosny zakaz importu rosyjskiego oleju napędowego. Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”) ocenia, że prezydent USA pozostaje najlepszym pomocnikiem przywódcy Rosji, bo nigdy nie rozumiał wojny w Ukrainie jako kwestii strategicznej.
„Ukraina, a zwłaszcza Zełenski, stoją Trumpowi na drodze do jego własnych interesów w Rosji, a teraz także wpływają na jego szanse w wyborach połówkowych” – wskazuje gazeta. Przypomina przy tym, że główną przyczyną wysokich cen diesla w USA nie są ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, lecz wojna z Iranem, którą Trump sam nierozważnie wywołał.
Zdaniem „FAZ”, dla Ukrainy jeszcze dotkliwsze niż świeże pieniądze dla Kremla byłoby wstrzymanie przekazywania informacji wywiadowczych, czym Amerykanie mieli ponownie grozić. „W Kijowie należałoby zadać sobie pytanie, czy nie pokłada się zbyt wielkich nadziei w Trumpie. Prawdziwymi sojusznikami Ukrainy są Europejczycy” – zaznacza dziennik z Frankfurtu. Ci z kolei muszą się zastanowić, czy rezygnacja z rozmów z Moskwą jest nadal rozsądną strategią, skoro połowa świata z nią rozmawia.
Z kolei „Süddeutsche Zeitung” („SZ”) ocenia, że Trump widzi w Zełenskim wyłącznie „mąciciela”, a w Putinie „męskiego przyjaciela”. Według dziennika z Monachium, ukraiński prezydent utrudnia Trumpowi polityczne, a przede wszystkim biznesowe zbliżenie z Kremlem i odbiera mu upragnioną Pokojową Nagrodę Nobla. „Jak zawsze Trump czyni z ofiary sprawcę, a sprawcę traktuje jak niezawodnego kumpla” – pisze gazeta.
Jeszcze ostrzej porozumienie USA – Rosja ocenia dziennik ekonomiczny „Handelsblatt”. Jego zdaniem, jest ono zdradą Ukrainy i Europy. „Zażyłość Trumpa z Putinem graniczy ze zdradą transatlantyckiej wspólnoty wartości” – pisze gazeta i przypomina, że resztką zachodniego konsensusu było dotąd przekonanie, iż napaść jednego państwa na drugie nie może pozostać bez konsekwencji.
„Handelsblatt” wytyka Trumpowi, że obecny kryzys energetyczny jest następstwem blokady cieśniny Ormuz. Niedawno sam zapowiadał ostre sankcje wobec państw importujących rosyjską energię, a teraz musiałby ukarać samego siebie. „Trump prowadzi interes Putina, zapewnia mu środki na wojnę i aktywnie pomaga dzielić Zachód” – wskazuje gazeta.
Czy Berlin powienien rozmawiać z Moskwą? Schröder i Putin
Drugim tematem tygodnia było pytanie, czy Berlin powinien rozmawiać z Moskwą. Dziennik „Die Welt” opublikował w tej sprawie polemikę dwóch autorów – Paula Ronzheimera i Petera Gauweilera.
Paul Ronzheimer jest zdania, że nie ma powodu, by Friedrich Merz sięgał po telefon do Putina. „Kto sądzi, że Putin tylko czeka na telefon z Berlina, by wreszcie zawrzeć pokój, ignoruje to, co dzieje się w Ukrainie każdego dnia” – przekonuje autor. Zwraca uwagę, że Ukraina wielokrotnie proponowała pełne zawieszenie broni, które odrzuca z kolei rosyjski przywódca. „To nie Zełenskiego trzeba przekonywać, że ta wojna musi się skończyć, lecz Putina. Dopóki nie jest on gotów zaprzestać zabijania, nie ma powodu, by nagradzać go nowymi propozycjami negocjacyjnymi z Berlina” – zaznacza Ronzheimer.
Inną perspektywę reprezentuje Peter Gauweiler, który na łamach „Die Welt” ocenia, że Niemcy muszą rozmawiać z Moskwą. „Najważniejszym interesem Niemiec jest to, by nie dać się jeszcze głębiej wciągnąć w wojnę w Ukrainie” – uważa. „Alternatywą dla rozmów jest w naszym przypadku wyłącznie działanie zbrojne. (…) Zakaz rozmów z Moskwą pozbawiłby Niemcy wszelkich możliwości wywierania wpływu na drodze negocjacji” – wskazuje Gauweiler.
Tłem tego sporu była wizyta byłego kanclerza Gerharda Schrödera w Moskwie. Tygodnik „Der Spiegel” pyta, co jeszcze musi zrobić były kanclerz, żeby SPD wykluczyła go z partii. „Jesteśmy przyzwyczajeni do wielu niesmacznych sytuacji ze strony Schrödera. Nie może to jednak prowadzić do tego, że każde kolejne przekroczenie granic wywołuje jedynie znużone wzruszenie ramion. SPD musi w końcu wykluczyć go z partii” – uważa tygodnik.
W opinii „Der Spiegel”, bliskość Schrödera z Putinem jest oburzająca, szczególnie w czasie, kiedy Rosja nasila swoje ataki na ludność cywilną w Ukrainie. „Każda partia ma swoją granicę. SPD musi określić, gdzie leży jej granica” – podsumowuje gazeta.
Co z niemiecką demokracją po wyborach w Saksonii-Anhalt?
Trzecim tematem tygodnia jest stan niemieckiej demokracji po wyborze prezydium landtagu Saksonii-Anhalt. „Der Spiegel” sytuacji wewnętrznej poświęca dwa komentarze. W pierwszym nazywa wybór polityków AfD czarnym dniem Magdeburga. „Zapora ogniowa się kruszy, a demokratom ucieka czas w walce z prawicowymi ekstremistami” – pisze tygodnik.
„Po raz pierwszy od czasów nazizmu parlament w Niemczech jest kierowany przez przewodniczącego wywodzącego się ze skrajnie prawicowej partii” – podkreśla gazeta. Zwraca też uwagę, że drugim zastępcą wybranego na to stanowisko Tobiasa Rauscha został Hans-Thomas Tillschneider, który relatywizuje Holokaust i od lat działa jako tuba rosyjskiej propagandy.
Według „Der Spiegel”, katastrofalna jest porażka CDU, której kilku posłów prawdopodobnie zagłosowało na Rauscha. Dla Friedricha Merza wydarzenia w Magdeburgu są złym prognostykiem, ponieważ strategia wyraźnego odgraniczenia się od skrajnej prawicy zaczyna się chwiać. „Potrzebny jest nowy plan. I to szybko” – pisze „Der Spiegel”.
W drugim komentarzu „Der Spiegel” staje w obronie kanclerza Merza. Autorka przypomina, że większość Niemców uważa jego kanclerstwo za nieudane. „Wyobrażam sobie, jak w centrali AfD i na Kremlu nie mogą uwierzyć w swoje szczęście, że niemieckie centrum dobrowolnie samo się rozmontowuje” – wskazuje. Jak podkreśla, zmuszony do refleksji Merz mógłby, jej zdaniem, pokazać, że rządzenie w skomplikowanych czasach polega na myśleniu, decydowaniu i korygowaniu błędów, podczas gdy proste odpowiedzi oferują populiści.