Zamieszki we Francji
Sobotnie demonstracje przeciwko wysokim kosztom życia i złym warunkom nauki, które w Paryżu, Marsylii i Lyonie przerodziły się w zamieszki, zdominowały w minionym tygodniu niemieckie komentarze. Gazety zgodnie wskazują, że przemoc przesłoniła uzasadnione postulaty protestujących.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”) pisze o beczce prochu i ocenia, że eskalacji przemocy nie da się wpisać w zwyczajową francuską kulturę strajku. W obliczu plądrowania sklepów, podpaleń na ulicach znika to, co stało się istotą demonstracji uczniów i studentów: sprzeciw wobec wysokich kosztów życia i warunków edukacji.
Gazeta z Frankfurtu zwraca uwagę, że środki francuskiego państwa są mocno ograniczone, a opłakany stan budżetu uniemożliwia przygotowanie pakietów pomocowych. Dlatego – jak podkreśla – Francja nie wyczaruje dodatkowych miliardów na edukację ani obniżek cen paliw i prądu.
„Coraz wyraźniej widać też, jak zgubne jest wieloletnie opóźnienia w reformach, za które odpowiadają zarówno lewicowe, jak i prawicowe partie. „Nic z tego nie usprawiedliwia jednak przemocy, ale wszystko jest powodem do troski o największego sąsiada Niemiec” – konkluduje „FAZ”.
Z kolei dziennik ekonomiczny „Handelsblatt” stawia tezę, że we Francji chaos staje się politycznym kapitałem dla radykałów. W opinii gazety, kraj przeżywa niebezpieczną spiralę przemocy i erozji demokracji, w której przemoc coraz bardziej wypiera uzasadnione postulaty polityczne.
„Handelsblatt” krytykuje jednocześnie francuski rząd, który, jego zdaniem, jest coraz bardziej bezradny wobec żądań protestujących. „Stanowi to problem dla francuskiej demokracji. Politycy wszystkich opcji wzajemnie obarczają się winą za eskalację sytuacji. Rozpętała się walka o dominację w interpretacji wydarzeń. Małe, ale niezwykle skuteczne grupy chuliganów zdominowały relacje medialne” – uważa dziennik.
„Gest humanitarny” wobec ofiar wojny w Polsce
Najmocniejszy z polskiej perspektywy głos tygodnia należy do dziennika „Die Welt”, który brak decyzji rządu federalnego o „geście humanitarnym” dla ostatnich żyjących ofiar niemieckiej okupacji w Polsce nazywa moralnym bankructwem.
Jak wylicza „Die Welt”, chodzi o 30 tys. do 50 tys. osób, które mają ponad 90 lat, często są samotne i chore, a z każdym tygodniem jest ich mniej. „To, że w berlińskich ministerstwach toczą się narady, ale decyzja nie zapada, przyjmowane jest w Polsce ze smutkiem i złością” – zaznacza. Jak kontynuuje „Die Welt”, utrwala się wrażenie, że Niemcom udaje się wznosić pomniki, ale nie potrafią pomóc ocalałym, gdy ich pomoc jest potrzebna. „Niemało osób uważa, że Berlin po prostu czeka, aż ofiary umrą i ta uciążliwa sprawa sama się rozwiąże. Gdyby tak się stało, bliscy ofiar tego nie zapomną, a Niemcy z trudem sobie to wybaczą” – wskazuje dziennik.
„Die Welt” zwraca uwagę, że problem da się rozwiązać na samej górze, bo kanclerz Friedrich Merz powinien razem z niemieckim MSZ i ministerstwem finansów dopisać do budżetu pozycję na odszkodowania dla polskich ofiar.
„Byłby to gest spóźniony, ale wielki i moralnie słuszny. Jeśli politycy działają zbyt wolno, a czas naprawdę nagli, to społeczeństwo obywatelskie powinno poczuć się zobowiązane do pokazania, jakie zajmuje stanowisko” – pisze dziennik. Proponuje, by społeczeństwo zainicjowało fundusz wypłacający ocalałym comiesięczne świadczenia. Według „Die Welt”, mogłyby się tu włączyć np. niemieckie koncerny, które dopuściły się przestępstw w czasie II wojny światowej, m.in. wyzyskując robotników przymusowych – takie jak BASF, Bayer, Siemens, Volkswagen, BMW i Deutsche Bank.
„Nadal Niemcy, a przede wszystkim rząd federalny, mają szansę pokazać, że za retoryką o odpowiedzialności wobec ofiar kryje się coś więcej. Że wbrew nastrojom, które temu nie sprzyjają, postępują moralnie słusznie. Trzeba się spieszyć, Niemcy, to ostatnia szansa” – apeluje „Die Welt”.
Polityka Trumpa wobec Ukrainy
Do polityki Donalda Trumpa wobec Ukrainy wracało w minionym tygodniu kilka niemieckich redakcji. Tygodnik „Der Spiegel” pisze wprost o zdradzie, zaznaczając, że to wielkie słowo, którego nie należy używać lekkomyślnie. Trudno jednak inaczej nazwać sytuację, w której najważniejszy militarny sojusznik uderza zaatakowany kraj w plecy w środku wojny.
Zdaniem „Der Spiegel”, Trump osłabia Ukrainę akurat w momencie, gdy jej ataki na rosyjskie rafinerie wpędzają w kłopoty gospodarkę wojenną Władimira Putina, a sam ma problemy przed wyborami połówkowymi. Jak podkreśla tygodnik, „strategicznie bezsensowna wojna z Iranem podniosła ceny energii dla wyborców Trumpa, a rachunek ma teraz zapłacić Ukraina”.
„Der Spiegel” uważa, że spór z Trumpem powinni toczyć nie Zełenski, lecz Europejczycy, którzy mają do tego więcej narzędzi. Najważniejszym z nich jest, zdaniem tygodnika, utrzymanie 210 mld euro zamrożonych w Unii Europejskiej rosyjskich aktywów państwowych. Według medialnych doniesień, negocjatorzy Trumpa żądają uwolnienia jej części i oddania pod amerykańską kontrolę.
„Europejczycy nie mogą oddać najsilniejszego środka nacisku prezydentowi USA, który nie jest zainteresowany bezpieczeństwem Europy. Powinni też wrócić do pomysłu pożyczki reparacyjnej dla Ukrainy oraz inwestować w europejski przemysł zbrojeniowy i własne satelity. (…) Dziś to dotyka Kijów. Berlin, Paryż i Warszawa nie powinny czekać, aż przyjdzie ich kolej” – konkluduje „Der Spiegel”.
Bilans tej polityki przedstawia też „Süddeutsche Zeitung” („SZ”), według której jesień pokazuje, że Putin jeszcze długo nie przegrał. Dziennik z Monachium przyznaje, że Rosja mimo swojej wielkości wygląda na zbyt słabą, by pokonać Ukrainę. Putin próbuje jednak złamać opór, atakując domy i elektrociepłownie, licząc, że okrucieństwem wymusi daleko idące ustępstwa albo nawet kapitulację.
Według „SZ”, Zachód powinien bardziej zdecydowanie stanąć po stronie Ukrainy. Tymczasem Trump zażądał, by Kijów oszczędzał rosyjskie rafinerie i zezwolił do wiosny na import rosyjskiego oleju napędowego do USA. „Putin wygra, jeśli pozwoli mu się wygrać” – podsumowuje „SZ”.