Daniel Chodowiecki (1726–1801) należał do artystów, którzy potrafili odnaleźć znaczenie w pozornie zwyczajnych scenach. Rysownik, malarz i grafik był jednym z najciekawszych świadków dawnej codzienności. Jego rysunki ukazują życie epoki oświecenia, nie poprzez oficjalne reprezentacyjne wizerunki, ale z perspektywy uważnego obserwatora ludzi, ulic i zwykłych zdarzeń.
Największe sukcesy artysta odniósł w Berlinie. To w stolicy Prus zdobył sławę i majątek, a pod koniec życia objął stanowisko dyrektora berlińskiej Akademii Sztuk. Przez całe życie zachował jednak pamięć o rodzinnym Gdańsku. Przywiązanie do miasta najpełniej wyraził w słynnym „Dzienniku z podróży do Gdańska”.

Kupiec i artysta
Daniel Mikołaj Chodowiecki urodził się 16 października 1726 roku w Gdańsku, w rodzinnej kamienicy przy ulicy Świętego Ducha pod numerem 54 (choć nowsze opracowania wskazują również lokalizację przy ulicy Grobla I). Był to niewielki, wąski, trzykondygnacyjny dom, podobny do sąsiednich zabudowań, zwieńczony figurą pelikana – symbolem rodzicielskiej miłości.
Chodowiecki dorastał w środowisku typowym dla dawnego Gdańska – mieszczańskim, wielokulturowym i wielojęzycznym. Jego rodzina łączyła polskie, francuskie i niemieckie korzenie: przodkowie ojca wywodzili się z wielkopolskiego rodu dysydenckiego, natomiast matka pochodziła z rodziny francuskich hugenotów. W domu mówiono przede wszystkim po niemiecku, posługiwano się także polskim, lecz najchętniej wybierano język francuski. Podstawą rodzinnego dostatku był handel, któremu towarzyszyło żywe zainteresowanie sztuką.
Można powiedzieć, że przyszły artysta od początku wyrastał w świecie, w którym różne języki, kultury i tradycje spotykały się ze sobą na co dzień. Nie oznaczało to jednak, że jego przyszłość była z góry przesądzona. Wręcz przeciwnie.

W wieku siedemnastu lat Chodowiecki wyjechał do Berlina. Nie pojechał tam, aby studiować sztukę. Jego celem było doskonalenie praktyki handlowej i przygotowanie się do zawodu kupca. Terminował u wuja, który prowadził handel artykułami gospodarczymi. Młody Chodowiecki miał wykonywać na zamówienie modne scenki rodzajowe na tabakierach. Ale prawdziwa artystyczna droga miała rozpocząć się dopiero później. W Berlinie praktykant coraz uważniej przyglądał się otaczającemu go światu. Sięgał po piórko i ołówek, szkicował drzewa i zwierzęta, sceny uliczne oraz portrety bliskich. Obserwowanie rzeczywistości stopniowo przestało być jedynie zajęciem w wolnych chwilach i stało się jego prawdziwą pasją.
Dopiero w wieku 30 lat zdecydował się ostatecznie porzucić handel. Został artystą, choć nie przeszedł tradycyjnej drogi akademickiego kształcenia. W dużej mierze zawdzięczał swoją pozycję samodzielnym studiom, pracy i obserwacji.
Berlińczyk
Decyzja o poświęceniu się sztuce okazała się przełomowa. Chodowiecki z czasem zdobył znaczącą pozycję w artystycznym świecie Berlina. Najpełniej rozwijał się jako ilustrator książek – dziedzina, która przyniosła mu zarówno sławę, jak i majątek.
Ilustrował dzieła najważniejszych pisarzy swojej epoki, między innymi Goethego, Schillera, Diderota i Woltera. Jego prace pojawiały się również w wydawnictwach o charakterze encyklopedycznym. A moda na grafiki w książkach pozwoliła mu dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, a zarazem doskonale odpowiadała jego talentowi do obserwowania ludzi i przedstawiania świata w niewielkich, precyzyjnie skomponowanych scenach.

Zostawił po sobie wyjątkowo bogaty zbiór prac. Do dziś zachowało się około czterech tysięcy rysunków, dwa tysiące rycin i kilkadziesiąt obrazów.
Kariera artysty rozwijała się konsekwentnie. W 1797 roku Chodowiecki został dyrektorem berlińskiej Königliche Akademie der Künste. Człowiek, który jako siedemnastolatek przyjechał do stolicy Prus z zamiarem nauczenia się handlu, znalazł się na szczycie życia artystycznego miasta.
Berlin stał się jego domem, ale gdańska przeszłość nie została przez Chodowieckiego zapomniana. Przeciwnie – po latach powrócił do rodzinnego miasta, tym razem jako dojrzały artysta i człowiek świadomy wartości własnych wspomnień.
Podróż do Gdańska
Najważniejszym świadectwem tego powrotu jest „Dziennik z podróży do Gdańska”. To nie tylko zapis drogi i pobytu w rodzinnym mieście. Towarzyszy mu seria 108 rysunków, które pozwalają zobaczyć świat Chodowieckiego znacznie wyraźniej niż same słowa.
Właśnie w „Dzienniku” szczególnie dobrze widać jego sposób patrzenia. Chodowiecki nie ograniczał się do przedstawiania tego, co oficjalne i reprezentacyjne. Interesowało go życie, ludzie i szczegół. Rysunek stawał się dla niego sposobem zapisywania rzeczywistości, a zarazem osobistym komentarzem do świata, który znał z dzieciństwa.

Gdańsk, który oglądał po latach, był więc jednocześnie konkretnym miastem i miejscem pamięci. Był przestrzenią dzieciństwa, rodzinnym domem i częścią osobistej historii, ale również miastem, które artysta mógł teraz oglądać z dystansu zdobytego przez lata życia w Berlinie.
To właśnie dlatego „Dziennik podróży” ma znaczenie wykraczające poza prywatną pamiątkę. Jest dokumentem epoki i świadectwem spojrzenia człowieka, który znał Gdańsk od wewnątrz, ale po latach mógł zobaczyć go na nowo.
Pamięć o Chodowieckim
Pamięć o artyście przetrwała w Gdańsku na wiele sposobów. Jego płaskorzeźbowy wizerunek umieszczono w wykuszu elewacji budynku banku przy ulicy Okopowej, obok innych postaci zasłużonych dla miasta. W 1926 roku, w okresie Wolnego Miasta Gdańska, na dawnym domu Chodowieckiego z okazji rocznicy dwusetnych urodzin artysty umieszczono tablicę upamiętniającą. Została ona zniszczona w 1945 roku.
Jego imię otrzymała również jedna z ulic Wrzeszcza. Dawny Chodowiecki-Weg, dziś ulica Chodowieckiego, znajduje się w granicach gdańskiej dzielnicy Aniołki. Pamięć o artyście wyszła zresztą poza sam Gdańsk. W 1992 roku Günter Grass założył fundację kulturalną Daniel-Chodowiecki-Stiftung, która między innymi przyznaje nagrody twórcom grafiki i rysunku z Polski oraz Niemiec.

Historia upamiętnienia Chodowieckiego ma jednak także swój bardziej skomplikowany rozdział. W latach 80. XX wieku pojawił się pomysł umieszczenia w Gdańsku nowej tablicy pamiątkowej. Projekt przygotował rzeźbiarz Zygfryd Korpalski, a tekst konsultował znawca historii miasta, prof. Andrzej Januszajtis.
Do realizacji projektu nie doszło. Zgody nie wyraziła cenzura, zwracając uwagę między innymi na niemieckobrzmiące imię ojca artysty (Gotfryd), panieńskie nazwisko jego matki (Ayrer) oraz miejsce jego śmierci (Berlin). Nie pomogło nawet przywołanie słów samego Chodowieckiego: „Za zaszczyt sobie mienię być prawdziwym Polakiem, chociaż jako pierwszy z Chodowieckich w Niemczech osiadłem”.
Po przemianach politycznych w Polsce pamięć o artyście mogła powrócić do miejskiej przestrzeni bez podobnych ograniczeń. W 2009 roku, z inicjatywy społecznej, w nadmorskim parku odsłonięto popiersie Chodowieckiego. Stało się ono częścią wystawy w otwartej przestrzeni „Wielcy Gdańszczanie”.
Wystawy
Jesienią 2026, w trzechsetną rocznicę urodzin Chodowieckiego, Berlin i Gdańsk przypominają postać cenionego ilustratora. Zorganizowano liczne wystawy okolicznościowe i wykłady poświęcone zarówno jego twórczości, jak i aktywnemu udziałowi w życiu naukowym epoki.
Muzeum Narodowe w Gdańsku przygotowało czteroczęściową wystawę zatytułowaną „Osiem i pół tygodnia. Daniel Chodowiecki”. Jej ostatnia, czwarta odsłona, prezentowana w Oddziale Sztuki Dawnej, potrwa do końca października.
W ramach cyklu przedstawiono najważniejsze obszary twórczości artysty. Pierwsza odsłona dotyczyła oświeceniowego podejścia do rodziny, druga skupiała się na społecznej wrażliwości i zmyśle obserwacji Chodowieckiego, a trzecia ukazywała jego działalność edukacyjną. Obecna, czwarta odsłona, pokazuje szerokie horyzonty artysty oraz jego liczne kontakty z wybitnymi osobistościami epoki.
Skąd wziął się tytuł wystawy? „Osiem i pół tygodnia” odnosi się do wymogów konserwatorskich dotyczących eksponowania dzieł na papierze. Każda odsłona trwa dokładnie osiem tygodni – jest to maksymalny bezpieczny czas prezentowania wrażliwych na światło rycin i rysunków. Dodatkowe pół tygodnia przeznaczono na wymianę eksponatów i przygotowanie kolejnej części cyklu.

W ramach gdańskich obchodów przygotowano także wystawę czasową „Całe życie rysowałem życie. W trzechsetlecie urodzin Daniela Chodowieckiego”, którą można oglądać w Muzeum Gdańska. W Ratuszu Głównego Miasta zaprezentowano blisko 200 prac: mistrzowskie portrety, ilustracje książkowe oraz unikalne akwaforty dokumentujące ówczesne kontrasty społeczne. Główna część ekspozycji poświęcona jest wspomnianej już tu podróży artysty do rodzinnego Gdańska w 1773 roku. Wystawa potrwa do dnia urodzin mistrza, czyli 16 października.
Z kolei w Berlinie, z okazji rocznicy urodzin Chodowieckiego, w Muzeum Hugenotów do 25 października można oglądać wystawę „Chodowiecki 300. Między sztuką a wyznaniem”. Jak podkreślają kuratorzy, po raz pierwszy w tak kompleksowy sposób przedstawiono pełne napięć relacje między cenioną w całej Europie twórczością słynnego grafika i miedziorytnika a jego głębokim zakorzenieniem w berlińskiej gminie hugenockiej.
Na wystawie można zobaczyć unikalny wybór rysunków, grafik, historycznych książek, medali i wyrobów rzemiosła artystycznego z archiwum oraz zbiorów Kościoła Francuskiego w Berlinie. Dzieła Chodowieckiego stworzone dla tego kościoła sytuują się na styku wiary reformowanej, idei oświecenia, zaangażowania obywatelskiego i wolności twórczej. Jego rozpoznawalne obrazy i inne prace pozostawiły liczne ślady w Katedrze Francuskiej, trwale kształtując kulturę pamięci berlińsko-brandenburskiej gminy hugenockiej.
Do obchodów rocznicowych przyłączył się również Zespół Pałacowy w Neuhardenbergu w Brandenburgii, prezentując wystawę „Dwanaście żyć Daniela Chodowieckiego. Ponowne odkrycie twórczości z okazji 300. rocznicy urodzin”.
Artysta, który został świadkiem epoki
Daniel Chodowiecki żył między kilkoma światami. Urodził się w Gdańsku, w rodzinie o wielokulturowych korzeniach, dorosłe życie związał z Berlinem, a swoje miejsce w historii sztuki zbudował przede wszystkim jako rysownik i grafik. Nie wymazał jednak swojej gdańskiej przeszłości. Przeciwnie – po latach wrócił do niej w szczególny sposób, zapisując rodzinne miasto w rysunkach.

Być może właśnie dlatego jego twórczość wciąż wydaje się tak bliska współczesnemu odbiorcy. Chodowiecki nie patrzył na świat wyłącznie oczami artysty. Patrzył jak uważny obserwator. Interesowało go to, co dzieje się wokół: człowiek, ulica, gest, codzienna sytuacja. Zwykłe życie stawało się tematem godnym zapisania.
A dzięki temu, że patrzył tak uważnie, my po niemal trzech stuleciach wciąż możemy spojrzeć na świat, który widział on.
Gdańsk Chodowieckiego nie jest więc wyłącznie miastem z przeszłości. Jest miastem zapamiętanym – kreską człowieka, który potrafił patrzeć.
Jako uzupełnienie polecam znakomity animowany film „Chodowiecki” autorstwa Jakuba Pączka, dostępny na YouTube.